Ja — Natalia, nie Tola
Natalia promieniała z radości — zdała wszystkie egzaminy! Może nie same piątki, ale na tyle dobrze, żeby rodzice byli dumni. Otwierając drzwi do domu, usłyszała znajomy głos mamy i… czyjś obcy, przytłumiony, jakby z przeszłości. Dziewczyna wślizgnęła się cicho do swojego pokoju, nie chcąc przeszkadzać. Ale wtedy usłyszała:
— Mówię ci ostatni raz, Tatiano… — ostro powiedziała mama.
Łomot w sieni — to tata wrócił na obiad. Natalia wyjrzała na korytarz i spotkała wzrokiem kobietę w białym, zniszczonym chuście. Rysy twarzy wydały się boleśnie znajome. Gdzieś ją już widziała… Dawny cień wspomnienia ukłuł ją nagle i nieprzyjemnie. Ta kobieta z natarczywym, lepkim spojrzeniem. Ta, która kiedyś nazwała ją „Tolą”.
— Witaj, Tolu. Witaj, córeczko — powiedziała nieproszona gość.
— Idź już, Tatiana — powiedział cicho ojciec.
— Idę, idę… Do zobaczenia, siostrzyczko — rzuciła kobieta i wyszła.
Natalia stała oszołomiona.
— Tato, kto to był?
— Znajoma mamy.
— Ale nazwała ją siostrą.
— Dziewczyny czasem tak mówią… Pewnie tak.
Ale niespokojny wzrok matki i dziwna cisza w domu mówiły coś zupełnie innego. Było jasne — to nie była zwykła znajoma. To część ich tajemnicy.
Po kilku dniach Natalia znów spotkała Tatianę.
— No, witaj, Tolu — powiedziała kobieta, podchodząc blisko.
— Nie jestem Tola, jestem Natalia.
— Pamiętasz mnie?
— Nie wiem… Bywała pani u mamy.
— U mamy? Ja jestem twoją mamą, Toluniu… Prawdziwą…
Tatiana chwyciła ją za ręce. Mówiła gorączkowo, urywanie, błagalnie. I Natalia — sama nie wiedząc dlaczego — poszła z nią.
— Chodź, córeczko — kobieta prowadziła ją do starej izby. — Tutaj mieszkałaś, do dwóch lat… Pamiętasz?
Natalię zalała fala wspomnień: brudna podłoga, ogryzione niedopałki, ktoś krzyczy, kopie w drzwi, a ona, malutka, szuka czegoś do jedzenia na ziemi. Ktoś wpycha jej do ust brudne palce… A ona gryzie — aż do krwi. Strach. Płacz. Zimno. Tola… wtedy nazywali ją Tolą.
Ochrypły głos wyrwał ją z zadumy:
— Tanka, znowu się włóczyłaś? Pieniądze masz?
Do izby wpadł pijany mężczyzna o mętnych oczach.
— A to co u nas? Prezent dla mnie? — i sięgnął po Natalię.
Oderwała się gwałtownie, sięgnęła do torby i wyrzuciła mu pieniądze:
— Proszę! Tylko nie przychodźcie więcej. Ani do nas, ani do mamy, ani do taty. Wszystko pamiętam. I wyście mi — nikim.
— Tolu…
— Nazywam się Natalia!
Biegła do domu, dławiąc się łzami. W domu trzęsła się, dostała gorączki. Mama znalazła ją płaczącą.
— Mamo, byłam u niej… Pamiętam… smalec… brudne palce w buzi… ugryzłam…
— Córeczko moja… — matka kołysała ją jak małe dziecko.
A potem opowiedziała. O tym, jak w domu dziecka były dwie siostry — Tatiana i Zofia. Razem je adoptowano. Tania była początkowo dobra, ale potem… się zmieniła. Palila, kradła, uciekła, a później wróciła — w ciąży. Dziecko było od nieznajomego. Rodzice wybaczyli. Zosia, jeszcze studentka, zgodziła się pomóc… i zabrała dziewczynkę do siebie. Tola stała się Natalią. A Tatianę pozbawiono praw, a ona jeszcze żądała pieniędzy za milczenie.
Od tamtej pory Natalia była ich córką — i z miłości, i na papierze.
Tatiana czasem wracała. Płakała. Prosiła o przebaczenie.
— Tolu, córeczko…
— Jestem Natalia. Wybacz, ciociu Tanio.
Mama wszystko znosiła.
— To moja siostra. Może ja jestem jej ostatnią nitką do normalności…
Pewnego dnia przyszedł Zdzisiek, ten od brudnych palców.
— Tatiana w szpitalu. Jest ciężko.
Pojechali.
— Wybacz, córeczko — powiedziała już trzeźwa, blada Tatiana. — Dziękuję, że żyjesz. Dziękuję, że miałam cię… choć przez chwilę.
— Wszystko będzie dobrze. Żyj. Wyciągniemy cię stąd.
Ale nie przeżyła.
Później Natalia znów spotkała Zdzisia. Był trzeźwy.
— Zapiłem się. Dzięki niej… wybacz, Tolu…
— Jestem Natalia.
— Wiesz… Nie jestem twoim ojcem, ale wiem, gdzie on jest. Pokazać?
Zaprowadził ją na grób przystojnego mężczyzny. Tam Natalię znalazła starsza kobieta.
— Ty jesteś jego córką?
— Chyba tak…
— Jestem twoją babcią…
Od tamtej pory Natalia ma dwa groby. I dwa życia: jedno, od którego uciekła. I drugie, w którym wyrosła.
Odwiedza tych, którzy dali jej życie. Opowiada im o sobie. Obiecuje żyć dobrze — i dotrzymuje słowa.



