Jesteś żoną, musisz znosić – Po tych słowach mojej teściowej poczułam się jeszcze gorzej.

Kiedy w polskiej rodzinie szykuje się wesele, emocje sięgają zenitu. Ślub wszystkim podnosi ciśnienie oczywiście z radości, choć niektórzy pewnie i z nerwów.

Nie wiedzieć czemu, ludzie patrzą zawsze tylko z jednej strony, choć przecież każda sprawa, jak złotówka, ma dwa końce.

Nie, nie powiem, że małżeństwo to jakaś katastrofa. Problem w tym, że wiele kobiet wciąż wierzy, że szczęście można znaleźć tylko poprzez zamążpójście i zakładanie rodziny. Dziewczyny jeszcze pachnące szkolną ławką często nie rozumieją, co właściwie niesie za sobą rola żony.

Ich cały plan na życie to ślub a potem już jakoś to będzie.

Pozwólcie, że opowiem Wam swoją historię. Myślałam przez lata, że jeśli wyjdę za Pawła faceta mojego życia i urodzę mu dziecko, to już nic mi więcej do szczęścia nie zabraknie.

Tymczasem, niestety, małżeństwo przywlekło do naszego życia całą paczkę nowych problemów. Nawet nie zdążyliśmy jeszcze oszczędzać na własne M (wiecie, te słynne cztery kąty w Warszawie lub chociaż pod Radomiem), a tu dowiaduję się, że spodziewam się dziecka. Przynajmniej dziś wychowanie dziecka kosztuje tyle złotych, że czasem można by się popłakać, zanim się uczciwie zacznie.

Byliśmy totalnie szczęśliwi, jednak mój Paweł rozwijał własną firmę, ja natomiast wylądowałam na macierzyńskim i dorobiłam się finansowej paniki. Nawet nie mówię o mieszkaniu tu chodziło o zwykłe przetrwanie od pierwszego do pierwszego. Do tego macierzyństwo było… no cóż, prawdziwie polskim hardcorem. Syn Marcin płakał, chorował, a ja chodziłam jak zombi z braku snu i ze strzępami nerwów. Czasem miałam ochotę uciec do Zakopanego z kimś, kto nigdy nie płacze. No bo nie każda kobieta rodzi się panią domu.

Chciałabym wiedzieć to wszystko wcześniej. Marcin miał dwa lata, gdy Pawełowi noga się powinęła i jego biznes upadł. Wpadł w paskudny dół a tam, wiadomo, blisko do kieliszka. Nie miałam wyboru: wzięłam sprawy w własne ręce. Zapisałam dziecko do przedszkola, podjęłam dwie pełne etaty. Pracowałam w dzień i w nocy, a Paweł spał snem prawdziwego króla Żubrówki. Było tak ciężko i przytłaczająco, że momentami chciało mi się wyć do księżyca. Sama bym sobie jakoś radziła i z kasą, i z umęczeniem, i z własną głową.

W końcu poprosiłam moją teściową, panią Helenę, żeby przemówiła do rozumu swojemu synkowi i zrobiła porządek w tym bałaganie. W Polsce przecież facet to powinien być oparciem, nie odwrotnie! Przy okazji otworzyłam przed nią swoje serce, wyżaliłam się, powiedziałam, że już ledwo zipię.

Oczekiwałam wsparcia albo choć kilku ciepłych słów. A co usłyszałam?
Wiesz, Kasiu, nie jesteś jedyna, co ma ciężko. Ale jesteś kobietą twoim zadaniem jest wytrzymać, bo kobiecie nie wypada być słabą.

Jak to w Polsce bywa, kobieta to podobno ten superglue, co skleja rodzinę, więc masz siedzieć cicho, nawet jak masz ochotę wyć, i zamykać oczy, żeby łez nie wycierać. Cokolwiek los zaplanował, trzeba to wziąć na klatę i iść dalej. Wyciąganie żali? To nie po polsku!

Powiem szczerze, jej słowa przebiły mi serce jak nóż do chleba.

Ona sama przecież też kobieta i wiem, że łatwego życia nie ma. Jej mąż-opój nie ułatwiał, ale zamiast wesprzeć młodą, radzi znosić i nie patrzeć. Ale ile razy można swoje szczęście odkładać na półkę? Życie jest jedno warto przeżyć je z uśmiechem na twarzy, nie tylko ze ściśniętym gardłem. Owszem, będą kłopoty, ale bez przesady. Przeznaczeniem kobiety powinno być bycie wesołą i kochaną, a nie… workiem treningowym losu.

Rate article
Fajna Tajna
Jesteś żoną, musisz znosić – Po tych słowach mojej teściowej poczułam się jeszcze gorzej.