Jedność w różnorodności

Jedno Całość

Niektórzy mogą nie wierzyć, ale są tacy, którzy są przekonani, że na świecie istnieją dwie połówki, które odnajdują się i stają się jednym. Nic, ale to nic nie jest w stanie ich rozdzielić no może poza śmiercią, z tą się nie dyskutuje.

Istnieje tyle pięknych pojęć: miłość, oddanie, troska, wierność uczucia, które królują w kochających się rodzinach, w prawdziwych rodzinach. Gdzie mąż i żona są jednym.

Tak żyli Joanna i Marek. Pobrali się z wielkiej miłości, od pierwszych dni wspierali się nawzajem, dbali o siebie.

Joasia, patrzę na was z Markiem jak to się stało, że tak do siebie pasujecie? Nawet jesteście do siebie podobni śmiała się przyjaciółka Kasia.

Bo jesteśmy dwiema połówkami jednej całości odpowiadała Joanna, choć nie przywiązywała do tych słów większej wagi.

Masz szczęście, Joaś, z takim mężem. Też bym takiego chciała.

Znajdziesz, jak się postarasz mówiła Joanna.

Mijały lata. U Joanny i Marka urodzili się dwaj synowie. Wychowywali ich w miłości i cieple. Marek nigdy nie podniósł głosu ani na żonę, ani na dzieci. Joanna była uosobieniem spokoju. Ich rodzina była silna i pełna życzliwości. Razem wyjeżdżali na wakacje, razem jeździli na działkę. Nikt nie mógł o nich powiedzieć nic złego.

Marek pracował jako kierownik w firmie budowlanej, a Joanna uczyła historii w liceum. Chłopcy dobrze się uczyli i uprawiali sport. Starszy skończył szkołę i poszedł do uniwersytetu, młodszy był jeszcze w liceum. Pewnego dnia Marek wrócił z pracy i położył się na kanapie w milczeniu, czuł się źle. Nie chciał martwić żony, ale Joanna od razu zauważyła, że coś jest nie tak nigdy nie kładł się od razu po pracy.

Marek, co z tobą? Źle się czujesz? zapytała z niepokojem.

Tak, jakoś słabo mi Nie martw się, przejdzie. Już tak miałem

Jak to? Już się tak czułeś? zdziwiła się Joanna.

Na pracy raz mi się zdarzyło, ale minęło. Odpocznę trochę i będzie lepiej.

Joanna przygotowała kolację, ale Marek odmówił.

Joaś, zjedz sama, nie mam ochoty.

Siedziała w kuchni sama, bez apetytu. Zastanawiała się, co mu dolega nigdy nie narzekał na zdrowie.

Przecież to jeszcze nie wiek, czterdzieści trzy lata to nie koniec świata. To czas rozkwitu sił. Muszę go zapisać do lekarza myślała.

Marek też rozważał:

Nie rozumiem, co się dzieje. Zawsze byłem zdrowy, a teraz ta słabość. Nie chcę, żeby Joanna się martwiła. Może odpocznę i minie.

Rano wydawało się, że wszystko w porządku. Zjedli śniadanie i rozeszli się on na budowę, ona do szkoły. Po jakimś czasie Joanna zauważyła, że Marek schudł i wygląda na zmęczonego.

Marku, naprawdę dobrze się czujesz?

Tak Tylko czasem jestem zmęczony

Dobrze, zapisuję cię do lekarza i jedziemy. To nie żarty. W twoim wieku taka słabość? Musimy to sprawdzić, serce mi się kraje z niepokoju powiedziała wieczorem.

Gdy Joanna usłyszała diagnozę, nie mogła uwierzyć.

Doktorze, czy to na pewno nie pomyłka?

Jaka pomyłka? Mąż przeszedł pełne badania, niestety potwierdziła się onkologia. Na szczęście nie ostatni etap, będziemy walczyć. On też nie może się poddawać, a tym bardziej pani. Trzeba mieć nadzieję.

W domu Joanna zamknęła się w łazience, by mąż nie widział jej łez. Włączyła wodę i wybuchnęła płaczem.

Nie wierzę, że Marek może odejść. Nie chcę w to wierzyć myślała. Wiem, jak podstępna jest ta choroba. Mój ojciec też odszedł przez nią. Leki tylko przedłużają życie, ale nie leczą.

Wyszła, umyła naczynia. Marek oglądał telewizję. On też znał diagnozę, ale starał się nie okazywać żonie swojego strachu.

Oboje myśleli o tym samym, ale udawali, że wszystko będzie dobrze.

W końcu Joanna postanowiła porozmawiać.

Marku, przestańmy się oszukiwać. Wiem, że oboje się boimy. Czuję cię, wiem, co przeżywasz. Ale nie możesz się poddawać. Umówmy się będziesz walczył. Razem damy radę. Jeśli się poddasz, nigdy ci tego nie wybaczę. Obiecujesz?

Przypomniała sobie wszystkie trudności, które przeszli. Jak stracili dom i zostali z niczym. Jak najbliżsi, których uważali za rodzinę, odmówili pomocy, mówiąc, że każdy ma swoje problemy. A jednak Joanna i Marek przetrwali. Odbudowali życie.

Teraz często powtarzała mężowi:

Jesteśmy razem tyle lat. Jeśli dotrwaliśmy do dziś, damy radę i z tym.

Przytaczała przykłady, gdy wydawało się, że już nie ma wyjścia, a jednak je znajdowali. I teraz, gdy w końcu mają spokój, gdy młodszy syn studiuje, gdy wszystko jest na swoim miejscu Marek miał odejść? Nie, ona będzie walczyć. W końcu są jednym.

Wieczorami udawała, że przegląda laptopa, ale myślała tylko o jednym:

Teraz, gdy wreszcie jest dobrze, on chce odejść. Rozmawiała z mężem, nawet wymagała:

Marku, walcz. Musisz walczyć, nie poddawaj się, miej nadzieję. Ja zawsze będę przy tobie twoją podporą, opiekunką, przyjaciółką i żoną. Chcę twojego zdrowia bardziej niż ty sam.

Marek słuchał w milczeniu. Znał diagnozę. Wiedział, jak kończy się ta choroba. Ale pewnego dnia powiedział stanowczo:

No dobra, Joaś, będziemy walczyć. I tak nic nie tracę uśmiechnął się. Nie chcę zostawiać cię samej.

Joanna pomyślała:

To pierwszy znak, że mi uwierzył. Że wie, iż razem jesteśmy silni. Pokonamy wszystko, co stanie nam na drodze. Nikt nas nie rozdzieli.

Mijali miesiące. Walczyli, Joanna wspierała męża, on czasem się uśmiechał. Po ponad roku lekarz ogłosił dobrą wiadomość stan Marka się poprawił. Ożył, znów był radosny, Joanna też się starała uśmiechać.

W końcu lekarz powiedział, że Marek pokonał chorobę. Radości nie było końca. Joanna sama nie rozumiała, jak to się stało.

Po prostu nie chcieliśmy się rozstawać. Daliśmy sobie słowo, że zawsze będziemy razem w zdrowiu i chorobie. I dotrzymaliśmy. Nasza

Rate article
Fajna Tajna
Jedność w różnorodności