Jestem tylko mamą. O miłości — ani prawa, ani czasu
Mojej córce Dorocie skończyło się szesnaście lat. Młodszemu, Tadeuszowi — dwanaście. Już prawie nastolatki. A ja wciąż jestem tylko mamą. Ani kobietą, ani człowiekiem z marzeniami i prawem do własnego życia, po prostu matką. Rano — szkoła i śniadania. W dzień — praca. Wieczorem — zajęcia dodatkowe, lekcje, kolacja w kuchni. W nocy — zmęczenie i łzy w poduszkę. Cicho. Żeby nikt nie usłyszał.
Z ich ojcem, Krzysztofem, rozstaliśmy się pięć lat temu. Bez awantur. Bez sądów. Pewnego dnia po prostu oznajmił, że zniknęłam w macierzyństwie, że między nami już nie ma namiętności. Chociaż prawda była inna — wtedy już żył w korespondencji z nową kobietą, którą, jak się okazało, znał od dawna.
Nie zrobiłam z tego tragedii przy dzieciach. Powiedziałam im, że tak będzie lepiej — teraz mają dwa domy. Przeżyli to, oczywiście. Dorota nie jadła, Tadeusz milczał wieczorami. Ale minęło. Przywykli. Ja byłam z nimi zawsze. A tata — tylko czasami, na spacerach, w kawiarni, w kinie. Wynajmował mieszkanie w Poznaniu, żył z tamtą kobietą. Dzieci tam nie zapraszał — twierdził, że nie jest jeszcze gotowy na takie spotkanie. Nie protestowałam. Niech się widują, niech nie tracą kontaktu. Choć we mnie wszystko się rwało.
Ale i tak się dowiedzieli. O ślubie. O nowej kobiecie. Dorota rozpaczała całą noc, a rano patrzyła na mnie z bólem i pogardą — jakbym to ja była zdrajczynią. Z Tadeuszem było jeszcze gorzej — zamknął się w sobie, przestał dzielić się nawet drobiazgami. Nie miałam do nich pretensji. Cierpieli. Ale czy ja nie cierpiałam?
A potem nadszedł Sylwester. Z dziewczynami z pracy poszłyśmy na firmową imprezę. W restauracji było głośno, tłoczno, muzyka, światła. Śmiałyśmy się. Pierwszy raz od lat pozwoliłam sobie po prostu być sobą.
I wtedy go spotkałam. Wojtek. Nie przystojniak z okładki, ale coś w jego spojrzeniu — ciepłe, żywe, prawdziwe. Był starszy, mieszkał sam, syn już dorosły, dawno wyprowadzony. Rozmawialiśmy, dałam mu numer. I tak się zaczęło.
Przynosił kwiaty. Mówił, że jestem piękna. Bez powodu. Pytale teraz stoję przed wyborem, który wydaje się niemożliwy – między jego miłością a ich zrozumieniem, między pragnieniem serca a obowiązkiem matki.



