Jak upomniałem teściową w Dzień Kobiet, czyli jak nauczyłem ją szanować nasze prywatne życie – Histo…

Znasz mnie, uwielbiam dobre historie z życia wzięte i właśnie muszę Ci opowiedzieć, jak Krzysiek przytemperował swoją teściową na Dzień Kobiet.

Wyobraź sobie, siedzi Krzysiek z Magdą wieczorem, a on już po raz tysięczny zaczyna temat:
Magda, no przecież tak się nie da żyć! Twoja mama od początku naszej wspólnej drogi ciągle wtrąca się w nasze sprawy i wpycha do mieszkania, jakby tu mieszkała! No, jak będziemy mieli dzieci, to ona się stąd nie wyniesie nigdy!

Nie dawał mu spokoju fakt, że teściowa, Pani Irena, bez zapowiedzi pojawia się u nich w mieszkaniu, sprawdza, komentuje, rządzi.
Dobra, skoro Pani Irena nie rozumie po dobroci, to jutro zamawiam ślusarza, niech założy nowe zamki! warknął Krzysiek.
Ale Krzysiu, to przecież moja mama, nie jest mi obca. Nawet jak wymienisz zamki, to i tak w końcu dostanie nowe klucze. I co, za każdym razem będziesz wymieniać zamki? Obrazi się tylko, to nie o to chodzi. Trzeba jej pokazać, że tak nie wolno, ale spokojnie! próbowała go uspokoić Magda.

A Krzysiek się uśmiechnął tylko pod nosem i już coś zaczął knuć.
No powiedz mi tylko, czy jak twoja mama ma klucze do nas, to ty masz klucze do mieszkania swoich rodziców? pyta z tym takim swoim łobuzerskim błyskiem.

W sobotę rano Pani Irena wraz z Panem Stanisławem wybrali się na targ na Starym Mieście w Krakowie. Wiesz, świeże jajka tańsze niż w Biedronce, coś dobrego na śniadanie, jeszcze karpia dorwali taki piękny! Akurat z okazji Dnia Kobiet na rynku było tłoczno, ale starsi ludzie nie mieli nic przeciwko, żeby wstać wcześnie i coś upolować.

O, Staszek, patrz, ile mięsa udało się wytargać! Zobacz na te karpie, jeszcze żywe, zaraz jednego usmażę na śniadanie, a drugiego zaniosę Magdzie pewnie się ucieszy, a z zięciem to zobaczymy minę, jak mu w torbie karp się poruszy śmiała się Pani Irena.

A Pan Stanisław tylko się za głowę łapał:
Irenka, no daj już dzieciom spokój! Niech sobie sami radzą, przecież już mają ponad trzydziestkę, a ty jak Sherlock Holmes, tylko sprawdzasz, gdzie Krzysiek skarpetki rzucił. Naprawdę nie masz innych zajęć?

I wtedy Pani Irena w pewnym momencie słyszy:
Staszek, co, zostawiłeś prysznic w łazience odkręcony? Słyszysz, jak woda leci! I już pędzi do łazienki… a tam wbiega i… wrzasnęła na cały dom!

Jezu Chryste! Ktoś się kąpie! Nagi! W NASZEJ łazience! latała po mieszkaniu, roztrzęsiona.

Kto tam się niby kąpie? Pan Stanisław nie miał odwagi wejść.
Nasz zięciu, Krzysiek! Co on tu, do cholery, robi?!

No co, wiesz, przyszła u nas w kamienicy ruda woda, a ja po nocce brudny byłem, więc sobie pozwoliłem usłyszała, jak Krzysiek na luzie wychodzi w szlafroku z łazienki, jakby był u siebie.

Usiadł zaraz w kuchni, włączył ekspres do kawy, który on i Magda kupili teściom pół roku temu.
Pani Ireno, wie Pani, jako kobiecie, powiem szczerze nie wypada już wieszać bielizny nad grzejnikiem i na suszarce w domu. No dobrze by było, gdyby to była młoda dziewczyna, byłoby na co popatrzeć, a tu… Szczerze, Stasiu, współczuję dogadywał Krzysiek.

Jak śmiesz! To mój dom, gdzie chcę, tam wieszam! żachnęła się Pani Irena.

Pani Ireno, pół roku temu ten ekspres do kawy był nowiutki, a teraz wygląda gorzej niż sprzęt w barze mlecznym! Mogłaby go Pani czasem przeczyścić. W chlewie czasem czyściej.

Krzyś, trochę przeginasz… próbował bronić żony Pan Stanisław.

A co przeginam, Stanisławie? Proszę spojrzeć na ten bałagan w kuchni, wszystko rozwalone, żarcie w lodówce dwa tygodnie po terminie ważności! Śmietana skisła, ser bez opakowania wyschnięty… i tu Krzysiek zaczął wywalać stare produkty do kubła.

Jeszcze chciał zajrzeć do zmywarki, ale Pani Irena własną piersią ją zablokowała.
Koniec! Wypadasz stąd natychmiast, bo pójdę na policję i oskarżę cię o wtargnięcie do mojego mieszkania bez zgody! Nie będę patrzeć, że jesteś moim zięciem! Mam dość, to mój dom, moja kuchnia, moje majtki! krzyczała już na całe gardło.

Staszek wszystko obserwował z boku, uśmiechał się pod wąsem już się domyślił, co Krzysiek kombinuje, a Irena jeszcze się nie połapała.

No i widzi Pani, o co chodzi! Krzysiek tylko się uśmiechnął.
Wszystko, co dziś powiedziała Pani mnie, proszę przemyśleć i odnieść do siebie, bo od wielu miesięcy w taki sam sposób wchodzi Pani do naszego mieszkania i robi tam inspekcje. A co do policji to działa w dwie strony! Mam nadzieję, że już zrozumiała Pani, o co mi chodzi.

Krzysiek się już ogarnął, założył dżinsy, obuwie i wychodząc, rzucił jeszcze:
Stasiu, dla Ciebie na kuchni zostawiłem butelkę tej Twojej ulubionej Soplicy, a dla Pani dobre wino i perfumy, podobno ukochane. Wszystkiego najlepszego z okazji 8 marca!
I zniknął, zamykając za sobą drzwi najłagodniej, jak się dało.

Pani Irena była tak wkurzona, że od razu otworzyła koniak, strzeliła kieliszek i popiła kawą, którą zięć dla niej wcześniej przygotował na ekspresie.

A Staszek tylko się zaśmiał:
Patrz, Irena, a mówiłaś, że Krzysiek się nie nadaje. A tu dyplomata jak się patrzy! Tak załatwił sprawę, że aż miło i jeszcze końcówka świetna, pilułka była gorzka, ale skuteczna, a i prezent dostałaś!

No i tak, mamo, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! Zięć pierwszy cię dziś uhonorował, nie? I koncert był, i wino, i perfumy, jeszcze tylko zakładasz sukienkę i idziesz do teatru. A tata tez się postarał wyjął z szuflady dwa bilety na Przygody Hulaki.

Od tej pory Pani Irena już się nie wpraszała bez powodu do mieszkania Krzyśka i Magdy, ale się też nie obraziła. Doceniła pomysłowość zięcia, granice zostały ustalone, a Krzysiek znów mógł się wyspać po nocce bez myśli, że Irena buszuje mu w garderobie.

Rate article
Fajna Tajna
Jak upomniałem teściową w Dzień Kobiet, czyli jak nauczyłem ją szanować nasze prywatne życie – Histo…