Jesteś potworem, mamo! Tacy jak ty nie powinni mieć dzieci.

„Ty jesteś potworem, mamo! Takie jak ty nie powinny mieć dzieci!”

Po szkole Weronika wyjechała z małego prowincjonalnego miasteczka do Warszawy, żeby kontynuować naukę. Pewnego wieczoru poszła z koleżankami do klubu i poznała tam Kacpra. Warszawiak, przystojniak, jego rodzice wyjechali na roczny kontrakt zagraniczy. Zakochała się w nim bez pamięci i wkrótce zamieszkała z nim.

Żyli na wysokiej stopie, rodzice przysyłali pieniądze. Co drugi dzień imprezy – albo w klubach, albo w domu. Na początku Weronice taka życie się podobało. Zanim się obejrzała, narobiła długów i nieobecności, zimową sesję zaliczyła z dwójami. Groziło jej wyrzucenie z uczelni.

Obiecała się ogarnąć i poprawić egzaminy. Rzeczywiście, zakopała się w książkach. Gdy do Kacpra przychodzili znajomi, zamykała się w łazience. Sesję jakoś zdała, ale postanowiła namówić Kacpra, żeby się ustatkował. Miał ostatni rok, zaraz dyplom.

„Daj spokój, Weronika. Raz się żyje. Młodość szybko mija. Kiedy się bawić, jak nie przed trzydziestką?” – odpowiadał beztrosko.

Wstyd było powiedzieć mamie, że żyje z chłopakiem bez ślubu. Gdy dzwoniła do domu, kłamała, że wzięli ślub cywilny, a wesele odłożą na powrót rodziców Kacpra.

Pewnego dnia Weronice zrobiło się słabo na zajęciach. Kręciło się jej w głowie, mdliło ją. Spojrzała w kalendarz i z przerażeniem zrozumiała, że pewnie jest w ciąży. Test ciążowy potwierdził jej przypuszczenia.

Była wczesna ciąża, i Kacper zaczął namawiać ją na aborcję. Pierwszy raz się mocno pokłócili – tak bardzo, że Kacper wyszedł i przez dwa dni się nie pokazywał. Weronika była w rozsypce, płakała i czekała. W końcu wrócił, ale nie sam. Obwieszona na nim była pijana blondynka, ledwo stojąca na nogach. Weronika, wykończona nerwami, nie wytrzymała. Krzyknęła na Kacpra, próbowała wyrzucić tę dziewczynę.

„Ona nie wyjdzie. Jak ci się nie podoba, to wynoś się sama, histeryczko!” – wrzasnął i uderzył ją w twarz.

Weronika złapała kurtkę i wybiegła z mieszkania. Doszła piechotą do akademika. Z opuchniętą szczęką, rozmazanym tuszem i łzami na twarzy zapukała do drzwi. Portierka się zlitowała i wpuściła ją.

Następnego dnia przyszedł Kacper. Przepraszał, obiecywał, że nigdy więcej jej nie uderzy, błagał, żeby wróciła. Weronika uwierzyła. Dla dziecka.

Jakoś skończyła pierwszy rok. Bała się jechać do domu. Co powie matka? Ale w Warszawie też było strasznie. Wkrótce mieli wrócić rodzice Kacpra, a ona z brzuchem i wyglądem, jakby przeszła przez piekło.

W końcu rodzice wrócili. Gdy dowiedzieli się, że Weronika jest z prowincji, że ledwo przeszła na drugi rok, ojciec Kacpra zaczął nieprzyjemną rozmowę. Zaoferował jej pieniądze, żeby wyjechała i zostawiła ich syna w spokoju.

„Sam pomyśl, jaki z niego ojciec? Tylko imprezy i kluby. A może to wcale nie jego dziecko? Daję ci sporą sumę. Weź i wracaj do siebie, do rodziców. Na początek wystarczy. Uwierz, tak będzie lepiej dla wszystkich.”

Weronice było wstyd. Chciała zapaść się pod ziemię. Kacper nie stanął w jej obronie, słuchał w milczeniu. Pieniędzy nie wzięła, choć później żałowała. Spakowała się i pojechała do matki.

A ta, gdy zobaczyła córkę z brzuchem na progu, od razu zrozumiała.

„Czemu sama przyjechałaś? – spytała ostro. – Wychodzi na to, że ślubu nie było? Warszawiak się zabawił i cię wyrzucił? Pieniądze chociaż dał?” – nie wpuszczając jej dalej niż do przedpokoju.

„Mamo, jak możesz? Nie potrzebuję jego pieniędzy.”

„To po co do mnie przyszłaś? My z tobą ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Myślałam, że córka wygrała los na loterii – wyszła za Warszawiaka, żyje w luksusach. A tu z brzuchem wraca. I jak my się tu zmieścimy we czwórkę? Z małym dzieckiem?”

„Czemu we czwórkę?” – spytała Weronika słabym głosem.

„Bo jak ty się bawiłaś w Warszawie, ja też znalazłam sobie faceta. A co? Jeszcze nie jestem stara, też chcę być szczęśliwa. Ciebie sama wychowywałam, nie miałam czasu pomyśleć o sobie. Teraz mogę trochę pożyć dla siebie. On jest młodszy. Nie chcę, żeby się na ciebie gapił.”

„To gdzie mam iść, mamo? Zaraz rodzić będę…” – szepnęła, ledwo powstrzymując łzy.

„To wracaj do męża. Albo kimkolwiek on jest. On ci dziecko zrobił, niech się teraz tobą zajmuje.”

Matka stała nieugięta. Weronika nie widziała w jej oczach ani litości, ani zrozumienia. Wcześniej ich relacje nie były ciepłe, ale teraz czuła, że mówi z obcą kobietą, a nie z matką.

Wzięła torbę i wyszła. Usiadła na ławce pod blokiem i rozpłakała się. Gdzie ma iść? Kto jej pomoże, skoro nawet własnej matce na nią i na wnuka było wszystko jedno? Myślała nawet, żeby rzucić się pod samochód. Ale dziecko w brzuchu niespokojnie się poruszyło, jakby coś wyczuło. Nie miała serca skazać go na śmierć pod kołami.

„Weronika?” – nagle przed nią stanęła dziewczyna.
Podniosła oczy, ale łzy zasłaniały jej wzrok.

„To ja, Sonia Kowalska. Chodziłyśmy razem do szkoły. Czemu płaczesz?” – usiadła obok i dopiero teraz zauważyła brzuch. „Jesteś w ciąży?”

Weronika wybuchnęła płaczem i opowiedziała wszystko byłej koleżance.

„Wiesz co, chodź do mnie. Rodzice są na działce do jesieni. Na razie u mnie pomieszkasz, nie będziesz spać na ulicy. Potem coś wymyślimy.”

I Weronika się zgodziła. Gdzie miała iść? Nogi się pod nią uginały, była głodna i wykończona.

„Rozgość się. Nie krępuj się” – powiedziała Sonia, wprowadzając ją do mieszkania.

Weronika z ulgą opadła na miękką kanapę i wyciągnęła nogi. Sonia pobiegła do kuchni.

„Zaraz ci coś zrobię. Pracuję teraz w szpitalu na wakacjach. AWeronika przytuliła Alenkę mocniej, patrząc, jak córeczka śmieje się do Soni, i zrozumiała, że prawdziwą rodzinę nie zawsze tworzy krew, ale ci, którzy zostają, gdy cały świat odwraca się plecami.

Rate article
Fajna Tajna
Jesteś potworem, mamo! Tacy jak ty nie powinni mieć dzieci.