Jesteś moim szczęściem? Nigdy nie planowałam wychodzić za mąż, a gdyby nie uparte starania mojego przyszłego męża, dalej byłabym wolnym ptakiem. Artur krążył wokół mnie jak motyl, nie spuszczał z oka, dogadzał, dbał… I uległam, pobraliśmy się. Artur od razu stał się domowy, bliski i swojski, z nim było wygodnie i bezpiecznie – jak w ulubionych kapciach. Po roku urodził się nam syn, Świętosław. Mąż pracował w innym mieście, wracał raz na tydzień, zawsze przywoził nam smakołyki. Pewnego razu, przeglądając kieszenie do prania, znalazłam kartkę – był to długi spis szkolnych przyborów, a na końcu dziecięcą ręką: „Tato, wróć szybko.” Ach, mój Artur ma drugą rodzinę! Nie zrobiłam awantury – spakowałam się z synem do mamy. Pojawiła się myśl o zemście – zadzwoniłam do kolegi ze szkoły, Romka, który od lat do mnie wzdychał. Nasz romans trwał pół roku. Artur regularnie przynosił alimenty synowi. Wiedziałam, że zamieszkał z Kasią Ewsejewą i jej córką z pierwszego małżeństwa. Kasia rozpieszczała Artura, dbała o niego. Wydawało mi się, że nasz związek to już przeszłość… Spotkaliśmy się z Arturem przy kawie, planując rozwód – wtedy wróciły wspomnienia, Artur wyznał mi miłość, żal za pomyłki. Wróciliśmy do siebie, Kasia z córką szybko wyprowadziła się z miasta. Mijało siedem lat szczęśliwego życia, aż Artur miał wypadek – długa rehabilitacja, a potem pogrążył się w alkoholu. Na pracy pojawił się Paweł – mój powiernik, żonaty, czekali z żoną na drugie dziecko. Znalazłam się z nim w łóżku, choć nie był moim typem. Zaczął mnie zabierać na wystawy i koncerty, ale po narodzinach córki przeniósł się do innej firmy. Puściłam go wolno. Artur dalej pił, a po kilku latach spotkałam Pawła przypadkiem: oświadczył mi się, roześmiałam się. Artur wziął się w garść, pojechał na saksy do Czech, ja stałam się wzorową żoną i matką. Po pół roku wrócił, wyremontowaliśmy mieszkanie, wszystko miało być dobrze – ale mąż znów zaczął pić, pojawiły się powroty z baru niesiony przez kolegów, szukałam go po osiedlu, dźwigałam do domu. Pewnej wiosny, stojąc na przystanku, pochłonięta smutkiem, usłyszałam przyjemny głos: „Może mogę pomóc w Pani kłopocie?” Odwracam się – przystojny, pachnący mężczyzna! 45 lat na karku, a tu czuję się jak dziewczyna. To był Eryk, rozwiedziony sportowiec, czarujący. Pokochałam tę przygodę… Trzy lata wahałam się między domem i Erykiem, nie miałam sił odejść, choć czułam, że to nie miłość, a tylko namiętność. Syn wiedział o wszystkim, spotkał mnie z Erykiem w restauracji, poprosił tylko, żebym nie rozstawała się z tatą – może wróci do siebie. Dopiero gdy Eryk próbował podnieść rękę na mnie, zerwałam ten związek. Eryk jeszcze długo zabiegał o mnie, błagał o przebaczenie, ale byłam nieugięta. Przyjaciółka wręczyła mi kubek z napisem „Dobra robota!” Artur wiedział o wszystkim, Eryk do niego dzwonił. Mąż wyznał, że sam wszystko przegrał, stracił żonę dla wódki. Minęło dziesięć lat. Mamy dwie wnuczki. Siedzimy z Arturem przy kawie, on bierze mnie za rękę: „Nadia, nie patrz już na innych. Ja jestem twoim szczęściem. Wierzysz mi?” – „Wierzę, mój jedyny…”

CZY JESTEŚ MOIM SZCZĘŚCIEM?

Nigdy nie planowałam wychodzić za mąż. Gdyby nie upór mojego przyszłego męża, wciąż latałabym wolna jak skowronek. Tomek, niczym szalony motyl, krążył wokół mnie, dbał o każdy szczegół, spełniał moje zachcianki, dmuchał na mnie jak na porcelanową laleczkę W końcu się poddałam. Wzięliśmy ślub.

Tomek od razu stał się człowiekiem domowym, bliskim, swojskim. Było przy nim łatwo i spokojnie, jak w ulubionych kapciach.

Rok później urodził się nasz syn, Szymon. Tomek miał pracę w Gdańsku, a ja z Szymonem mieszkałam w Poznaniu. Mąż przyjeżdżał do nas raz w tygodniu, za każdym razem przywoził smakołyki sernik z cukierni, pierniki z Torunia, czekoladę Wedel. Standardowo przygotowywałam się do prania jego ubrań, przeszukiwałam kieszenie weszło mi to w nawyk. Raz wyprałam mu dowód osobisty…

Od tamtej pory sprawdzałam każdy zakamarek. Tego sierpniowego wieczora z jego spodni wypadła złożona karteczka. Rozwinęłam ją, spojrzałam był to długa lista szkolnych wyprawek. Na końcu, dziecięcym pismem, widniało: Tato, wróć szybko.

Ach, tak mój mąż się zabawia na boku! Bigamista!

Nie robiłam dramatów. Spakowałam torbę, złapałam Szymona za rękę (nie miał jeszcze nawet trzech lat) i pojechałam do mamy. Na długo. Mama ulokowała nas w swoim mieszkaniu:

Mieszkajcie tu, dopóki się nie pogodzicie.

W głowie zakiełkowała myśl o zemście na Tomku. Przypomniał mi się szkolny kolega Romek. Z nim to zabawię się w romans! Romek zawsze za mną chodził w szkole i potem. Dzwonię.

Cześć, Romciu! Żonaty jesteś? zaczynam bez ceregieli.
Nadusia? Cześć! Jaką to ma różnicę… Może się zobaczymy? rozpromienił się Romek.

Ten niespodziewany romans trwał pół roku, podczas gdy Tomek, co miesiąc, przynosił alimenty. Wręczał je mojej mamie i milcząco wychodził.

Wiedziałam, że Tomek mieszkał z Kaśką Nowak, wdową z córką z poprzedniego małżeństwa. Kaśka zażądała, żeby jej córeczka mówiła do Tomka tato. Przeprowadzili się do mieszkania Tomka. Kiedy Kaśka dowiedziała się, że od niego odeszłam, spakowała dziecko i natychmiast przeprowadziła się do Poznania. Kaśka uwielbiała Tomka dziergała mu swetry, robiła pierogi, dogadzała mu na każdym kroku. O tym wszystkim dowiedziałam się później. Do końca życia będę wypominać Tomkowi Kaśkę Nowak. Wtedy myślałam, że nasza miłość skończyła się na amen Rozpad małżeństwa.

… Jednak spotkaliśmy się przy kawie omawialiśmy rozwód. Ku mojemu zaskoczeniu obudziły się w nas dawne, piękne uczucia. Tomek przyznał się do winy, wyznał ślepą miłość, błagał o przebaczenie. Nie miał pojęcia, jak pozbyć się natrętnej Kaśki.

Poczułam do niego niewyobrażalną litość. Znowu zamieszkaliśmy razem. Tomek nigdy nie dowiedział się o Romku. Kaśka z córką wróciły do Wrocławia.

… Minęło siedem lat szczęśliwego życia. Potem Tomek miał poważny wypadek samochodowy. Operacje nogi, rehabilitacja, chodzenie z laską dwa lata wyjęte z życiorysu. Procedury wyczerpały go fizycznie i psychicznie. Zaczął pić. Stracił resztki nadziei i poczucia własnej wartości. Wycofał się. Patrzenie na niego było bolesne. Żadne prośby nie skutkowały. Wykańczał siebie i nas z Szymkiem. Odmawiał pomocy.

Na szczęście w pracy pojawił się ktoś, komu mogłam się wyżalić Paweł. Słuchał mnie w palarni, chodził ze mną po pracy na spacery po Malcie, pocieszał, podtrzymywał na duchu. Paweł był żonaty, miał już synka i czekał z żoną na drugie dziecko. Nie mam pojęcia, jak znalazłam się z Pawłem w jednym łóżku Szał. Był o głowę ode mnie niższy, jakiś taki niepozorny, zupełnie nie w moim typie!

I się zaczęło! Paweł prowadzał mnie na wystawy do Zamku, na koncerty do Filharmonii, na balety. Ale kiedy jego żona urodziła córkę, Paweł nagle przyhamował wszystkie rozrywki, odszedł z pracy i zatrudnił się gdzie indziej. Pewnie wtedy pomyślał: Zniknie z oczu zniknie z serca? Ja go nie zatrzymywałam, więc łatwo puściłam wolno. Ten facet był tylko chwilowym plasterkiem na ranę w mojej duszy. Nie zamierzałam rozbijać cudzej rodziny.

Tomek dalej uciekał od rzeczywistości w wódkę.

… Po około pięciu latach los zetknął mnie i Pawła w tramwaju, poważnie zaproponował mi małżeństwo. Roześmiałam się.

Mój Tomek na chwilę się ogarnął. Wyjechał do pracy do Czech. Przez ten czas byłam wzorową żoną i troskliwą matką. Myślałam tylko o rodzinie.

Tomek wrócił z zagranicy po pół roku. Zrobiliśmy remont mieszkania, nakupiliśmy sprzęt AGD za 15 000 złotych, Tomek w końcu naprawił swojego opla. Można być szczęśliwym Niestety! Tomek znów się stoczył. Zaczęły się kręgi piekła. Przywozili go przyjaciele, bo sam już nawet dojść nie potrafił. Czasem szukałam go nocami po osiedlu znajdowałam śpiącego na ławce z pustymi kieszeniami i ciągnęłam do domu. Bywało różnie.

… Pewnej wiosny stoję samotna na przystanku autobusowym. Dookoła śpiewają ptaki, kwietniowe słońce ogrzewa twarz, a mnie nic nie cieszy. Nagle słyszę cichy szept tuż przy uchu:

Może mogę pomóc w pani kłopocie?

Odwracam się. Boże! Przystojniak, pachnący jak menedżer z Warszawy! Miałam wtedy 45 lat. Może znowu będę jagodą? Ale na razie zawstydziłam się jak panienka. Na szczęście podjechał autobus, wskoczyłam do niego i odjechałam byle dalej od pokus. Mężczyzna pomachał mi na pożegnanie. Cały dzień w pracy nie mogłam o nim zapomnieć.

Egzekwowałam dystans przez dwa tygodnie dla przyzwoitości…

A jednak Igor bo tak nazywał się nieznajomy działał wytrwale i cierpliwie. Codziennie rano czekał na mnie na tym samym przystanku. Dbałam, by się nie spóźniać, wypatrywałam go z daleka. Igor zawsze posyłał mi uśmiech i całus w powietrzu.

Pewnego dnia przyniósł bukiet czerwonych tulipanów. Mówię:

I co ja zrobię z kwiatami w pracy? Dziewczyny mnie zaraz rozszyfrują! Będę winna bez winy…

Igor uśmiechnął się:

Ojej, nie przewidziałem takich trudności.

Wręczył więc kwiaty starszej pani stojącej obok. Babcia odetchnęła młodością: Dziękuję, synku. Życzę ci namiętnej kochanki! Zarumieniłam się. Dobrze, że nie życzyła mu młodej! Ze wstydu zapadłabym się pod ziemię!

Igor zwrócił się do mnie:
Nadusiu, może razem wybierzemy się na świadome grzeszenie? Nie pożałujesz.

Muszę przyznać propozycja była kusząca i na czasie. Zwłaszcza że z Tomkiem wtedy nie łączyło mnie już nic. Leżał często jak kłoda, odurzony alkoholem.

Igor okazał się niepalącym abstynentem po pięćdziesiątce, byłym lekkoatletą i znakomitym rozmówcą. Po rozwodzie. Była w nim magnetyczna siła!

Zatopiłam się w ten romans bez opamiętania! To było szaleństwo namiętności. Trzy lata miotałam się między domem a Igorem. Dusza płonęła.

Nie miałam siły ani ochoty, by się zatrzymać. Chciałam odejść ale nie potrafiłam. Jak mówi polskie przysłowie: gdzie dziewczyna odpędza absztyfikanta, tam on i tak zostaje. Igor całkowicie przejął kontrolę nad moimi uczuciami i ciałem! Gdy był w pobliżu, traciłam oddech! To było oblężenie zmysłów. Ale wiedziałam, że to nie miłość; raczej przelotna szaleństwo.

Wracając styrana do domu, mimo rozpalonych zmysłów, pragnęłam przytulić się do męża. Choćby pijany, śmierdzący, ale mój, swojski, bezpieczny! Swój chleb nawet suchy lepszy niż cudze ciasto! Tu jest prawda życia. A namiętność to przecież od słowa cierpieć. Chciałam już odcierpieć tę miłość do Igora i wrócić do rodziny, z dala od szaleństwa. Tak mówił mój rozsądek. Ale ciało rwało się do przepaści. Wciąż byłam uwięziona przez gorączkę uczuć.

Szymon wiedział o Igorze. Kiedyś zobaczył nas w restauracji z koleżanką. Byłam zmuszona przedstawić mu Igora. Podali sobie ręce, wymienili uprzejmości. Wieczorem przy kolacji Szymon patrzył pytająco. Czekał na wyjaśnienia. Zażartowałam, że to kolega z pracy zgłasza projekt. Acha, w restauracji? kiwnął porozumiewawczo. Nie oceniał mnie. Prosił, żebym nie rozwodziła się z tatą, może jeszcze się ogarnie, przemyśli.

Czułam się jak zagubiona owca, która zeszła z drogi. Rozwiedziona przyjaciółka radziła: Rzuć tych facetów w kąt i ochłoń! Słuchałam jej miała doświadczenie, w końcu wychodziła trzeciego męża. Ale tę miłosną huśtawkę przerwałam dopiero, gdy Igor chciał podnieść na mnie rękę.

To był koniec. Zrozumiałam, że burza się już skończyła. Trzy lata piekła! Jestem wolna w końcu nastał upragniony spokój!
Igor jeszcze długo mnie śledził, błagał publicznie o przebaczenie, prosił na kolanach… Ale byłam nieugięta. Przyjaciółka uściskała mnie i podarowała kubek z napisem Jesteś rozsądna!

Tomek wiedział o wszystkim Igor sam do niego dzwonił. Mój kochanek był przekonany, że odejdę z domu. Tomek wyznał mi kiedyś:
Kiedy słuchałem wywodów twojego adoratora, miałem ochotę odejść spokojnie z tego świata. Przecież to wszystko przeze mnie! Sam straciłem żonę, zamieniłem miłość na wódkę. Idiota. Co mógłbym ci odpowiedzieć?

… Od tego czasu minęło dziesięć lat. Doczekaliśmy się z Tomkiem dwóch wspaniałych wnuczek. Siedzimy razem przy obiedzie, popijamy kawę. Patrzę przez okno. Tomek łapie mnie czule za dłoń:

Nadusiu, nie patrz na innych. Ja jestem twoim szczęściem! Wierzysz?

Oczywiście, mój jedyny…

Rate article
Fajna Tajna
Jesteś moim szczęściem? Nigdy nie planowałam wychodzić za mąż, a gdyby nie uparte starania mojego przyszłego męża, dalej byłabym wolnym ptakiem. Artur krążył wokół mnie jak motyl, nie spuszczał z oka, dogadzał, dbał… I uległam, pobraliśmy się. Artur od razu stał się domowy, bliski i swojski, z nim było wygodnie i bezpiecznie – jak w ulubionych kapciach. Po roku urodził się nam syn, Świętosław. Mąż pracował w innym mieście, wracał raz na tydzień, zawsze przywoził nam smakołyki. Pewnego razu, przeglądając kieszenie do prania, znalazłam kartkę – był to długi spis szkolnych przyborów, a na końcu dziecięcą ręką: „Tato, wróć szybko.” Ach, mój Artur ma drugą rodzinę! Nie zrobiłam awantury – spakowałam się z synem do mamy. Pojawiła się myśl o zemście – zadzwoniłam do kolegi ze szkoły, Romka, który od lat do mnie wzdychał. Nasz romans trwał pół roku. Artur regularnie przynosił alimenty synowi. Wiedziałam, że zamieszkał z Kasią Ewsejewą i jej córką z pierwszego małżeństwa. Kasia rozpieszczała Artura, dbała o niego. Wydawało mi się, że nasz związek to już przeszłość… Spotkaliśmy się z Arturem przy kawie, planując rozwód – wtedy wróciły wspomnienia, Artur wyznał mi miłość, żal za pomyłki. Wróciliśmy do siebie, Kasia z córką szybko wyprowadziła się z miasta. Mijało siedem lat szczęśliwego życia, aż Artur miał wypadek – długa rehabilitacja, a potem pogrążył się w alkoholu. Na pracy pojawił się Paweł – mój powiernik, żonaty, czekali z żoną na drugie dziecko. Znalazłam się z nim w łóżku, choć nie był moim typem. Zaczął mnie zabierać na wystawy i koncerty, ale po narodzinach córki przeniósł się do innej firmy. Puściłam go wolno. Artur dalej pił, a po kilku latach spotkałam Pawła przypadkiem: oświadczył mi się, roześmiałam się. Artur wziął się w garść, pojechał na saksy do Czech, ja stałam się wzorową żoną i matką. Po pół roku wrócił, wyremontowaliśmy mieszkanie, wszystko miało być dobrze – ale mąż znów zaczął pić, pojawiły się powroty z baru niesiony przez kolegów, szukałam go po osiedlu, dźwigałam do domu. Pewnej wiosny, stojąc na przystanku, pochłonięta smutkiem, usłyszałam przyjemny głos: „Może mogę pomóc w Pani kłopocie?” Odwracam się – przystojny, pachnący mężczyzna! 45 lat na karku, a tu czuję się jak dziewczyna. To był Eryk, rozwiedziony sportowiec, czarujący. Pokochałam tę przygodę… Trzy lata wahałam się między domem i Erykiem, nie miałam sił odejść, choć czułam, że to nie miłość, a tylko namiętność. Syn wiedział o wszystkim, spotkał mnie z Erykiem w restauracji, poprosił tylko, żebym nie rozstawała się z tatą – może wróci do siebie. Dopiero gdy Eryk próbował podnieść rękę na mnie, zerwałam ten związek. Eryk jeszcze długo zabiegał o mnie, błagał o przebaczenie, ale byłam nieugięta. Przyjaciółka wręczyła mi kubek z napisem „Dobra robota!” Artur wiedział o wszystkim, Eryk do niego dzwonił. Mąż wyznał, że sam wszystko przegrał, stracił żonę dla wódki. Minęło dziesięć lat. Mamy dwie wnuczki. Siedzimy z Arturem przy kawie, on bierze mnie za rękę: „Nadia, nie patrz już na innych. Ja jestem twoim szczęściem. Wierzysz mi?” – „Wierzę, mój jedyny…”