Jak okiełznać męża: Opowieść o Natalii, pięciu kotach, zmianie po chorobie i sile kobiet – historia o tym, jak nowe życie zaczyna się od własnych granic

Utemperować męża. Opowieść

Dziękuję wszystkim za wsparcie, polubienia, troskę, komentarze pod moimi opowiadaniami i subskrypcję. Ogromne podziękowania także za każdą złotówkę przekazaną mi i moim pięciu futrzakom.

Jeśli spodobało Ci się któreś z moich opowieści, podziel się nim wśród znajomych to dla autora zawsze radość!

Po powrocie ze szpitala Anna poczuła się znacznie lepiej i planowała od rana wrócić do swoich codziennych zajęć.

Jednak budząc się, poczuła nagle opór wewnętrzny.

Jej mąż, Marek, już dawno ćwiczył stawy.

Zawsze był wysportowany, a nawet emerytura nie zmieniła jego nawyków. Każdy poranek zaczynał od swoich ulubionych ćwiczeń na ból kolan i łokci.

Anna zazwyczaj biegła najpierw do kocicy Klemensji, aby posprzątać jej kuwetę.

Potem karmiła ukochaną Klemensję oraz wiernego Baltazara zawadiackiego kundelka, zmywała w przedpokoju i kuchni ślady nocnych psot swoich zwierzaków. I spieszyła się, by jak najszybciej wyprowadzić Baltazara na poranny spacer.

W ciągu dnia i wieczorem na dłużej wychodzili już razem, ciesząc się ciszą pobliskiego parku. Ale rano, gdy Marek był zajęty swoim zdrowiem, Anna musiała wszystko ogarnąć sama.

Wracała więc ze spaceru, żeby przygotować prosty, ale tradycyjny śniadanie twarożek z miodem i bakaliami, czasem placuszki serowe, na zmianę z omletem albo jajkami na miękko.

Dla niej ta poranna krzątanina była jak swego rodzaju gimnastyka, ale lekarze w szpitalu, dowiedziawszy się o jej trybie dnia, zalecili prawdziwe ćwiczenia domowe obowiązki tego nie zastąpią.

Marek po swoich ćwiczeniach ścielił pościel, często narzekając, że to nie jest robota dla chłopa i że wszystkie domowe troski spadły na jego barki. Dwa razy w tygodniu nastawiał pranie w pralce, odkurzał, niekiedy złośliwie komentując, że znowu nic nie jest naprawdę porządnie zrobione.

Na koniec zawsze zmywał po śniadaniu, uważając, że dzięki temu w znaczący sposób odciąża żonę.

Po śniadaniu Anna zabierała się za gotowanie obiadu, a potem siadała do komputera. Na emeryturze dorabiała sobie trochę, nie lubiła liczyć złotówek.

Marek jej dorywczą pracę traktował z przymrużeniem oka, a chęć kupowania nowych ubrań uważał za marnowanie pieniędzy. W końcu szafy pełne ciuchów!

Anna zwykle mu ustępowała, bo ubrania naprawdę były jej obojętne, a Marek chwalił zawsze, jak świetnie wygląda na tle rówieśniczek. Ona nie protestowała też, gdy mąż kupował już trzecią wkrętarkę, czy kolejne narzędzia na te śmieszne jej zarobki.

Jednak nagła choroba zmieniła wszystko, aż sama się tego przestraszyła…

Do szpitala trafiła karetką zemdlała na ulicy, gdy szła po zakupy.

Lekarze nie mogli uwierzyć, jak ona w ogóle mogła samodzielnie się poruszać, patrząc na fatalny wynik jej badań.

Nawet Marek się zląkł, widząc bladą żonę pod kroplówką. Sam ledwo dawał radę w domu z codziennymi sprawami i nie mógł się nadziwić, jak wiele tego jest.

Czekał tylko, aż żonę wypiszą do domu, bo naprawdę ją kochał i mocno się o nią martwił…

Przez pierwsze dni po powrocie Anna leżała zgodnie z zaleceniami lekarzy. Marek krzątał się wokół niej, co chwila pytał:

No co, Anka, lepiej już? Jeszcze nie do końca? Ale wyglądasz lepiej, nie jesteś taka sina jak wtedy.

I śmiał się,

Nie rozleniwiaj się za bardzo, bo zapomnisz, jak się chodzi, a leżeć też niezdrowo! Czas wracać do normalnego rytmu…

Anna zgadzała się z nim, ale nie ze wszystkim. Dziś rano nie poczuła żadnej chęci rzucać się na cały wachlarz domowych obowiązków.

Spojrzała na Marka, który z powagą powtarzał swoje ćwiczenia stawów i najwyraźniej oczekiwał, że żona też wreszcie zabierze się za swoje.

Po raz pierwszy od dawna nie zobaczyła w nim opiekuńczego męża, tylko faceta, który sam nieświadomie znów chce włożyć jej na barki, tego dnia już zbyt ciężki, domowy worek.

Poczuła bunt!!!

Przypomniały jej się słowa pani doktor, wypowiedziane tym troskliwym, stanowczym tonem, która teraz wybrzmiewała jej w głowie jak dzwon alarmowy.

Nie myśli pani o sobie, przyzwyczaiła pani męża do tego. Jemu się wydaje, że wszystko przychodzi pani z łatwością, nie męczy się pani. Przecież robi pani tyle rzeczy z uśmiechem, nie narzekając? A panią tu przywieźli z ciężką niedokrwistością, wyniki trzykrotnie poniżej normy, chce pani żyć?”

W szpitalu od razu podano jej kroplówkę, potem pięć razy przetaczano krew, aż wróciły przyzwoite wyniki.

To był jej pierwszy raz z przetaczaniem. Anna, patrząc na cienką rurkę wpuszczającą do żył nieznaną krew, myślała:

Niesamowite, mam w sobie krew pięciorga zupełnie obcych osób. Ocalili mi życie. Teraz żyje we mnie coś nowego czy to mnie zmieni?

Chyba nie bez powodu przyszły jej do głowy te myśli.

Po powrocie do domu Anna ze zdumieniem odkryła, że już nie zamierza się tak poświęcać mężowi.

Oczywiście, lubi Marka, on ją też, chociaż często narzeka, a jednak robi sporo więcej niż niejeden facet. Jednak we własnych obowiązkach widzi wielką wagę, a jej pracę i starania umniejsza.

Dotąd Anna przyjmowała to po dobroci zawsze była wyrozumiała. Teraz jednak coś się w niej przełamało.

Nagle zapragnęła więcej czasu dla siebie i swoich dawnych pasji chociażby pograć na starym pianinie, które tylko zbierało kurz w kącie, albo zająć się czymś jeszcze, o czym dawno marzyła.

Wstała i z zamyśleniem zaczęła ćwiczyć obok Marka. On nie wytrzymał i z niedowierzaniem rzekł:

Ciebie tam nie przeleczyli za bardzo, Anna? Co ty, na stare lata o siebie nagle zadbać chcesz? Przecież wyglądasz świetnie, lepiej nakarm kota i psa, przygotuj śniadanie, zaraz człowiek głodny padnie.

Lekarka mi zaleciła odpowiedziała Anna twardo, czego Marek się nie spodziewał. Powiedziała, że jeśli nie zacznę wreszcie dbać o siebie, długo nie pociągnę. Co, chcesz mieć wdowiecza?

Na męża wyrażenie twarzy jakiego jeszcze nie widziała. Chyba Marek sądził, że żonie ta fanaberia zaraz minie, to pewnie przez szpital, myślał. Nawet nie narzekał, kiedy po ćwiczeniach Anna oznajmiła:

Tak, ja teraz karmię Klemensję i Baltazara, a ty idziesz z psiakiem na spacer. A w tym czasie ja robię śniadanie, będzie szybciej…

Sama się zdziwiła, jak szybko Marek się zgodził. W duszy jednak czuła niespotykane rozdarcie.

Jakby nagle pojawiła się w niej nowa siła, a właściwie pięć sił, wskazujących drogę, mówiących jasno, że ma prawo wyrzucić stare ubrania i kupić coś nowego za własne, uczciwie zarobione pieniądze.

Podpowiadały, żeby regularnie ćwiczyć, być w formie, może nawet wrócić do muzykowania.

Wyliczyła dokładnie pięć mocnych postanowień i nagle przyszła jej do głowy myśl:

No jasne, w końcu przetaczali mi krew pięć razy, od pięciu osób. Od nich dostałam tyle siły i odwagi, żeby robić konkretne kroki!
Przecież mówi się, że przy przeszczepach ludzie przejmują czasem czyjeś zainteresowania, nawet wspomnienia czy talenty. Nie raz słyszała, że ciężka operacja potrafi nagle wydobyć z człowieka nowe zdolności.

Teraz, kiedy patrzyła na Marka, zamiast dawnego posłuszeństwa, czuła pewność siebie, wypływającą z lekarskich zaleceń i tej nowej energii, wyraźnie krążącej w żyłach.

Widziała, że mąż próbuje pojąć, co się dzieje jego świat, w którym Anna była zawsze cicha i wygodna, zaczynał się chwiać u podstaw.

Wiesz co, Marek odezwała się bez cienia lęku o jego reakcję trochę rozumiem, czemu całe życie uważałeś, że nic nie robię. Po prostu nie widziałeś. Nie widziałeś, ile się staram, jak się męczę, jak wszystko robię dla ciebie.

Ale teraz, myślę, nie pozostanie ci to już niezauważone. Spodziewaj się, że wyrzucę stare sukienki i płaszcze, i kupię nowe. A do tego wracam do pianina przecież śmiałeś się zawsze, że muzykę skończyłam, a umiem tylko Psią melodię i Cygańskie tango? To proszę, posłuchaj…

Otworzyła instrument, położyła palce na klawiszach i sama nie wiedząc skąd zagrała coś pięknego, zapomnianego, a jakże przecież swojskiego.

Marek patrzył na nią z zachwytem, mruknął cicho pod nosem:

Anka, jak ty to robisz? Przecież nigdy nie umiałaś tak grać… Jakbyś się zmieniła…

Na jego twarzy pojawiło się zmieszanie i coś na kształt niepokoju.

Przywykł do jednej Anny, a tymczasem przed nim stała zupełnie inna kobieta. Silniejsza, bardziej zdecydowana. Ta przemiana wydawała mu się niepojęta i trochę budziła lęk.

Anna uśmiechnęła się.

To nie był dawny, przepraszający uśmiech, lecz prawdziwy, płynący z radości. Czuła, jak wewnątrz niej rozgrzewa się płomień, rozniecony pięcioma nowymi iskrzeniami życia. Ten ogień miał przynieść jej coś więcej niż przetrwanie miał jej dać prawdziwe życie.

Życie pełnią, z miejscem zarówno dla siebie samej, jak i własnych marzeń. I może nawet z nową, dojrzalszą miłością do męża opartą nie na wyrzeczeniu, a na wzajemnym szacunku.

Nie wiedziała, kim byli ci ludzie ci pięciu dawcy, ale musieli być silni i utalentowani.

Oni nie tylko uratowali jej życie, ale sprawili, że jej codzienność nabrała głębi i prawdziwej radości.

Marek patrzy na swoją Annę z zachwytem.

Mówi się, żeby nie pytać, dlaczego spotyka nas choroba albo trudności.

Ważniejsze, po co się to wydarzyło być może po to, by dać drugą szansę i pokazać, jakie życie jest piękne.

Jak cudna może być wiosna, zima, plucha i mróz. Każdy dzień jest cudem i niebo, i pierwszy, i ostatni promień słońca.

I uśmiech bliskich, i ich pomoc, i ich słabości bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…

A gdy kochający mąż zaczyna marudzić i narzekać, trzeba mu czasem przypomnieć, że jest mężczyzną…

Dopóki możemy, żyjmy pełnią, doceniajmy wszystko, co mamy tylko tak się da…

Rate article
Fajna Tajna
Jak okiełznać męża: Opowieść o Natalii, pięciu kotach, zmianie po chorobie i sile kobiet – historia o tym, jak nowe życie zaczyna się od własnych granic