Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię o tym, jak zrobiłam moją teściową na szaro jestem pewna, że do dzisiaj to pamięta.
To działo się na samym początku mojego małżeństwa, kiedy z Piotrem właśnie założyliśmy rodzinę. Od początku zauważyłam coś dziwnego, ale zignorowałam to. Piotr, mój mąż, to ideał, nie mam do niego żadnych pretensji; to raczej jego mama, moja teściowa, miała oryginalne zachowania.
Już na naszym weselu w Warszawie wyglądała jakby szła nie na ślub, ale pogrzeb taka spięta, naburmuszona, jakby przeżywała najgorsze chwile życia. Po weselu, ponieważ byliśmy młodzi i nie mieliśmy jeszcze swojego mieszkania, musieliśmy się do niej wprowadzić.
Kiedy przekroczyłam jej próg, powitała nas szczerym uśmiechem, który był pełen współczucia, ale myślałam wtedy, że naprawdę cieszy się z naszego szczęścia i po prostu kiepsko się czuła na weselu. Jednak pod tym smutnym uśmiechem kryła się pasywna agresja i cięte docinki. A poza tym, robiła mi różne rzeczy na złość niby subtelnie, ale ewidentnie krytycznie.
Na przykład wstawała w środku nocy i myła naczynia, które ja myłam wieczorem wcześniej. Raz się obudziłam i pytam: “Co robisz?” A ona z taką niewinną miną mówi, że brudne talerze myje. I wtedy sobie pomyślałam: “Czyli moje talerze są brudne?” Tak mnie to uwierało, że już nigdy nie mogłam na nią patrzeć jak na autentycznie dobrą osobę.
Długo brałam jej uwagi za matczyne rady, rozmawiałam z nią szczerze nawet o moich sprzeczkach z Piotrem.
Pewnego dnia mój przyjaciel Bartek zaczął pracować jako kierowca w firmie teściowej, i szybko przez jej koleżanki zaczęły chodzić plotki o naszej rodzinie. Według tych plotek Piotr był nieudacznikiem, a ja zła żona, której zależało tylko na mieszkaniu jego matki. Te rodzinne zagrywki bardzo mnie zabolały.
Wtedy już wiedziałam, że moja teściowa nie jest moją sprzymierzeńczynią.
Miała świra na punkcie czystości jej mieszkanie na Mokotowie wyglądało jak sterylna sala operacyjna. Oczekiwała tego samego od nas. Staraliśmy się, naprawdę, ale nigdy nie spełnialiśmy jej oczekiwań.
Przed jednym wyjazdem służbowym na dwa tygodnie kazała nam utrzymać porządek jak w muzeum. Dla niej okruszki na dywanie czy włos w łazience to był dramat, a brudne talerze to już dosłownie wstęp do katastrofy sercowej. Gdy była w domu, z Piotrem robiliśmy wszystko, żeby mieszkanie było idealne.
Na jej wyjazd planowaliśmy chwilę relaksu od tej wiecznej czystości tylko na chwilę. Posprzątamy przed jej powrotem. Tylko zabawne, bo ona specjalnie podała zły termin powrotu i chciała nas złapać na gorącym uczynku z bałaganem w domu. I jeszcze przyprowadziła swoje koleżanki, żeby zrobić ze mnie przykład przed nimi.
Na szczęście Bartek wszystko mi wyśpiewał dzięki niemu wiedziałam, jaki ma plan! Wkurzyłam się wtedy okropnie, zebrałam całą swoją energię i wysprzątałam mieszkanie na błysk. I spokojnie czekałam.
Teściowa wparowała ze swoją świtą: trzy sąsiadki, kierowca z uśmiechem od ucha do ucha. Wchodzą po cichu, myśli, że nas przyłapie, a tu… apartament lśniący, podłogi aż świecą, pachnie środkami do czyszczenia, nie do poznania!
Koleżanki teściowej oglądały mieszkanie z rozdziawionymi buziami, a ona kręciła się po kątach, wściekła, szukała dziury w całym, a ja z luzem, ocierając pot z czoła i chowając cicho odkurzacz, zapytałam: “Mamo, gdzie znalazłaś taki czysty dywan?”
Teściowa była tak zażenowana! Wbiła się jak widelec w ziemniaka, patrzyła po wszystkich kontach, desperacko szukając brudu. Ja w myślach trzymałam kciuki: Nie znajdziesz, nie ma szans.
No i dzięki tej akcji w pracy zrobiła się z niej pośmiewisko, nikt już nie słuchał jej plotek, a nawet zaczęli stawać po mojej stronie. To był mocny cios dla jej dumy. Minęło już siedemnaście lat, a ja wiem, że do dziś to pamięta.
O matko, to była zemsta idealna. Gdybyś widziała jej minę… bezcenna. I cała akcja nie do zapomnienia!



