Wiesz co, muszę Ci się wygadać, bo mam wrażenie, że mi to wszystko już bokiem wychodzi! Wyobraź sobie, że moja teściowa, Zofia, powiedziała, że może nam pomóc przy dzieciakach latem. Teraz jest już na emeryturze, więc faktycznie ma dużo czasu, a my z Michałem mamy przecież trójkę urwisów i oboje pracujemy. Nawet nie mamy jak zaplanować normalnego urlopu czasem się tylko wymieniamy wolnymi dniami, jak któreś z dzieciaków zachoruje albo jest jakaś uroczystość w przedszkolu. Jak nam się trafi luzik, to skoczymy na Mazury na weekend, ale marnie z tym u nas bywa.
No i słuchaj, od trzech lat spłacamy kredyt hipoteczny na 20 lat, jak to w Warszawie bywa… Już mieliśmy dość wynajmowania mieszkań ciągle od nowa, więc postanowiliśmy w końcu wziąć swoje miejsce, mimo wyższych rat co miesiąc. Ale przez to w ogóle nie stać nas na wakacje wszystko idzie na franki, znaczy teraz złotówki. I wiesz, lato to przekichany okres z dzieciakami, bo przecież szkoła i przedszkole zamknięte na cztery spusty, a opiekunek nie chcę zatrudniać nie pamiętam już, kiedy miałam spokojną głowę.
No i naprawdę jestem wdzięczna Zosi, bo dzięki niej wiem, że moje dziewczyny Ola, Basia i Jagoda są bezpieczne w domu i się nie nudzą. Przed każdym wyjazdem do Siedlec zawsze robimy większe zakupy i bierzemy jej trochę gotówki, żeby mogła im kupić jakieś lody albo arbuza na upalne dni. Ona nigdy nie chce wydawać swojej emerytury, mówi, że ledwo wiąże koniec z końcem rozumiem to, nie? Ale opieka u niej i tak wychodzi dużo taniej niż niania.
Tyle że Pewnego dnia brat Michała, Tomek, też wpadł na ten sam pomysł i zostawił u babci swoją trójkę. Tylko że jego dzieci są dużo młodsze, rozwrzeszczane, musisz mieć na nie oko non stop i jeszcze przy nich śmigać. I wyobraź sobie zero jedzenia ze sobą, nawet bułek nie przywiózł, ani grosza nie zostawił Zosi! Skończyło się na tym, że my ze swojej wypłaty karmimy i jego dzieciaki.
Czuję się, jakbym była frajerką mam zarabiać, żeby ktoś inny miał wychowane dzieci?! Ile razy prosiłam Michała, żeby pogadał z Tomkiem, ale nic, nie rusza tematu, bo on nie chce się kłócić. A ja nie wiem już, jak rozwiązać to spokojnie, żeby się nie pokłócić w rodzinie masz jakiś patent na takie rozmowy z rodziną, żeby wyszło po ludzku, a nie na awanturę? Daj znać, bo ręce mi opadają!



