— Jestem mężem, a nie meblem – powiedział cicho.
— Znowu kupiłeś nie ten chleb. Prosiłam, żeby był bez pestek – Kasia położyła bochenek na stole, nawet nie patrząc na Michała.
— Był ostatni – odpowiedział spokojnie. – O co się denerwujesz? Dobry chleb.
— Tymon potem ma ból brzucha. Tobie łatwo mówić, nie ty podajesz mu leki w nocy i siedzisz przy nim.
Michał na chwilę zamknął oczy i powoli wypuścił powietrze. Postawił torbę z zakupami przy oknie i sam usiadł na stołku w kącie, jakby trzymał się z dala od rodziny. Chciał być blisko, ale nie potrafił.
W drzwiach zadzwoniła Agnieszka. Wniosła do domu prezenty i uśmiech. U siostry zawsze czuła się jak w dniu świstaka – ciągłe domowe zamieszanie, ale rodzinne, pełne ciepła. Ciągnęło ją do tego, choć sama już dawno nie miała takiego chaosu.
— Cześć, rodzinko. Jak tam u was? Cicho, przytulnie i spokojnie?
— Gdyby tylko. Ale prawie się wyrobiliśmy. Teraz tylko lekcje, obiad, kąpiel. I jeszcze prasowanie ubrań na jutro – odparła Kasia, rozpakowując torby. — Od rana na nogach, nawet nie usiadłam.
— Kolana jeszcze nie skrzypią? – zaśmiała się Agnieszka, zdejmując kurtkę.
Michał tylko skinął głową na powitanie i poszedł do sypialni. Od dawna nie próbował wtrącać się do kobiec— Niech się w końcu odezwie – pomyślała Kasia, patrząc na zamknięte drzwi sypialni, i w tej samej chwili usłyszała ciche pukanie – to Michał stał na progu z dwiema filiżankami herbaty, a w jego oczach było coś, czego nie widziała od lat: nadzieja.



