Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o wyjeździe ze swojego polskiego miasteczka. Uwielbiał szerokie pola, bliskość rzeki, lasy i sąsiadów ze wsi. Zdecydował się zostać rolnikiem, hodować świnie i sprzedawać mięso – liczył, że z czasem rozwinie własny biznes. Marzył o tym, że zbuduje duży dom, samochód już miał, choć stary i skromny, a pieniądze po sprzedaży babcinego domu przeznaczył na inwestycję. Miał też jeszcze jedno wielkie marzenie – ożenić się z Marysią i uczynić ją gospodynią swojego wielkiego domu. Spotykali się już, Marysia jednak widziała, że Janek nie odniósł jeszcze sukcesu – nie miał wielkich pieniędzy, a dom dopiero zaczął budować. A była piękność z niej, i wcale nie zamierzała sama czegoś w życiu osiągać. — Po co mi ta uroda dana, niech mąż się mną zajmie, trzeba tylko znaleźć takiego, co zdejmie ze mnie wszystkie troski. Moja uroda jest wiele warta — opowiadała koleżankom. — Janek buduje dom, samochód ma, tylko trzeba poczekać, aż się rozkręci — przekonywała jej przyjaciółka, Łucja. — A ja bym chciała wszystko od razu — krzywiła się Marysia. — Na co mam czekać, skoro Janek nie ma pieniędzy? Janek kochał Marysię, choć przeczucie go nie myliło: czuł, że jej uczucia są płytkie, ale wierzył, że z czasem go pokocha. I może wszystko by się ułożyło, gdyby nie przyjazd Tymoteusza do ich miejscowości. Przyjechał z kumplem do babci na wakacje, a na miejscowe dziewczyny patrzył z dystansem – w remizie się nudził, aż w końcu pojawiła się piękna Marysia. Marysia początkowo nie zwracała na niego uwagi, ale kiedy dowiedziała się, że pochodzi z zamożnej, wpływowej rodziny, ojciec w mieście ważny urzędnik, szybko przerzuciła swoje względy na niego. Tymek był od niej starszy, miał doświadczenie z kobietami, mówił ładnie i jeszcze częściej obdarowywał ją kwiatami zamawianymi z kwiaciarni, bo wiedział, że na wsi takich bukietów się nie dostanie — Marysia doceniła gest. Janek widział, jak przyjmuje kwiaty od Tymka i był coraz bardziej zazdrosny. — Marysia, nie przyjmuj tych bukietów, po co mnie denerwujesz — mówił z wyrzutem, a ona tylko się śmiała. — Przesadzasz, to tylko kwiaty! Janek nawet poszedł do Tymka, żeby porozmawiać: — Nie dawaj kwiatów Marysi, to moja dziewczyna i mam wobec niej swoje plany. Tymek nie miał zamiaru odpuścić i doszło do bójki. Na szczęście koledzy Janka ich rozdzielili. Od tej pory Marysia i Janek zaczęli się unikać. Marysia dobrze rozumiała: Tymek wkrótce wyjedzie do miasta, więc musiała działać szybko. Zaproszenie Tymka do domu nie było trudne. Rodzice Marysi pojechali do miasta na zakupy, ona tak wszystko zorganizowała, żeby akurat rodzice zastali ich razem. Gdy wpadli do domu, byli w łóżku, Marysia w szlafroku, a Tymek ledwo zdążył się ubrać. — Co tu się dzieje? — zapytał surowo ojciec. Marysia spuściła wzrok, a Tymek był wyraźnie zmieszany. — Słuchaj, Tymek, teraz musisz się zasiać z naszą córką – inaczej pożałujesz. Chodź do pokoju! — i tak dalej. O czym rozmawiali – nie wiadomo. Następnego dnia jednak młodzi pojechali do urzędu stanu cywilnego, a matka rozpoczęła przygotowania Marysi do przeprowadzki do miasta. Cała wieś szybko dowiedziała się o wszystkim. Janek bardzo przeżywał, ale wśród ludzi udawał, że nic się nie stało. Tymek żałował w duchu swojego przyjazdu. — Po co mi to było? Wdałem się w romans z przebiegłą wiejską dziewczyną… A Marysia myślała tylko o szczęściu w mieście i ładnym życiu. — Może go nawet pokocham, urodzę mu dzieci, będzie zadowolony… — marzyła. — Ciekawe tylko, jak przyjmą mnie jego rodzice? Jednak ku jej zaskoczeniu, rodzice Tymka byli ucieszeni! Zmęczyły ich już wymuskane „miastowe pannice”, którym chodziło tylko o pieniądze, a Marysia od razu pokazała, że potrafi być dobrą gospodynią. — Proszę, Marysiu, czuj się jak u siebie! — witała ją serdecznie teściowa, a i teść się uśmiechał. Mieszkanie czteropokojowe – przytulne, żyło im się dobrze. Tymek także docenił Marysię — nie była wcale taka wyrachowana. — Niezła była z niej spryciara, ale chyba rzeczywiście wierzy, że będziemy szczęśliwi — myślał Tymek. Tymek planował, że po ślubie będzie się dobrze bawił w mieście, miał wiele przyjaciółek. Tymczasem Marysia zaskoczyła go wieścią przy rodzicach: — Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko… Rodzice się ucieszyli, a Tymek zrozumiał, że nie ma sensu dyskutować „czy to odpowiedni czas”. Był ślub. Rodzice podarowali im mieszkanie z wyposażeniem. Marysia widziała, że Tymek nie jest zachwycony perspektywą ojcostwa. — Zmieni się, zobaczy, jakie to szczęście — łudziła się, nie wiedząc, jakie naprawdę ma serce jej mąż. Po ślubie Tymek zaczął imprezować. Marysi mówił: — Mam taką pracę – ciągle wyjazdy służbowe — a ona wierzyła, nie wiedząc, czym się zajmuje. Nigdy nie skarżyła się teściom. Po prostu czekała. Gotowała, dbała o dom i tęskniła. Za rodzicami, za wsią, za Jankiem… Zaczęła wątpić, czy dokonała właściwego wyboru. Gdy pytała męża, czy ją kocha, odpowiadał wymijająco. Teściowa widziała, że Marysia jest przygnębiona i rozumiała, że jej syn nie jest ideałem. Narodziny syna były radosne dla wszystkich. Nawet Tymek się wzruszył — na krótko. Płacz, pieluchy, brak snu bardzo go irytowały. Mógłby uciec. W dodatku odkrył, że większość kochanek przestała się z nim spotykać — żonaty? Po co im to? O żonie nikomu nie mówił. — I tak bez wykształcenia, ze wsi, do niczego się nie nada. Jak syn podrośnie, nie chcę, żeby żona pracowała jako sprzątaczka albo na bazarze – rodzina miałaby wstyd. Chyba taniej by mnie wyszły alimenty — kalkulował. Miał stałą kochankę, Kasię, z własnym mieszkaniem, pieniędzmi, dzieci jej nie interesowały. U niej odpoczywał. Często jej powtarzał: — Kiedyś to życie mnie tu dobija! Marysia piękna, lecz zwyczajna, nie ma pojęcia o niczym poza krowami i wsią. Marysia zaczęła się domyślać, że nie będzie miała takiego szczęścia, o jakim marzyła. Dostrzegła, że Tymek ma inną. Przychodził do domu z perfumami innej kobiety, z śladami szminki. Był coraz bardziej rozdrażniony, na syna nie zwracał uwagi, na nią pokrzykiwał, czasem nawet podnosił rękę. Marysia zadzwoniła do mamy: żaliła się, a matka stwierdziła: — My cię nie zmuszaliśmy, sama chciałaś za niego wyjść. Myślałyśmy, że z Jankiem ci się ułoży. Jak będziesz miała wszystkiego dosyć, wróć, ale tak, żeby to był już koniec… Czuła się przybita. Przypadkiem zobaczyła w telefonie męża rozmowy z Kasią — aż ją zatkało… Żaliła się teściowej, ale ta powiedziała: — Pamiętaj, jeśli pomyślisz o rozwodzie – odbierzemy ci syna. Znasz możliwości mojego męża. Jakikolwiek by nie był Tymek, to ojciec, jest bogaty, ma mieszkanie. Co ty możesz zaoferować dziecku – nie masz wykształcenia ani pracy… Syn miał gorączkę, płakał z powodu ząbkowania. Tymka denerwowało to coraz bardziej – a od Kasi dostawał SMSy z propozycją spotkania, radziła nawet, żeby dał rodzinie tabletki nasenne, które mu wcześniej dała. Marysia, przestraszona, zadzwoniła do Janka i opowiedziała wszystko. — Przyjadę po ciebie, zabiorę cię do siebie. — Rodzice Tymka grożą mi, że odbiorą syna. — Nie odbiorą, tylko cię straszą. Uspokój się, uśpij dziecko i daj znać, gdy będzie bezpiecznie. Jestem już niedaleko miasta. Marysia usypiała synka, udawała, że śpi. Gdy mąż wyszedł, błyskawicznie spakowała rzeczy, zadzwoniła do Janka. Przyjechał i zabrał ją do siebie na wieś. Tymek wrócił do domu wieczorem i zorientował się, że Marysi i syna nie ma. Zadzwonił do rodziców. — Synku, nie było ich u nas… Może uciekła… może zadzwonić na policję? — zmartwiła się teściowa. — Mamo, nie dzwoń. Jestem nawet zadowolony, że uciekła. Już mam ich dość. Proszę cię, nie rób afery — przekonywał. Minęło trochę czasu. Janek i Marysia wzięli ślub po jej rozwodzie. Zamieszkali w dużym domu, po pewnym czasie spodziewali się kolejnego dziecka. W końcu Marysia zrozumiała, że Janek jest jej szczęściem.

Janowi nigdy nie marzyło się opuszczać swojej wsi i wyjeżdżać do miasta. Lubił szerokie pola, rzekę wijącą się pod lasem, swoich sąsiadów, znajomych z odległych zakątków gminy. Kiedyś postanowił zajmować się gospodarstwem hodować świnie, sprzedawać mięso na targu w powiatowym Siedlcach, może z czasem rozbudować biznes o własną masarnię. Wyobrażał sobie wielki dom z czerwonej cegły, na podwórku nie za nowy, lecz sprawny polonez, a oszczędności po babci zainwestował w budowę i zagrodę.

Skrycie marzył jeszcze o czymś jednym: chciał ożenić się z Małgosią i uczynić ją panią tego wymarzonego domu. Spotykali się już jakiś czas, lecz Gosia widziała, że Janek to prostak bez grosza, interes mu powoli idzie, a dom dopiero w fazie fundamentów.

Małgosia była urodziwa, nie chciała sama zabiegać o cokolwiek.

Po co mi ambicje? Jestem ładna, to niech mąż mnie utrzymuje. Moja uroda to skarb, niech się chłop postara mówiła koleżankom.

Janek stawia dom i auto już ma, wystarczy poczekać, rozwinie się w końcu doradzała jej przyjaciółka Ludka.

A ja bym chciała mieć wszystko natychmiast dąsała się Małgosia, wydymając usta. Kiedy ten Jaś się ogarnie? On nie ma pieniędzy.

Janek kochał Małgosię, ale rozumiał, że z jej strony serce nie bije mocno, tylko mieć nadzieję umiał, że kiedyś go pokocha. Byłoby dobrze, gdyby nie przyjechał latem na wieś Nikodem. Odwiedzał z kolegą babcię na urlopie. Z początku w klubie wiejskim patrzył z wyższością na miejscowe dziewczyny, nudził się, dopóki nie zobaczył pięknej Małgosi.

Małgosia ignorowała przyjezdnego, lecz gdy dowiedziała się, że Nikodem z bogatej rodziny, jego ojciec to ważna szycha w Warszawie, szybko zmieniła front. Nikodem potrafił z dziewczynami mówił elegancko, wręczał kwiaty, ale nie zwykłe, wiejskie, tylko zamawiał dostawę z miasta Małgosia dostrzegła to i doceniła.

Janek widział, jak Gosia bierze te kwiaty, zżerała go zazdrość.

Nie przyjmuj jego kwiatów, po co mnie prowokujesz? mówił, a ona tylko się śmiała.

Z czego się denerwujesz, to tylko bukiet, co w tym złego?

Janek miał już dość, poszedł do Nikodema wyjaśnić:

Zostaw Małgosię, ona jest moja, mam wobec niej plany.

Ale Nikodem nawet nie chciał rozmawiać, doszło niemal do bójki, znajomi Janka rozdzielili ich w porę. Od tej chwili coś się zepsuło między Jankiem a Małgosią ona zaczęła go unikać, on miał żal.

Małgosia zrozumiała, że Nikodem zaraz wyjedzie do miasta i wszystko się skończy.

Trzeba działać szybko. Przyciągnąć Nikodema, wyjechać z nim do Warszawy. Na wsi już nie mam czego szukać zapragnęła.

Zaproszenie go do domu było łatwe, rodzice pojechali na bazar do Siedlec. Małgosia dokładnie wyliczyła, kiedy wrócą, znała charakter ojca twardy, nieustępliwy. W tej dwuznacznej chwili zastała ich rodzina: ona rozczochrana, w narzuconym szlafroku, Nikodem z trudem naciągnął spodnie. Ojciec patrzył zirytowany.

Co tu się wyprawia? zapytał.

Córka spuściła wzrok, Nikodem kręcił się z nogi na nogę.

Sprawa jasna. Nikodem, musisz się z nią ożenić, bo inaczej wyklepię cię na miazgę! Chodź, pogadamy zarządził ojciec.

Nikt nie wie, o czym rozmawiali, ale następnego dnia młodzi pojechali do urzędu stanu cywilnego złożyć dokumenty, tata prowadził, mama szykowała ich do przeprowadzki do Warszawy.

Wiadomość błyskawicznie obiegła wieś. Janek był załamany, choć starał się trzymać fasonu.

Nikodem w duchu klął samego siebie.

Po co mi było tu przyjeżdżać, dać się wciągnąć wiejskiej dziewczynie, taka sprytna, wyrachowana, zwabiła mnie…

A Małgosia marzyła o mieście, szczęściu i pięknym życiu.

Będę go kochać, urodzę dzieci, w końcu doceni los, jaki go spotkał rozmyślała, tylko czy jego rodzice mnie zaakceptują?

Ale ku jej zdziwieniu rodzina Nikodema bardzo się ucieszyła, że przywiózł narzeczoną prostą, ładną, z gospodarstwa. Byli już zmęczeni miejskimi sikorkami przyklejonymi do pieniędzy. A tu Małgosia wszystko wypierze, nakarmi, z sercem do rodziny.

Wchodź, Małgosiu, nie wstydź się, poczuj się jak u siebie uśmiechnęła się teściowa, Bogusława, a ojciec, Marian, też był serdeczny.

Małgosia naprawdę starała się być dobrą gospodynią. Mieszkanie czteropokojowe, wygodne, rodzina miła, traktowali ją z ciepłem. Nikodem docenił starania, nawet myślał: nie tak wyrachowana, jak sądził.

Owszem, przechytrzyła mnie z ślubem, ale chyba serio myśli, że możemy być szczęśliwi rozważał Nikodem, choć sam w to nie wierzył. Cóż, nie robi scen, widocznie czuje się winna, wracać na wieś nie chce, nie pokazuje charakteru.

Nikodem miał już plany na wesele będzie balować po miejsku, koleżanek mu w Warszawie nie brakowało. Ale Małgosia nagle zaskoczyła go podczas kolacji przy rodzicach.

Jestem w ciąży, będziemy mieć dziecko

Gratulacje, Małgosiu, od dawna marzymy o wnuku! ucieszyła się Bogusława, a Nikodem zrozumiał, że rozmowa o nie w porę nie ma sensu.

Wkrótce odbył się ślub. Rodzice sprezentowali im mieszkanie z meblami. Po ślubie Małgosia widziała, że Nikodem nie cieszy się z ojcostwa.

Gdy pojawi się dziecko, Nikodem się zmieni, zobaczy, jakie to szczęście pocieszała się, nie rozumiejąc, że w duszy męża coś gnije.

Zaraz po ślubie Nikodem rzucił się w wir nocnych szaleństw.

Praca taka, ciągłe delegacje… tłumaczył żonie, a ona wierzyła, nie wiedząc. Czekała cierpliwie gotowała, sprzątała, tęskniła i coraz częściej wspominała Janka, swoich rodziców, wieś.

Powoli zaczęła wątpić, czy dobrze wybrała, a gdy pytała, czy mąż ją kocha, odpowiadał wymijająco. Teściowa Bogusława widziała, że synowa smutna, rozumiała, że ich Nikodem marny z niego mąż.

Narodziny syna przyniosły radość wszystkim. Nawet Nikodem przez chwilę był wzruszony, lecz szybko zniecierpliwiły go krzyki, przewijanie, niedosypianie. Żona zmęczona, już nie gotowała tak smacznie, wszystkiego nie ogarniała. Nikodem miał dosyć.

Szybko odkrył, że po ślubie dawnym koleżankom już nie imponuje.

Cóż z żonatego?…

O żonie nikomu nie wspominał. Wiedział, że bez wykształcenia, wiejska.

Gdzie ją zatrudnię, jak mały podrośnie? Nie chcę, by była sprzątaczką albo na bazarze. Rodzina miała by plamę. Sam będę musiał ciągnąć, chyba taniej by mnie alimenty kosztowały…

Miał w Warszawie stałą kochankę Kasię, z własnym mieszkaniem, pieniędzmi, nie chciała dzieci. Tam odpoczywał, śmiali się, pili, wyjeżdżali pod Warszawę.

Kaśka, nie wiesz, jak mnie męczy chaos domowy. Żony nie lubię, syn mi też przeszkadza. Jasne, Małgosia ładna, ale cała wieś, wstyd gdziekolwiek razem pokazać śmiał się.

Małgosia zaczęła przeczuwać, że ich rodzinne życie się nie uda. Podejrzewała, że ma inną wracał z cudzym zapachem, na koszuli ślady szminki. Nikodem często krzyczał, czasem podnosił rękę, na syna nawet nie patrzył.

Zadzwoniła do mamy, poskarżyła się na los, ale usłyszała:

Nikt cię nie zmuszał, sama wyszłaś za Nikodema. Myśleliśmy, że za Janka wyjdziesz. Twój wybór pij tę zupę, jaką sama nawarzyłaś. A jak się najesz, możesz wrócić, ale już na dobre…

Małgosia czuła się przytłoczona. Przeglądając telefon Nikodema podczas jego snu, trafiła na otwarte rozmowy z Kasią, od których oniemiała… Poskarżyła się teściowej, ale usłyszała:

Jeśli pomyślisz o rozwodzie, pamiętaj: my ci dziecko odbierzemy. Wiesz, jakie mój mąż ma wpływy. Nikodem to ojciec z dobrymi dochodami i własnym mieszkaniem. Co ty możesz dać dziecku bez wykształcenia i pracy?

Syn gorączkował, szły mu zęby. Nikodem miał już dość płaczu, a Kaśka czekała, pisała: Daj im to nasenne, co ci dałam, szybciej zasną.

Nikodem poszedł do łazienki, komórka została na stole. Małgosia przeczytała wiadomość i zbladła.

A jeśli on naprawdę to zrobi? Jeśli nas otru…?

Gdy mąż brał prysznic, zadzwoniła do Janka:

Pomóż mi, zabierz mnie stąd.

Nie dam odebrać ci dziecka, grożą tylko uspokajał Janek. Spokojnie, połóż małego spać, niech Nikodem wyjdzie, wtedy dzwoń, podjadę.

Małgosia z wielkim trudem ukołysała syna, sama położyła się obok, udając sen. Mąż sprawdził, czy śpią i wyszedł. Wtedy szybko zebrała rzeczy, zadzwoniła do Janka. Przyjechał, zabrał ją z dzieckiem na wieś.

Nikodem wrócił następnego dnia pusto. Zadzwonił do rodziców.

Nie, synku, nie było Małgosi z dzieckiem! Uciekła? Zaraz zadzwonię na policję! przejęła się Bogusława.

Mamo, nie dzwoń, nawet mi ulżyło. Mam już tego życia dość, nie chcę z nią być.

Mijały dni. Janek i Małgosia wzięli ślub zaraz po rozwodzie. Zamieszkali w dużym domu, czekali na następnego potomka. Wreszcie Małgosia zrozumiała Janek był jej prawdziwym szczęściem.

Rate article
Fajna Tajna
Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o wyjeździe ze swojego polskiego miasteczka. Uwielbiał szerokie pola, bliskość rzeki, lasy i sąsiadów ze wsi. Zdecydował się zostać rolnikiem, hodować świnie i sprzedawać mięso – liczył, że z czasem rozwinie własny biznes. Marzył o tym, że zbuduje duży dom, samochód już miał, choć stary i skromny, a pieniądze po sprzedaży babcinego domu przeznaczył na inwestycję. Miał też jeszcze jedno wielkie marzenie – ożenić się z Marysią i uczynić ją gospodynią swojego wielkiego domu. Spotykali się już, Marysia jednak widziała, że Janek nie odniósł jeszcze sukcesu – nie miał wielkich pieniędzy, a dom dopiero zaczął budować. A była piękność z niej, i wcale nie zamierzała sama czegoś w życiu osiągać. — Po co mi ta uroda dana, niech mąż się mną zajmie, trzeba tylko znaleźć takiego, co zdejmie ze mnie wszystkie troski. Moja uroda jest wiele warta — opowiadała koleżankom. — Janek buduje dom, samochód ma, tylko trzeba poczekać, aż się rozkręci — przekonywała jej przyjaciółka, Łucja. — A ja bym chciała wszystko od razu — krzywiła się Marysia. — Na co mam czekać, skoro Janek nie ma pieniędzy? Janek kochał Marysię, choć przeczucie go nie myliło: czuł, że jej uczucia są płytkie, ale wierzył, że z czasem go pokocha. I może wszystko by się ułożyło, gdyby nie przyjazd Tymoteusza do ich miejscowości. Przyjechał z kumplem do babci na wakacje, a na miejscowe dziewczyny patrzył z dystansem – w remizie się nudził, aż w końcu pojawiła się piękna Marysia. Marysia początkowo nie zwracała na niego uwagi, ale kiedy dowiedziała się, że pochodzi z zamożnej, wpływowej rodziny, ojciec w mieście ważny urzędnik, szybko przerzuciła swoje względy na niego. Tymek był od niej starszy, miał doświadczenie z kobietami, mówił ładnie i jeszcze częściej obdarowywał ją kwiatami zamawianymi z kwiaciarni, bo wiedział, że na wsi takich bukietów się nie dostanie — Marysia doceniła gest. Janek widział, jak przyjmuje kwiaty od Tymka i był coraz bardziej zazdrosny. — Marysia, nie przyjmuj tych bukietów, po co mnie denerwujesz — mówił z wyrzutem, a ona tylko się śmiała. — Przesadzasz, to tylko kwiaty! Janek nawet poszedł do Tymka, żeby porozmawiać: — Nie dawaj kwiatów Marysi, to moja dziewczyna i mam wobec niej swoje plany. Tymek nie miał zamiaru odpuścić i doszło do bójki. Na szczęście koledzy Janka ich rozdzielili. Od tej pory Marysia i Janek zaczęli się unikać. Marysia dobrze rozumiała: Tymek wkrótce wyjedzie do miasta, więc musiała działać szybko. Zaproszenie Tymka do domu nie było trudne. Rodzice Marysi pojechali do miasta na zakupy, ona tak wszystko zorganizowała, żeby akurat rodzice zastali ich razem. Gdy wpadli do domu, byli w łóżku, Marysia w szlafroku, a Tymek ledwo zdążył się ubrać. — Co tu się dzieje? — zapytał surowo ojciec. Marysia spuściła wzrok, a Tymek był wyraźnie zmieszany. — Słuchaj, Tymek, teraz musisz się zasiać z naszą córką – inaczej pożałujesz. Chodź do pokoju! — i tak dalej. O czym rozmawiali – nie wiadomo. Następnego dnia jednak młodzi pojechali do urzędu stanu cywilnego, a matka rozpoczęła przygotowania Marysi do przeprowadzki do miasta. Cała wieś szybko dowiedziała się o wszystkim. Janek bardzo przeżywał, ale wśród ludzi udawał, że nic się nie stało. Tymek żałował w duchu swojego przyjazdu. — Po co mi to było? Wdałem się w romans z przebiegłą wiejską dziewczyną… A Marysia myślała tylko o szczęściu w mieście i ładnym życiu. — Może go nawet pokocham, urodzę mu dzieci, będzie zadowolony… — marzyła. — Ciekawe tylko, jak przyjmą mnie jego rodzice? Jednak ku jej zaskoczeniu, rodzice Tymka byli ucieszeni! Zmęczyły ich już wymuskane „miastowe pannice”, którym chodziło tylko o pieniądze, a Marysia od razu pokazała, że potrafi być dobrą gospodynią. — Proszę, Marysiu, czuj się jak u siebie! — witała ją serdecznie teściowa, a i teść się uśmiechał. Mieszkanie czteropokojowe – przytulne, żyło im się dobrze. Tymek także docenił Marysię — nie była wcale taka wyrachowana. — Niezła była z niej spryciara, ale chyba rzeczywiście wierzy, że będziemy szczęśliwi — myślał Tymek. Tymek planował, że po ślubie będzie się dobrze bawił w mieście, miał wiele przyjaciółek. Tymczasem Marysia zaskoczyła go wieścią przy rodzicach: — Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko… Rodzice się ucieszyli, a Tymek zrozumiał, że nie ma sensu dyskutować „czy to odpowiedni czas”. Był ślub. Rodzice podarowali im mieszkanie z wyposażeniem. Marysia widziała, że Tymek nie jest zachwycony perspektywą ojcostwa. — Zmieni się, zobaczy, jakie to szczęście — łudziła się, nie wiedząc, jakie naprawdę ma serce jej mąż. Po ślubie Tymek zaczął imprezować. Marysi mówił: — Mam taką pracę – ciągle wyjazdy służbowe — a ona wierzyła, nie wiedząc, czym się zajmuje. Nigdy nie skarżyła się teściom. Po prostu czekała. Gotowała, dbała o dom i tęskniła. Za rodzicami, za wsią, za Jankiem… Zaczęła wątpić, czy dokonała właściwego wyboru. Gdy pytała męża, czy ją kocha, odpowiadał wymijająco. Teściowa widziała, że Marysia jest przygnębiona i rozumiała, że jej syn nie jest ideałem. Narodziny syna były radosne dla wszystkich. Nawet Tymek się wzruszył — na krótko. Płacz, pieluchy, brak snu bardzo go irytowały. Mógłby uciec. W dodatku odkrył, że większość kochanek przestała się z nim spotykać — żonaty? Po co im to? O żonie nikomu nie mówił. — I tak bez wykształcenia, ze wsi, do niczego się nie nada. Jak syn podrośnie, nie chcę, żeby żona pracowała jako sprzątaczka albo na bazarze – rodzina miałaby wstyd. Chyba taniej by mnie wyszły alimenty — kalkulował. Miał stałą kochankę, Kasię, z własnym mieszkaniem, pieniędzmi, dzieci jej nie interesowały. U niej odpoczywał. Często jej powtarzał: — Kiedyś to życie mnie tu dobija! Marysia piękna, lecz zwyczajna, nie ma pojęcia o niczym poza krowami i wsią. Marysia zaczęła się domyślać, że nie będzie miała takiego szczęścia, o jakim marzyła. Dostrzegła, że Tymek ma inną. Przychodził do domu z perfumami innej kobiety, z śladami szminki. Był coraz bardziej rozdrażniony, na syna nie zwracał uwagi, na nią pokrzykiwał, czasem nawet podnosił rękę. Marysia zadzwoniła do mamy: żaliła się, a matka stwierdziła: — My cię nie zmuszaliśmy, sama chciałaś za niego wyjść. Myślałyśmy, że z Jankiem ci się ułoży. Jak będziesz miała wszystkiego dosyć, wróć, ale tak, żeby to był już koniec… Czuła się przybita. Przypadkiem zobaczyła w telefonie męża rozmowy z Kasią — aż ją zatkało… Żaliła się teściowej, ale ta powiedziała: — Pamiętaj, jeśli pomyślisz o rozwodzie – odbierzemy ci syna. Znasz możliwości mojego męża. Jakikolwiek by nie był Tymek, to ojciec, jest bogaty, ma mieszkanie. Co ty możesz zaoferować dziecku – nie masz wykształcenia ani pracy… Syn miał gorączkę, płakał z powodu ząbkowania. Tymka denerwowało to coraz bardziej – a od Kasi dostawał SMSy z propozycją spotkania, radziła nawet, żeby dał rodzinie tabletki nasenne, które mu wcześniej dała. Marysia, przestraszona, zadzwoniła do Janka i opowiedziała wszystko. — Przyjadę po ciebie, zabiorę cię do siebie. — Rodzice Tymka grożą mi, że odbiorą syna. — Nie odbiorą, tylko cię straszą. Uspokój się, uśpij dziecko i daj znać, gdy będzie bezpiecznie. Jestem już niedaleko miasta. Marysia usypiała synka, udawała, że śpi. Gdy mąż wyszedł, błyskawicznie spakowała rzeczy, zadzwoniła do Janka. Przyjechał i zabrał ją do siebie na wieś. Tymek wrócił do domu wieczorem i zorientował się, że Marysi i syna nie ma. Zadzwonił do rodziców. — Synku, nie było ich u nas… Może uciekła… może zadzwonić na policję? — zmartwiła się teściowa. — Mamo, nie dzwoń. Jestem nawet zadowolony, że uciekła. Już mam ich dość. Proszę cię, nie rób afery — przekonywał. Minęło trochę czasu. Janek i Marysia wzięli ślub po jej rozwodzie. Zamieszkali w dużym domu, po pewnym czasie spodziewali się kolejnego dziecka. W końcu Marysia zrozumiała, że Janek jest jej szczęściem.