Jej szef

Ania pędziła się w stronę biura, podskakując po mokrej podłodze w małym mieszkaniu przy ulicy Żurawiej w Warszawie. Każda sekunda się liczy jeśli nie zdoła przebić się przez bramkę w recepcji przed głównym redaktorem, zostanie zmuszona do napisania wyczerpującego wyjaśnienia, dlaczego pracownik miesiąca w zeszłym miesiącu, Aleksandra Nowak, nagle odkłada w popłochu.

Piotr Mikołajewicz szef redakcji Czysta kartka uwielbiał papier. Formy: raporty, podania, zaproszenia, listy zakupów i jak twierdził, wszystkie niezbędne notatki. Skąd w nim taka miłość do biurokracji, nikt nie wiedział. Żona regularnie wysyłała mu wykazy zakupów, które zsuwały się z kieszeni spodnie, a współpracownicy szlifowali raporty wszystko w ruchu, a Piotr Mikołajewicz zawsze był zadowolony.

Po co to wytrzymywać?! zawołała przyjaciółka Anii, Julia. Pracowała w małej kawiarence przy rogu, którą dzierżyły z Łukaszem i Anią w roli współlokatorek. Boże! Z Twoją winą wkrótce wycięte zostaną wszystkie lasy! Napisz mu maila, to nowoczesne i ekologiczne, proszę!

Nie rozumiesz, Julka westchnęła Ania. Ten człowiek jest zrobiony z papieru. Wystaje z każdej kieszeni, sypie się z notatnika. Chyba mu to w drogę, a po co się gniewać? Przynajmniej dobrze płaci i nie każe nam wiosną chodzić na sprzątanie podwórek. To było słabe usprawiedliwienie, ale Julia przyjęła je do wiadomości. W ich kawiarni co kwartał szefówka wymuszała na pracownikach malowanie ogrodzenia i mycie ścian pył, farba, kichanie. Brak sprzątnych sobót więc nie było pretensji, że szef zabrania.

Dziś, jeśli Ania nie przededzie się przed Piotrem Mikołajewiczem, choćby na sekundę, nie wyprzedzi go, wyląduje w biurze z wyjaśnieniem.

Co napisze? Och, będzie to lista nie dość długa…

Budzik nie zadzwonił, bo w domu padł prąd. Razem z Julią biegłyśmy po kuchni, wycierałyśmy rozlew pod lodówką, z pośpiechu jadłyśmy zimną owsiankę z rana, potem zmywałyśmy twarze na szczęście w kranie płynęła woda. Zimna, ale woda! Po kąpielach pościeliliśmy się w femalekosmetykach tusz, róż, cienie, szminka.

Juliina kurtka była pognieciona, bo nocą w niej wskoczył kot Maks, który wpadł do zimnej kałuży przy zamrażarce, zakopał się, schował i przeczekał katastrofę. Katastrofa dopadła go Julek, który go wytoczył po płaskim, puszystym ogonie. Maks się obraził, wymknął się na balkon i tarasował się.

Julia szukała innej kurtki, bo żelazko nie grzało Cały ten chaos pochłonął całe przedpołudnie. Kiedy już wreszcie zebrałyśmy się w pośpiechu, Ania przyodziewała Julię w czyste szaty i podnosiła się na ostatnie stopnie tramwaju, który właśnie odjeżdżał z Dworca Zachodniego. W tłocznej kolejce chłopiec opiekuńczo objął ją ramieniem, by nie przyciśnie drzwi, ale Ania spojrzała na niego tak, że ręka zniknęła razem z chłopcem.

Teraz każdy sygnał świetlny, każdy słup, każdy złodziej wszystko może się stać w tym tłumie! Gdyby Ania została przyłapana na spóźnieniu, straciłaby premię. Premia już od dawna rozdyskutowana: część na morze, część na nową kuchenkę mikrofalową, kawałek na buty. Premia gumowa tak nazwały ją dziewczyny. Ania ją zasłużyła, lecz jeden błąd mógł wszystko zrujnować.

Ania trzymała się, by nie wybiec i nie biec po moście, wyprzedzając tramwaj. Szybkość i tak nie pomogłaby, ale iluzja wysiłku rozgrzewa serca. Tuż przed jej nosem chłopak chwycił poręcz, rękaw kurtki lekko się podwinął, odsłaniając jej złote, okrągłe zegarki z kilkoma tarczami.

Opóźniona? zapytał ze współczuciem. Dziś nieźle się gra.

Tak przytaknęła Ania, przyciskając torbę do spoconego boku. Wie pan, co mówią? Tam, gdzie czeka, nie można się spóźnić uśmiechnął się młodzieniec.

Ania ściągnęła wargami. W innym wypadku skinęła głową, ale teraz to było niewłaściwe chodziło o mikrofalówkę i morze!

Ja mam na imię Kacper dodał, chwila przerwy, a potem: A pani?

Ja odpowiedziała z wdziękiem Ola Kowalska. Proszę przejść, proszę!

Kacper został odparty w bok przez kobietę w lekkim płaszczu i koronowych rękawiczkach. Z pachnącej perfumą, usta miały barwę buraka. W trakcie przypadkowo dotknęła Kacpra swoim ustami tak intensywnie, że ten na moment zaparował.

Przepraszam! wyszeptała Ola dziś burzy się w żyłach!

Wtem Ania rozpoznała ją żonę szefa. Nikt jej nigdy nie widział, nie było jej zdjęcia w gabinecie Piotra Mikołajewicza, ale głos w głośnym systemie komunikacji rozbrzmiewał w całym biurze

Widzę twoją gazetę rano, Piotrze! To nie ma sensu! Artykuł o mamutach już przestarzały! Nie rozumiesz?! wykrzyknęła, a pod nią ktoś wpadł gazetę do kosza, a bezdomny…

Co dalej? zapytały koleżanki.

Rozpiepruje. Twoje mamuty, Olgo, nie wchodzą! drwił reporter Szary. A moja wystawa porcelany rozpuściła serce tej krokodyli!

Szary dostał szpilkę w nos, a potem grzmot Piotra Mikołajewicza, który przywołał wszystkich do sali konferencyjnej.

Olga Kowalska nigdy nie pojawiała się w redakcji, ale jej duch wisi w powietrzu.

Kto ona jest, żeby krytykować naszego Piotrka? protestowały kelnerki. Biedny! Zjadłby się pierogami, wypiłby herbatę, a ona już dzwoni i drąży!

Olga, rozejrzawszy się po tramwaju, przeszła obok kilku chłopców z telefonami, przygnębiając się w swoim fotelu, usiadła obok Piotra Mikołajewicza.

Przepraszam, wybaczcie, po prostu wymamrotał, trzymając teczkę na kolanach.

Jak szkolny! pomyślała Ania, widząc swoją okazję.

Co ty mamlisz? Daj mi te dokumenty! wyciągnęła teczkę Olga i, klikając zamknięcie, wsunęła rękę w worek. Gdzie klucze, Piotrze? Znowu będziesz siedział pod drzwiami, kiedy ja będę chodziła po Galerii Mokotów z Simona? wykrzyknęła, wściekła.

Piotr Mikołajewicz, znużony, zerkał na ankietę z listy obecności i na twarz Anii. W jego brązowych oczach błyszczała rozpaczą i prośba o milczenie tego, co właśnie zobaczyła.

Teraz mieli tylko jedną tajemnicę we dwoje.

Dlaczego Piotr znosił tę żonę, tę megę? Dlaczego poddawał się jej rządzeniu? On był zrobiony przez nią. Ona nigdy nie pracowała; jedynie dzwoniła, spotykała się w kawiarniach, kontrolowała każdy krok rodzinny. Wszystko w niej.

Siedem lat temu Olga zadzwoniła do Fimy legendarnego wydawcy, który wprowadził Piotra na szczyt, a potem zafascynował się jej energią.

Fimo, zrób to! Piotr już nie jest dzieckiem, a wszystko idzie w górę. Znajdź mu miejsce! namawiała, aż Fimo wysłał rozkaz.

Kiedy Piotr wreszcie zasiadł w swoim nowym gabinecie, wyłożonym dębowymi panelami, wypowiedział:

Olga, nie dam rady! To nie moje!

Olga, przeglądając kelnerkę, pogłaskała go po ramieniu i rzekła:

Nie przejmuj się, Piotrze. Nie ma rzeczy, której nie da się zrobić. Dźwigamy razem!

Była szarą kardynałową w tle, a Piotr, w prywatnych rozmowach, dzwonił do niej po radę, bo wolał jej zdanie niż własne.

Artykuł o mamutach, napisany przez reporterów Szary i Kruk, zamiast o lampach, trafił na pierwszą stronę. Piotr pięć razy dzwonił do Olgi, lecz ona unikała telefonu, kręcąc się po Galerii. Gdy wydruk ukazał się, jej kły wbiły w okładkę nie spodobało się jej.

Olga monitorowała pracowników, a system IT otworzył jej dostęp do bazy przychodzeń i odchodzeń. Wpadła w gniew, gdy ktoś spóźnił się o minutę i 47 sekund.

Panowie, sytuacja inna Jesteśmy ludźmi! tłumaczył Piotr.

Ach tak? No to odchodzę. Nie chcę już chronić cię, jak głupi baba. krzyczała Olga, po czym odłożyła telefon.

Koleżanki przy stole w kuchni patrzyły, a Piotr wpadł w wir jedzenia, wypił herbatę bez cukru, po czym wykrzykiwał: Nie zwalniam nikogo, bo moja żona. Kiedy w biurze leżały wyjaśnienia, Piotr czytał je głośno, upiększając, a potem szeptał do Olgi, by nie zwalniała.

Nagle w barierce spotkała się z Anią:

Piotrze, a to nie twoja dziennikarka? zapytała Olga, patrząc na Anię, która właśnie chwyciła premię.

Ania podniosła brew, potem wkurzyła się, ale nie odpowiedziała.

Gdzie? Ola, pomyliłaś się! Ania od dawna w pracy marzy! odrzekł Piotr.

Olga rzuciła się po papierki, Kacper wcisnął Anię do drzwi, a ona podziękowała.

To kobieta! To buldożer! mruknął Kacper, podając rękę Anii i wyprowadzając Piotra Mikołajewicza na asfalt, machając ręką w stronę Olgi, którą posłał wirtualny pocałunek.

Olga wskazała palcem, odwróciła się.

No, idę. skinęła Kacper, patrząc w prawo.

Ania wskazała lewą uliczkę.

Piotr stał obok, nie wiedząc, czy się pożegnać, czy odejść.

Do widzenia! uśmiechnął się Kacper i odszedł.

Ania podeszła do Piotra, podniosła rękę i szepnęła:

Bez Olgi byłbym nikim.

Piotr kiwnął głową:

Bez Ciebie i tak nie byłbym sobą.

Ania opowiedziała o braku prądu, maksymalnym kotle, kurtce Julii i o kotku Maksie.

Piotr słuchał, uśmiechał się, a jego ramiona rozluźniły się, twarz rozjaśniła, jakby chciał wyrzucić coś ciężkiego. Kupił więc Anii kawę i bułkę.

W tym momencie zadzwoniła żona, pytając, co robi jej mąż w Czystej kartce, bo dostała powiadomienie o niepotrzebnych wydatkach.

Piotr odłożył telefon, schował w kieszeń.

Dobra, jedźcie dalej rzekł, machając. Miłego dnia!

Ania ruszyła się w stronę domu, kiedy zmierzch już zapadał, a on wciąż szedł po ulicach do południa.

Wieczorem, zmęczona, pachnąca wszystkimi perfumami, Olga wróciła do domu, przemyślając, jak bardzo jej brakowało.

Ania, po skończeniu kilku zapierających artykułów o starożytnych cywilizacjach Majów, opuściła redakcję późnym wieczorem, wyczerpana.

Ania! odezwał się z cienia Kacper. Nie wiem, jakie kwiaty lubisz, więc przyniosłem

Wyciągnął barwny bukiet, który Ania nazwała zestawem sałatki.

Uśmiechnęła się i przyjęła go.

Pozwoli pan mnie odprowadzić? Może trochę nachalny, ale po pocałunku w tramwaju czuję, że mam przyzwolenie rzucił żartobliwie.

Ania przytaknęła, przymyślając, że może zostanie z nim w domu.

Kacper podążył razem z nią po oświetlonych witrynach, rozświetlonych lampami w stylu retro, i śmiali się, patrząc na migoczące neony.

Wiesz, co mówią mówił Kacper Mężczyzna bez kobiety nie wstanie.

Ania wzruszyła ramiona.

Może i tak. Każdy ma swoją drogę

Lubi koty, dodała cicho Ania.

To znak, że jest dobry człowiek przytaknął Kacper. Niech Bóg mu zdrowia.

Wspięli się na ostatni tramwaj, krzycząc z radości, bo wszystko było w porządku.

Rate article
Fajna Tajna
Jej szef