Dobrze pamiętam tę historię wydarzyła się na samym początku mojego małżeństwa, gdy ja i mój mąż, Tomasz, dopiero zaczęliśmy wspólne życie.
Już podczas naszego ślubu zauważyłam coś dziwnego, ale zignorowałam to. Ta osobliwość nie dotyczyła Tomka dla mnie był (i nadal jest) ideałem mężczyzny lecz jego mamy, mojej teściowej, pani Grażyny.
Cała sytuacja zaczęła się właśnie w dniu wesela. Była tak niezadowolona i spięta, jakby zamiast ślubu odbywał się pogrzeb. Po uroczystości również zachowywała się dziwnie. Jako że byliśmy młodzi i jeszcze nie mieliśmy własnego mieszkania, tymczasowo zamieszkaliśmy u niej w Warszawie.
Kiedy przekroczyliśmy jej próg, przyjęła nas z takim współczuciem i łaskawością, że przez chwilę uwierzyłam, iż naprawdę się cieszy z naszego szczęścia, a jej ponury wygląd ze ślubu to była tylko kwestia złego samopoczucia. Jednak za tym półuśmiechem kryła się skryta frustracja i drobne uszczypliwości. W zasadzie, zdawało się, że specjalnie mi dogryzała, wytykając różne rzeczy niby mimochodem.
Na przykład, potrafiła wstawać w środku nocy i myć talerze, które umyłam wieczorem. Kiedyś wstałam, zapytałam zdziwiona, co robi. Spojrzała na mnie z udawaną niewinnością i stwierdziła, że nie lubi brudnych naczyń. Czyli moje są niedomyte? Od tamtej pory zaczęłam wątpić w jej życzliwość.
Długo traktowałam jej przytyki jak życzliwe rady i zwierzałam się jej nawet z osobistych spraw, między innymi z drobnych nieporozumień z Tomkiem.
Okazało się, że dobry znajomy pracował jako kierowca w jej firmie i chłonął tam plotki o naszym życiu. Według opowieści Grażyny, mój mąż był biedakiem, ja natomiast rzekomo nim pogardzałam i polowałam na mieszkanie teściowej. Rodzinne gierki…
Od tego czasu w końcu zrozumiałam, że teściowa jest moim tajemniczym przeciwnikiem.
Miała obsesję na punkcie porządku jej mieszkanie w Warszawie błyszczało czystością jak sala operacyjna. Wymagała tego samego ode mnie i Tomka. Staraliśmy się bardzo, ale nigdy nie byliśmy w stanie w pełni jej zadowolić.
Pewnego razu, gdy wyjeżdżała na służbowy wyjazd na dwa tygodnie, kazała nam pilnować porządku. Drobinki kurzu na dywanie czy włosy w łazience mogły wywołać u niej atak paniki, a widok nieumytych garnków groził zawałem. Kiedy była w domu, żyliśmy pod presją nieskazitelnej czystości.
Na czas jej nieobecności planowaliśmy wreszcie trochę odetchnąć od sprzątania, zostawiając generalne porządki na dzień powrotu Grażyny. Ona domyśliła się naszych zamiarów i specjalnie podała nam niewłaściwą datę powrotu, planując zaskoczyć nas z grupą koleżanek o nietypowej porze i pokazać się od najlepszej strony.
Na szczęście mój przyjaciel, który znał jej plan, zdążył mnie ostrzec. Wzięłam to do siebie bardzo poważnie i zaczęłam sprzątać, jak nigdy dotąd, aż wszystko lśniło jak nowe.
W końcu teściowa przyjechała wraz ze swoimi koleżankami i uśmiechniętym kierowcą. Cichutko przekręciła klucz i weszły do mieszkania, jak radosna kawalkada.
Ich zdziwienie było ogromne. Mieszkanie prezentowało się jeszcze lepiej niż zwykle niczego nie mogły się przyczepić. Koleżanki Grażyny patrzyły na nią z niedowierzaniem, a ja z uśmiechem i lekko zadyszaną twarzą (schowałam właśnie odkurzacz) rzuciłam:
Skąd u Pani taki czyściutki dywan?
Grażyna była zdruzgotana, marszczyła się jeszcze bardziej niż zwykle i szukała wad w każdym kącie. W duchu myślałam: Nic tu nie znajdziesz, nic!. Zaciskałam kciuki ze spokojem.
Od tej pory teściowa stała się pośmiewiskiem w pracy, a jej plotki przestały mieć znaczenie wiele osób zaczęło mnie wspierać. Podkopałam jej pewność siebie i choć minęło już siedemnaście lat, jestem przekonana, że do dziś to wspomina.
Ciekawe, czy kiedyś mi to wybaczy…



