JAK PTAK NA GŁOS WABIKA
Dziewczyny, za mąż wychodzi się raz na zawsze. Trzeba być z ukochanym człowiekiem aż do ostatniego tchu. A nie tułać się bez końca po świecie w poszukiwaniu tej drugiej połówki. Tak można już pozostać tylko obgryzionym jabłuszkiem.
Żonaty facet to tabu. Nawet nie próbujcie zaczynać z nim czegokolwiek. Myślisz sobie: trochę się pobawię i rozstaniemy się. Wpadniesz w przepaść. Oboje. A przewrotne szczęście i tak cię ominie.
Moi rodzice są razem już pięćdziesiąt lat. Są dla mnie wzorem. Chcę znaleźć swoją miłość i strzec jej jak źrenicy oka tak rozważałam wśród przyjaciółek, mając dwadzieścia lat. Mądre rady wpoiła mi babcia. Wierzyłam jej słowom bezgranicznie.
Dziewczyny chichotały jednogłośnie:
Nie rozśmieszaj nas, Kasia. Zakochasz się w żonatym, zobaczymy, jak z niego zrezygnujesz
Tylko przyjaciółkom nie powiedziałam, że moja mama przed ślubem urodziła moją starszą siostrę, nie wiadomo od kogo. Był to niewybaczalny wstyd na całą wieś. Pięć lat później pojawiłam się ja, ale już w małżeństwie. Tata pokochał mamę do szaleństwa i przeżyli razem całe życie. Musieliśmy opuścić rodzinne strony. Już od młodości postanowiłam: żadnych nieślubnych dzieci, żadnych żonatych mężczyzn.
Los napisał dla mnie jednak własny scenariusz
Z siostrą Martyną nigdy się nie rozumiałyśmy. Cały czas wydaje jej się, że rodzice mnie kochają i rozpieszczają bardziej niż ją. Martyna zazdrości. Całe życie mamy niepisane zawody: która z nas zdobędzie więcej miłości rodziców. Głupie to.
Szymona poznałam w klubie. Szymon był podchorążym, a ja pielęgniarką. Wieczór taneczny w pełni. Od razu pojawiła się między nami chemia. Po miesiącu wzięliśmy ślub. Szczęście mnie zalewało byłam do Szymona przywiązana jak ptak do śpiewającego wabika.
Po ukończeniu przez Szymona szkoły wojskowej wyjechaliśmy razem do przydzielonej jednostki. Garnizon był daleko od mojego rodzinnego miasta. Zaczęły się sprzeczki, nieporozumienia, ciche dni. Z nikim nie miałam się skonsultować, komu się wygadać mama była za granicą.
Na świat przyszła nasza córeczka Natalia. Lata dziewięćdziesiąte wszystko się wali, niepewność przyszłości.
Szymon odszedł z wojska i zaczął zaglądać do butelki. Na początku mu współczułam, pocieszałam. Może przeczeka, może wszystko się ułoży.
Szymon słuchał moich słów jednym uchem:
Kasia, wiem, że masz rację, ale nie umiem przestać. Po wypiciu czuję się, jakby cały świat był mój.
Potem Szymon zaczął znikać z domu raz na dzień, raz na tydzień. Któregoś razu wrócił po miesiącu, postawił na stole walizkę wypełnioną plikami złotówek.
Skąd to masz? pytam z niepokojem.
Jakie to ma znaczenie, Kasia? Korzystaj, wydawaj. Jeszcze przywiozę odpowiedział dumnie.
Schowałam tę walizkę, byle dalej od kłopotów. Nie ruszałam tych pieniędzy.
Szymon znowu zniknął. Pojawił się po pół roku. Był wychudzony, wycieńczony, agresywny. W oczach miał pustkę.
Kasia, zdejmij swoje złote pierścionki. Muszę spłacić ważny dług rzucił posępnie.
Nie rozumiem. Te pierścionki są od moich rodziców. Nie oddam, choćbyś groził!
Szymon, powiedz, co się z tobą dzieje? Chcę ci przypomnieć, masz rodzinę! niemal krzyknęłam.
Nie krzycz! Tak się sprawy potoczyły Pomożesz mi czy nie? Szymon podszedł bliżej.
Zaniepokojona, wyjęłam z kuchni tę walizkę:
Weź swój majątek. My z Natalką i tak sobie poradzimy.
Szymon zajrzał do środka:
Brałaś coś?
Ani grosza. To nie dla nas
To i tak za mało westchnął. Wymyślę coś innego.
Dał mi potem namiętną noc. Kochałam go, wybaczałam wszystko, przyciągało mnie do niego jak magnes.
Rano Szymon zaczął się pakować.
Na długo wyjeżdżasz? patrzyłam mu wiernie w oczy.
Nie wiem, Kasiu. Czekaj na mnie pocałował mnie i wyszedł.
Czekałam. Rok, dwa
W pracy, w szpitalu, zaczął się o mnie starać lekarz. Michał był żonaty. To mnie powstrzymywało. I nie tylko to. Czułam się zawieszona gdzieś między niebem a ziemią formalnie byłam mężatką, ale nie widziałam Szymona od ponad dwóch lat. Żadnych listów, żadnych telefonów, żadnych znaków.
Zbliżał się Sylwester. Wszędzie pachniało mandarynkami, wszędzie choinki, radość w powietrzu.
Dzwonek do drzwi. Na progu stanął Szymon.
Rzucam mu się w ramiona, całuję gorąco:
Nareszcie, kochanie! Gdzie byłeś tak długo?
Poczekaj, Kasiu, z tymi pocałunkami Musimy się szybko rozwieść. Urodził mi się syn. Nie chcę, żeby był bez ojca Szymon przestępował z nogi na nogę.
Zamarłam. Przed oczami zamigotało mi na biało. Z całej mojej wielkiej miłości został tylko popiół. Ale wiedziałam, że do tego to zmierzało. Nawet nie mrugnęłam okiem.
Dobrze, Szymon. Mówią, że rozlanej wody nie zbierzesz. Nie zatrzymam cię. Po świętach idziemy się rozwodzić. Całe życie wywrócone na lewą stronę.
Nie chcesz zobaczyć się z Natalką? To córka twoja, jest u koleżanki. Przyprowadzę ją, jeśli zaczekasz. Teraz i ona zostanie półsierotą
Wybacz, śpieszę się. Innym razem przytulę Natalkę Szymon odszedł.
Tego innego razu już nie było. Szymon nigdy więcej nie zobaczył córki Natalii. Staliśmy się sobie obcy.
Lekarz Michał, wyczuwając moje samotność, porwał mnie wir uczuć. Przestałam się przejmować, że kochany jest żonaty. Zasady przestały istnieć.
Michał umiał okazywać uczucia, uwodził jak nikt. Nie oparłam się tej namiętności. Nasz romans trwał trzy lata. Michał zaproponował ślub.
Nie, Michale. Nie zbudujemy szczęścia na łzach twojej żony i córki. Nasze drogi są różne łzy ściskały mi gardło.
Zdołałam przerwać tę szaloną historię. Musiałam odejść do innego szpitala. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Moim przeznaczeniem okazał się Wiktor.
Sam wychowywał syna. Była żona Wiktora miała już nową rodzinę i zostawiła mu chłopca.
Poznałam Wiktora w szpitalu, kiedy się tam leczył.
Zawsze żartował, rozśmieszał mnie. Tak wyżartował sobie moje serce.
Jego syn Dawid miał siedem lat, a moja Natalia osiem. Z Wiktorem związałam się pod szczęśliwą gwiazdą. Wszystko nam się układało, kochaliśmy się, radziliśmy sobie ze wszystkim. Dzieci podrosły, przynosiły kłopoty i radości. Z Wiktorem rozwiązywaliśmy wszystko wspólnie, bez tajemnic. Z drugim mężem naprawdę mi się poszczęściło. Strzegę go jak oka w głowie. On jest moim światłem.
Razem już od trzydziestu lat
Niedawno Szymon zadzwonił do mojej mamy:
Takiej kobiety jak Kasia jeszcze w życiu nie spotkałemCzasem wieczorami, kiedy Dawid i Natalia głęboko śpią, siedzimy z Wiktorem w cichym salonie, patrząc na siebie ponad filiżankami herbaty. Słucham śmiechu męża, nucę szeptem kołysanki z dzieciństwa i czuję, jak spokojnieje cały świat. Nie jest ważne, ile razy przełknęłam łzy, ile jabłek zostało obgryzionych po drodze. Wiem już, że szczęście nie leży w bezbłędnej przeszłości, tylko w odwadze, by po raz kolejny otworzyć serce.
Nigdy nie powiedziałam tego Wiktorowi, ale nauczyłam się latać dopiero wtedy, gdy nikt nie wołał mnie już na głos wabika kiedy sama wybrałam kierunek i skrzydła. Teraz, patrząc na życie, wiem: czasem najlepiej odnaleźć się, kiedy pozwolisz sobie zagubić się na chwilę. W końcu i tak trafisz tam, gdzie ktoś czeka z zapaloną lampką w oknie tylko dla ciebie.



