Jesteś moim bohaterem

**Ty jesteś moim bohaterem**

Zosia poprawiła przed lustrem sukienkę na biodrach, przeciągnęła różową szminką po ustach, a potem potrząsnęła sprężystym lokiem. Zrobiła krok do tyłu i przyjrzała się sobie krytycznie. *„Nieźle!”* – uśmiechnęła się z zadowoleniem do swojego odbicia.

W drzwiach przedpokoju pojawił się mąż, opierając się ramieniem o futrynę.

– Łoł! I gdzie to się tak wystroiłaś?

– Do pracy. Zazdrościsz, co? – Zosia rozszerzyła i tak już duże, starannie podkreślone oczy.

– Jasne, że zazdroszczę. Może cię podwiozę? W autobusie cię pogniotą – zaproponował z gotowością Krzysiek.

– Siedź w domu. Gdzie ty się z gipsem wybierasz? – Zosia zapięła zamek w jasnym pikowanym płaszczu, poprawiła szalik na szyi, podciągając go pod sam podbródek dla ciepła.

– Idę. – Ale przed drzwiami zatrzymała się.

– A, zupełnie zapomniałam. Zatrzymam się dłużej. Kasia wychodzi za mąż. Będzie coś w stylu wieczoru panieńskiego. Posiedzimy chwilę w kawiarni. Nie martw się.

– Czekaj, może jednak po ciebie przyjadę? – Krzysiek odkleił ramię od futryny.

– Nie trzeba. – Zosia wyciągnęła usta w dzióbek, cmoknęła w powietrze i wyszła z mieszkania.

Krzysiek podszedł do okna i czekał, aż na dole pojawi się Zosia.

– Ile razy ci mówiłem, żebyś zdała prawo jazdy. Teraz jeździłabyś do pracy samochodem, a nie tłukła się w zapchanym autobusie – powiedział na głos, patrząc na Zosię, która spieszyła przez podwórko, jakby mogła go usłyszeć.

W kawiarni grała muzyka. Przy zsuniętych stolikach siedziało sześć kobiet, piły drinki i przekrzykiwały się, opowiadając o zabawnych historiach ze swoich ślubów, śmiejąc się głośno i zaraźliwie. Nagle podszedł kelner z tacą i postawił przed Zosią butelkę drogiego wina.

– To od pana przy tamtym stoliku. Otworzyć? – Kelner pochylił się uprzejmie.

Zosia odwróciła głowę i spojrzała na hojnego nieznajomego. Skinął jej głową i uśmiechnął się. Serce nagle przeskoczyło uderzenie i zaczęło bić w rytm muzyki. Twarz oblał rumieniec, a uśmiech zniknął z jej ust jak śnieg z górskiej przełęczy – szybko i nieubłaganie.

Poznała go. Czy można było zapomnieć? Przemek był najprzystojniejszym chłopakiem na studiach, starszym rocznikiem. Dziewczyny za nim szalały. Przed letnią sesją nie zaliczyła kolokwium. Siedziała na szerokich, żeliwnych schodach między piętrami i płakała. Pierwszy egzamin już za dwa dni, a bez wpisu w indeksie nie dopuszczą jej do sesji.

– Czemu płaczesz? Oblałaś egzamin?

Zosia podniosła głowę i zobaczyła obok Przemka. On do niej mówił! A ona siedziała na schodach z rozmytym tuszem i czerwonym nosem.

– Nie zaliczyłam kolokwium – odpowiedziała i zaczęła wycierać łzy spod oczu.

– Wielkie rzeczy. Tylko sobie tusz rozmazałaś.

Zosia westchnęła i sięgnęła po lusterko. Przemek podał jej chusteczkę.

– Głuptaska, trzeba było płakać przed wykładowcą. Myślałem, że wszystkie dziewczyny umieją przekonywać i grać na litość. Biegnij do niego, zanim wyjdzie. Powiedz, że uczyłaś się całą noc, nie wyspałaś się, głowa cię boli.

– Myślisz, że się uda? – Zosia zawahała się, ale wstała ze schodów.

– Nie spróbujesz – nie dowiesz się. Nie zwlekaj, idź. – Przemek popchnął ją lekko w plecy, a Zosia pobiegła na górę. Żeliwne schody dudniły pod jej stopami.

Kiedy wyszła z sali uśmiechnięta, Przemek na nią czekał.

– Uśmiechasz się. Zupełnie co innego – pochwalił.

Odprowadzał ją do domu i całą drogę coś opowiadał. A ona nie słyszała nic, ogłuszona jedną myślą: *„On idzie obok mnie! Ze mną!”* Zosia łapała zainteresowane spojrzenia mijanych kobiet na jej towarzysza, a duma rozpierała ją aż miło.

Po sesji spotykali się przez jakiś czas. Chodzili do kina, na plażę… Wiedziała, że on zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ale serce nie słuchało rozsądku. Nagle Przemek zniknął. Nie znała jego adresu, nie miała kogo spytać – wszyscy rozjechali się na wakacje. Zosia cierpiała, przekonywała siebie, że ma sprawy, że jutro przyjdzie… Aż zrozumiała, że jest w ciąży.

– Wcześniej fruwałaś jak skrzydlata, a teraz siedzisz w domu, jakaś taka ospała. Nie jesteś chora? – zaniepokoiła się mama.

– Tak, pewnie się przeziębiłam – odpowiedziała Zosia i przekonująco zakaszlała.

– Idź do lekarza, nie żartuj sobie z tego – westchnęła mama.

– Dobrze, mamo, jutro.

Następnego dnia Zosia poszła do prywatnej kliniki. Bała się spotkać znajomych w przychodni. Ciąża została potwierdzona.

– Mama mnie zabije… Muszę jeszcze studiować… A on zniknął… – Zosia rozpłakała się w gabinecie.

Lekarka ulitowała się, powiedziała, że termin jest wczesny, można obejść się bez zabiegu, ale kosztuje to pieniądze. W domu Zosia powiedziała mamie, że lekarz przepisał drogie leki, że wyniki są złe… Mama, niczego nie podejrzewając, dała jej pieniądze, trochę miała też sama. Starczyło.

Dwa dni brzuch ściskał i kłuł jak drutem. Znosiła to, jak mogła, żeby mama nic nie zauważyła.

We wrześniu szła na zajęcia z jednym pragnieniem – zobaczyć Przemka. A on przeszedł obok z ładną studentką pierwszego roku i udawał, że jej nie widzi. A koleżanki jeszcze dolewały oliwy do ognia, mówiąc, że Przemek się żeni i wreszcie wszyscy się uspokoją. Zosia ledwo powstrzymywała łzy.

Na wykładzie usiadł obok niej Krzysiek. Był zwyczajnym, niewyróżniającym się chłopakiem. Zosia wiedziała, że jej się podoba. Nie przystojniak, dziewczyny za nim nie latały, chyba że po notatki.

– Czemu taka smutna? Nie chce ci się uczyć? Co robisz dziś wieczorem? Może pójdziemy do kina? – zapytał.Zosia przytuliła się mocniej do Krzysztofa i zrozumiała, że prawdziwe szczęście nie przychodzi w błysku fleszy, ale w cieple codziennych chwil z kimś, kto nigdy cię nie zawiedzie.

Rate article
Fajna Tajna
Jesteś moim bohaterem