Jesteś zdrajcą – ślubu nie będzie! Dramat miłosny nauczycielki plastyki z Warszawy: tajemnicze zdjęc…

Dziennik, 12 października

Chyba muszę to wszystko w końcu opisać. Może jak wyleję to na papier, nabierze innego sensu?

Kochanie, co Ty mi za głupoty wytykasz? Michał ledwo rzucił okiem na zdjęcie. Przecież kocham tylko Ciebie, żadna inna mnie nie obchodzi. Przecież to jakiś fotomontaż, serio.

Serio? Komu by się to niby opłacało? aż mną zatrzęsło, tak obojętnie zbył wszystko, jakby nie miało żadnego znaczenia. Nawet nie chciało mu się przekonywać.

Salon kosmetyczny, który odziedziczyłam po babci, nigdy mnie zresztą zbytnio nie interesował. O wiele większą radość sprawiało mi uczenie dzieci plastyki w szkole artystycznej. Dziedzictwa oczywiście się nie zrzekłam, przynosił całkiem niezły zysk, a właściwie zarządzała nim bardzo odpowiedzialna pani Teresa.

Dzięki temu mogłam robić, co kocham, nie musząc martwić się o przelew pod koniec miesiąca. No, może jedynie własnej rodziny mi czasami brakowało.

Po śmierci babci miałam już 27 lat i czułam się najzwyczajniej w świecie samotna. Przeszło mi dopiero, gdy rok później poznałam Michała na wernisażu w toruńskiej galerii.

Był przystojny, z trochę nieśmiałym uśmiechem, zauroczył mnie troską i uprzejmością, zupełnie nie spotykaną. Po dwóch miesiącach zaprosił mnie do siebie, by poznać ze swoim ojczymem, panem Jerzym.

Mój ojciec zmarł, gdy miałem cztery lata powiedział Michał. Mama wyszła za mąż po dziesięciu latach. Ojczym dla mnie zawsze był po prostu Jerzy, choć dogadujemy się świetnie. Po śmierci mamy dwa lata temu zostałem z nim.

Pan Jerzy od razu mi się spodobał zadbany, z przenikliwym spojrzeniem i ujmującą dykcją, nie wyglądał zupełnie na swoje 56 lat.

Wydawało mi się, że ja też mu przypadłam do gustu.

No, Michał, chyba Ci się fart trafił uśmiechnął się, całując mi z gracją dłoń.

Czemu fart? Michał udał oburzenie.

Bo prawdziwy facet nie siedzi za kasą w sklepie hobbystycznym! zażartował pan Jerzy. Ale grunt, że narzeczona Ci się udała!

Najpierw się rumieniłam, potem śmiałam się całą kolację, aż Michał chyba zaczął lekko zazdrościć.

Po pół roku Michał mi się oświadczył. Byłam tak zakochana, taka szczęśliwa, tak bardzo pochłonięta wizją wspólnej przyszłości, że zupełnie nie ogarniałam dziwnych wiadomości, które dostałam w komunikatorze.

Kiedy dotarło do mnie, co pokazują zdjęcia, zaniemówiłam. Tam był Michał obejmujący czule jakąś dziewczynę, całujący ją, z tym swoim nieśmiałym uśmiechem.

Data na dole zdjęcia sugerowała, że to sprzed kilku tygodni.

Kochanie, co Ty mi za głupoty wytykasz? Michał wzruszył ramionami i nawet niechętnie spojrzał. Przecież kocham tylko Ciebie, żadna inna mnie nie obchodzi. To na sto procent fotomontaż.

Serio? Komu by się to niby opłacało? zaczęłam być jeszcze bardziej podirytowana widząc jego święty spokój.

Nie mam pojęcia, są różni wariaci odburknął beznamiętnie.

I wtedy się zagotowałam. Każdy inny próbowałby się tłumaczyć, przepraszać, zapewniać o swojej miłości, obiecywać zemstę na tym chamie, który mnie zranił A Michał ani nie żałował, ani nawet nie próbował się wybronić.

Jesteś zdrajcą! Nie będzie ślubu! wybiegłam z jego mieszkania we łzach, widząc jego zdumiony wzrok.

Trzy dni przepłakałam w domu, potem przez tydzień nie wychodziłam nawet do sklepu, załatwiłam L4. Wszystko rozmyślałam, rozkładałam na czynniki pierwsze a Michał ani razu się nie odezwał.

Po tygodniu zaczęło mnie gryźć, że może jednak Może zdjęcia były spreparowane? Kto dziś nie jest w stanie zrobić fejkowego zdjęcia sztuczną inteligencją? Może rzuciłam wszystko, co fajne, na podstawie kłamstwa?

Dość niespodziewanie wyszło na jaw, że dziewczyna z fotografii istnieje naprawdę. Dzięki internetowi znalazłam trzy jej konta społecznościowe. Nazywała się Wiktoria. Szybko zgodziła się na spotkanie.

To stare zdjęcia wyjaśniła Wiktoria, gdy pokazałam jej, o co chodzi. Ponad rok temu to było.

Ale tu jest data!

Aha, najprościej ją podrobić spojrzała na mnie z politowaniem. Jak ktoś chce, wsio można.

Ty to zrobiłaś?

Zwariowałaś? Ja z Michałem dawno zerwałam, nawet nie było poważnie. A za miesiąc biorę ślub.

Dziwne, bo na Twoim profilu nie ma ani słowa o narzeczonym spojrzałam podejrzliwie.

Szczęście lubi ciszę nie przejęła się. Jak już po wszystkim będą zdjęcia ślubne, to wrzucę.

Czyli naprawdę ktoś chciał skompromitować Michała i od razu w to uwierzyłam, a on przeze mnie dostał rykoszetem. Muszę to naprawić.

Nie odbierał moich wiadomości i nie odpisywał. Po dwóch dniach zdecydowałam odwiedzić go w domu.

Pojechałam wieczorem, żeby mieć go na pewno, i zobaczyłam, jak wysiada z samochodu mojej starej przyjaciółki Kingi.

Wychowałyśmy się na jednym osiedlu, kiedyś nawet się przyjaźniłyśmy, ale przez jej przebojowość, krzykliwość i pazerność kontakt mocno się rozluźnił. Zresztą, od śmierci babci widziałyśmy się głównie dlatego, że nalegała, aby sprzedać jej mój salon chciała zrobić tam centrum masażu, a już dwa takie prowadziła w Toruniu, więc to miejsce byłoby dla niej idealne.

Wiedziałam, co się tam u niej dzieje i sama wolałam mój salon dla siebie. Odmówiłam nie raz, więc chyba teraz mści się zostawiając mnie bez faceta?

Ostatnie myśli biegały mi po głowie, kiedy para ciepło się pożegnała, a Kinga odjechała.

No widzisz, mówiłem, że Michał to obibok rozległ się za mną cichy głos.

Aż podskoczyłam. To pan Jerzy.

Dobry wieczór, panie Jerzy zawstydziłam się.

Dobry wieczór. Michał raczej nie tęskni uśmiechnął się. Może powinnaś wyjść za mnie?

Udał żart, ale w oczach miał zupełnie poważny wyraz.

Przepraszam, muszę już iść wykrztusiłam, speszona, i prawie uciekłam.

Kingę spotkałam pod blokiem. Właśnie zaparkowała.

Chciałaś mi odbić narzeczonego? spojrzałam jej prosto w oczy. Ale z fejkowymi zdjęciami trochę przesadziłaś, wiem już wszystko!

Jakie zdjęcia? autentycznie się zdziwiła. O co Ci chodzi?

To nie Ty wysłałaś mi zdjęcia Michała z jakąś dziewczyną? Chyba nie udało się wyprodukować kompromitacji z Tobą w roli głównej?

Kochana, dobrze się czujesz? Ja Ci nic nie wysyłałam. A Michał sam od tygodnia się do mnie przystawia. Myślałam, że zerwaliście

Przyjrzałam się jej uważnie wyglądała na szczerą. Musiałam to wszystko przemyśleć jeszcze raz, w ciszy, u siebie w domu.

Już myślałam, że sprzedajesz salon! krzyknęła Kinga za mną, ale już jej nie usłyszałam.

W domu, ledwie złapawszy oddech, jeszcze raz zadzwoniłam do Michała. Tym razem odebrał.

No dobra, wpadaj burknął bez entuzjazmu. Chyba się rozchorowałem, czuję się słabo.

Nie trzeba mi było więcej powtarzać.

Michał, myliłam się, wybacz mi! Po prostu bardzo Ciebie kocham i się przestraszyłam tych zdjęć. To wyglądało bardzo realistycznie Przepraszam.

Spoko odparł bez wzruszenia. Zdarza się.

Jesteś cudowny! rzuciłam mu się na szyję. Jak ja Cię kocham!

Michał spokojnie odsunął mnie na bok.

Zostańmy przyjaźniami.

Jak to? Mieliśmy przecież wziąć ślub

Ola, skrzywił się żenię się z Kingą.

Co? Jeszcze niedawno zapewniałeś mnie o miłości Planowaliśmy ślub

Proszę, bez dramatu. Właśnie przez Twoje wybuchy zmieniłem zdanie. Po co mi ciągłe emocje? Poza tym Kinga lepiej stoi finansowo, a mi zależy na przyszłości.

Zamarłam. Powiedział to całkiem na chłodno. Okazało się, że po prostu byłam dla niego wygodą, a teraz bez skrupułów zamienił mnie na bardziej opłacalną.

Wybiegłam z mieszkania Michała, zbiegłam po schodach i usiadłam bezwładnie na ławce pod blokiem.

Po kilku minutach przysiadł się do mnie pan Jerzy.

Oj, biedna Ty moja pogładził mnie po głowie. Lepiej, że wszystko wyszło teraz, niż żebyś miała potem cierpieć.

Ale kto to wszystko zainicjował? zaczęłam szlochać jeszcze mocniej.

Ja powiedział cicho.

Pan? Ale po co? łzy aż same stanęły mi w oczach.

Zakochałem się w Tobie tamtego pierwszego wieczoru, kiedy przyszłaś na kolację. Od razu pomyślałem, że powinienem się Tobą zaopiekować, a Ty zwracałaś uwagę tylko na Michała Słyszałem, jak chwalił się koledze, że znalazł bogatą narzeczoną Zrozumiałem, że nigdy Cię nie odpuści. Uznałem, że muszę zrobić odwrotnie. Sam miałem możliwości ale to nieważne.

Pan wie, że zrujnował mi życie?!

A ja myślę, że uratowałem. Później jeszcze bardziej byś się męczyła. Może wyjdziesz za mnie, Olu?

Spojrzałam na niego z niekrytym szokiem i uciekłam do mieszkania.

Wyjechałam z Torunia, ale pan Jerzy znalazł mnie i próbował przekonać do siebie skończyło się na przyjaźni i długich rozmowach.

Po roku pan Jerzy zmarł i zostawił mi wszystko, ale nie cieszyłam się z tego. Przyszło mi przecież przyzwyczaić się do jego obecności.

Michał zresztą bardzo się zdenerwował, gdy stracił mieszkanie po ojczymie. Ale zupełnie już mnie to nie obchodziło.

Rate article
Fajna Tajna
Jesteś zdrajcą – ślubu nie będzie! Dramat miłosny nauczycielki plastyki z Warszawy: tajemnicze zdjęc…