Jeszcze cały rok razem… Od pewnego czasu Arkadiusz Janowicz nie wychodził sam na ulicę. Nie wych…

Jeszcze cały rok razem…

Ostatnimi czasy Stanisław Nowak sam na ulicę nie wychodził. Nie wychodził od momentu, kiedy pewnego dnia wybrał się do przychodni i zapomniał, gdzie mieszka oraz jak się nazywa. Poszedł wtedy w zupełnie inną stronę i długo błądził po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na dobrze znanym budynku. Okazało się, że to była fabryka zegarków, w której Stanisław przepracował blisko pięćdziesiąt lat.

Patrzył na tę fabrykę i czuł, że ją zna, ale nie mógł sobie przypomnieć dlaczego, ani kim sam jest, póki ktoś nie klepnął go niespodziewanie w ramię od tyłu.

Staszek! Panie Stanisławie, co pan tu robi? Stęsknił się pan? My ostatnio właśnie o panu gadaliśmy, jaki z pana był majster i nauczyciel. Staszek, no jak to, nie poznaje pan mnie? Przecież to ja, Jurek Czubak, to dzięki panu człowiekiem zostałem!

W głowie Stanisława coś nagle przeskoczyło, przestała być pusta, wszystko wróciło… Dzięki Bogu!

Jurek ucieszył się, objął swojego starego mistrza.

Poznał mnie pan? To przez to, że wąsy zgoliłem, to teraz inaczej wyglądam. Staszek, może wpadnie pan do nas? Chłopaki się ucieszą!

Może innym razem, Jurku, jakoś się dzisiaj zmęczyłem przyznał Stanisław.

Ale mam tu samochód! Podwiozę pana, przecież pamiętam jeszcze pański adres wykrzyknął Jurek.

Odwiózł go do domu, a Aleksandra Nowak od tej pory nie wypuszczała męża nigdzie samego, choć z pamięcią znów było wszystko w porządku.

Od tej pory chodzili wyłącznie razem: do parku, do przychodni, do sklepu.

Ale kiedy Stanisław się przeziębił gorączka, mocny kaszel żona sama poleciała do apteki i do sklepu, choć sama też źle się czuła. Kupiła lekarstwa, trochę jedzenia, niby nie tak dużo. Ale nagle ogarnęła ją dziwna słabość i duszność. Wydawało jej się, że torba z zakupami waży niebotycznie. Aleksandra musiała się zatrzymać, odetchnąć, a potem ruszać dalej z ciężką siatką.

Kilka kroków dalej znów się zatrzymała. Postawiła torbę na świeżo zasypanym śniegu i… delikatnie osunęła się na ścieżkę prowadzącą do domu.

Ostatnia myśl, jaka przemknęła jej przez głowę: po co ona tyle rzeczy kupiła naraz, przecież u starej już rozumu brak!

Dobrze, że akurat wyszli sąsiedzi z klatki. Zobaczyli Aleksandrę leżącą na śniegu, podbiegli i wezwali karetkę…

Aleksandrę zabrano do szpitala, a sąsiedzi wzięli torbę z zakupami i lekami. Wrócili i zaczęli dzwonić do jej drzwi.

Mąż jej, Stanisław, pewnie w domu został, może też chory, nie widziałam go ze dwa dni zauważyła Nina Marciniak. Pewnie śpi, Aleksandra mówiła, że on też często słabo się czuje, ach, starość, nie radość, później zajrzę…

Stanisław słyszał dzwonek do drzwi. Ale kaszel nie pozwalał mu swobodnie oddychać, chciał wstać, lecz od gorączki i słabości zrobiło mu się ciemno przed oczami i omal nie upadł…

Kaszel ucichł, a Stanisław zapadł w dziwny, półrealny sen. Gdzie jest jego Ola i czemu tak długo nie wraca?

Leżał jeszcze długo w półśnie, ale nagle usłyszał ciche, znajome kroki. I żona, Aleksandra, podeszła do niego, i jak dobrze, że wróciła.

Stasiek, podaj mi rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, wstawaj wołała do niego żona. I wstał, trzymając się jej ręki dziwnie lodowatej i słabej.

Teraz otwórz drzwi, szybko otwórz szepnęła Aleksandra.

Po co? zdziwił się Stanisław, ale otworzył, skoro prosiła. Do mieszkania weszła Nina Marciniak i Jurek, jego młody kolega z pracy.

Staszek, czemu nam nie otwierasz? Przecież dzwoniliśmy i pukaliśmy!

Ola… gdzie Ola? Przecież przed chwilą tu była! spytał zbladłymi ustami Stanisław, nie mogąc zrozumieć, gdzie nagle zniknęła jego żona.

Przecież ona jest w szpitalu, na intensywnej terapii zdziwiła się Nina.

Chyba majaczy… domyślił się Jurek i ledwo złapał upadającego w omdleniu Stanisława…

Sąsiadka i Jurek szybko wezwali karetkę, okazało się, że to był omdlenie od gorączki…

Po dwóch tygodniach Aleksandra wróciła ze szpitala do domu.

Jurek przywiózł ją samochodem i razem z Niną przez ten czas pomagali Stanisławowi, który też zaczął wracać do zdrowia.

Najważniejsze są jeszcze razem.

Kiedy zostali sami, oboje powstrzymywali łzy.

Dobrze, że świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi, Stanisław. Nina jest dobrą kobietą. Pamiętasz, jak jej dzieci przychodziły do nas po szkole? Nakarmiliśmy je, odrabialiśmy z nimi lekcje, a potem Nina zabierała do domu.

Tak, ale nie wszyscy pamiętają dobro, a ona nie straciła serca, to miłe… zgodził się Stanisław.

I Jurek, kiedyś był młodym chłopakiem, byłem dla niego nauczycielem, pomogłem mu stanąć na nogi. Młodzi łatwo o nas zapominają, a on widzisz, nie zostawił mnie.

Za kilka dni Nowy Rok, Stanisław, jak dobrze, że znów jesteśmy razem przytuliła się do męża Aleksandra.

Alu, powiedz mi lepiej, jak to się stało, że przyszłaś do mnie ze szpitala i kazałaś mi otworzyć drzwi naszym wybawcom? Przecież bez ciebie bym tu chyba nie przeżył odważył się w końcu zapytać żonę Stanisław.

Bał się, że uzna, iż znowu coś mu się dzieje, ale Aleksandra spojrzała na niego zdziwiona.

To naprawdę się stało? Powiedzieli mi przecież, że miałam śmierć kliniczną, a w tym czasie, jak we śnie, poszłam do ciebie? Ja to też pamiętam, widziałam siebie na intensywnej terapii, a potem wyszłam ze szpitala i szłam do domu…

No popatrz, jakie cuda spotykają nas na starość, a przecież kocham cię jak dawniej. Może nawet mocniej Stanisław chwycił jej ręce i długo siedzieli w ciszy, patrząc sobie w oczy.

Jakby bali się, że coś znowu może ich rozdzielić…

Wieczorem, tuż przed Nowym Rokiem, wpadł Jurek z prezentami żona upiekła mu ciasto.

Potem sąsiadka Nina przyniosła herbatę i wszyscy jedli razem ciasto, a na sercu robiło się lżej i cieplej.

Nowy Rok Aleksandra i Stanisław witali we dwójkę.

Wiesz, pomyślałam sobie, że jeśli razem wejdziemy w ten Nowy Rok, to ten rok będzie nasz. I jeszcze trochę pożyjemy powiedziała do męża Aleksandra.

Oboje roześmiali się z tej radosnej myśli.

Jeszcze cały rok razem, to przecież tak dużo, to zwyczajne szczęście

Dzisiaj wiem jedno w życiu warto pomagać, nawet jeśli starość zabiera siły i pamięć. Dobro wraca. I nawet po najczarniejszej zimie może pojawić się jasny świt.

Rate article
Fajna Tajna
Jeszcze cały rok razem… Od pewnego czasu Arkadiusz Janowicz nie wychodził sam na ulicę. Nie wych…