Jak żyć, gdy twoja żona stała się prawdziwą „świnką domową”

Słuchaj, z Justyną jesteśmy razem już dwanaście lat no powiedz sam, to niezły staż, prawda? Na początku wszystko układało się super: ja pracowałem, Justyna ogarniała dom, dała mi dwójkę cudownych dzieciaków córkę i syna.

Ostatnio awansowałem i zaczęliśmy zarabiać sporo więcej. Niby powinno być tylko lepiej żyć, nie umierać. A jednak problemy spadły na mnie z zupełnie innej strony, niż się spodziewałem. Wyobraź sobie, że Justyna nagle totalnie wkręciła się w seriale. Ogląda dosłownie wszystko, od kryminałów przez tureckie telenowele, po jakieś modne azjatyckie dramy (to słowo w życiu wcześniej nie słyszałem).

I wiesz, nie mam nic przeciwko temu, że lubi sobie odpocząć przed telewizorem. Tyle że z czasem te seriale zaczęły jej wypełniać dosłownie każdą wolną chwilę. Justyna praktycznie przestała ogarniać mieszkanie i gotować. Jak jej mówię, że coś wypadałoby zrobić, odpowiada, że przecież możemy zamówić jedzenie z restauracji, skoro nas stać. No dobra, fajnie, ale przecież dzieci nie mogą jeść na wynos codziennie, no nie?

I jeszcze jedno przez to ciągłe siedzenie na kanapie z pilotem w ręku zaczęła trochę tyć. Cały czas skubie jakieś przekąski i nie rusza się z domu. Proponowałem jej, żebyśmy razem zapisali się na siłownię albo chociaż na basen zawsze słyszę to samo: Jestem zmęczona. Z czego, pytam się? Wkurzyłem się w końcu i zatrudniłem panią sprzątającą, żeby chociaż w domu był porządek. Domyśl się, jak to się skończyło Justyna uznała, że teraz już kompletnie nic nie musi robić. Nawet na dzieci nie ma zawsze czasu, bo przecież seriale są ważniejsze.

Serio, nie wiem już, jak się z nią dogadać. Zawsze była taka pełna życia, ciekawa świata, za to ją pokochałem, a teraz Zamieniła się w kobietę, która żyje tylko tym, co dzieje się w telewizji. Często zdarza się, że po pracy muszę sam włączyć pralkę albo pomagać dzieciom z lekcjami. Moja teściowa oczywiście broni Justyny choć dawniej uważała, że nie jestem wystarczająco dobry dla jej córki. Tak że na jej wsparcie też nie mam co liczyć.

Coraz częściej myślę o rozwodzie, chociaż bardzo mi żal dzieciaków, bo przecież one najbardziej cierpią przez całą tę sytuację. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co robić. Nie wiem, czy w ogóle jest jeszcze jakiekolwiek wyjście z tej sytuacjiAle wiesz co, ostatnio, kiedy po raz kolejny zamykałem za sobą drzwi po powrocie z pracy, usłyszałem dobiegający z salonu śmiech moich dzieci. Nie ten głośny, wymuszony, tylko prawdziwy, radosny. Zajrzawszy do środka, zobaczyłem Justynę, siedzącą z nimi po turecku na podłodze, z pilotem odłożonym na bok. Rozprawiali o jakiejś szalonej fabule serialu, a dziewczyny wymyślały zakończenia po swojemu. Syn dopytywał, czy jego wizja z kosmitami się przebije. I nagle coś mnie tknęło.

Może to nie tak, że ona zupełnie przestała być sobą może po prostu potrzebowała na chwilę uciec, odreagować. Może to był też mój błąd, że próbowałem ją naprawić jak popsutą maszynę, zamiast usiąść obok i posłuchać, dlaczego jej potrzebny ten inny świat. Kiedy przysiadłem się do nich, córka zapytała: Tata, a ty też chciałbyś być bohaterem w takim serialu? Roześmiałem się i odpowiedziałem, że może już jestem, tylko scenarzysta czasem żartuje sobie z mojej cierpliwości.

Ten wieczór był inny od wszystkich ostatnich. Po raz pierwszy od miesięcy siedzieliśmy razem i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Serial szedł w tle, ale to my byliśmy w centrum wszyscy razem. Zrozumiałem, że czasami trzeba odpuścić żal i wyjść poza swoje oczekiwania, choćby na godzinę. Może nie zmieni to wszystkiego od razu. Ale wieczór z Justyną i dzieciakami pokazał mi, że nawet na pozornie straconym odcinku życia można jeszcze znaleźć nowy, ciekawy zwrot akcji.

I wiesz co? Postanowiłem nie zamykać za sobą drzwi tak szybko. Może warto dać jeszcze jeden sezon tej naszej historii.

Rate article
Fajna Tajna
Jak żyć, gdy twoja żona stała się prawdziwą „świnką domową”