Jak Ninka planowała swoje wesele

Nikt na wsi nie pojmował, czemu w miłości tak pechowo wiodło się Agnieszce. Przecież dziewczyna twardo stąpa po ziemi, wszystko ma, rozum nie lada i urodę niebylejaką. Praca też jak marzenie – weterynarz w wielkim gospodarstwie rolnym koło Tczewa. Może cała sprawa tkwiła w tym, że Agnieszka była przyjezdna? I, nie ma co kryć, różniła się od tutejszych kobiet.
– Żeby tylko ta Agnieszka trochę królewską koronę na bakier przesunęła, spojrzyjcie, może i cień faceta by się w domu pojawił. Jasne, tych porządnych to dziś jak szpilek w stogu siana, ale zawsze to męski duch – rzuciła Katarzyna, inicjując wieczorną dysputę na drewnianych ławach. Ona zawsze pierwsza zaczynała rozprawiać o walorach i słabościach mieszkańców wsi. Nowiny tułową zawsze znała, zanim w ogóle się wydarzyły.
Miała jednak oponentkę – Halinę. Przyjaźniły się od młodości, a równie długo się sprzeczały. Jeśli Halina twierdziła „białe”, Katarzyna z pianą w ustach dowodziła „czarnego”.
Baby natychmiast zwróciły się ku Halinie, czekając na kolejny odcinek komedii. Ta nie kazała długo czekać.
– Co to za nowiny? Żeby w domu śmierdziało brudnymi skarpetami, to trzeba przez siebie przejść. Nie, baby, wy ją posłuchajcie! I niczegoś od chłopa nie trzeba, niech tylko smród po izbie niesie, a kobieta niech haruje. Tfu, lepiej już z tą koroną chodzić!
Katarzyna aż się oburzyła.
– Co ty pleciesz, co ty się tu wygadujesz, nic nie rozumiejąc? Kobiecie wypada żyć z mężczyzną! Żeby on w domu był!
– Nie, ty mi wytłumacz, po co? Sama mówisz, że chłopy tylko ostatki zostały! Po kogo go? Żebyś mu chuchaniem służyła?
Katarzna nie wytrzymała, zerwała się z ławy.
– O, głupia baba! A dziecko to się chyba musi urodzić?
– To ty głupia! Dziecko urodzić, a potem ciągnąć na sobie tego tak zwanego chłopa po wsze czasy! Czy nie lepiej do miasta pojechać, znaleźć porządnego, przystojnego, i tego dziecka się dorobić? I nie karmić dożywotnio pasożyta-opoja, tylko żyć po swojemu?
Baby oniemiały. Najgorętsze kłótnie przyjaciółek wybuchały zawsze wokół moralności. Raz się tak zwaśniły, że miesiąca nie rozmawiały. Nawet na ławki nie wychodziły. Starym babom wtedy niewymownie nudno było. A chodziło o to, że Katarzyna miała jednego męża, którego pochowała już z dwadzieścia lat temu, Halina zaś trzech, a teraz zalecał się do niej Wasyl-piecarz, proponując wspólną gospodarkę. Halina sama pod siedemdziesiątkę, a były piecarz chyba pod osiemdziesiątkę, i nic.
Toteż sądy przyjaciółek w tej materii zawsze się różniły.
I teraz też mogło się skończyć wielką awanturą, gdyby nie nagle pojawił się przedmiot dyskusji.
– Witajcie, dziewczęta!
Agnieszka zatrzymała się i patrzyła na staruszki z uśmiechem, przytrzymując koszyk.
– Witaj, Agnieszko! Czyżbyś z miasta?
– Ze stolicy, Kasiu. A przywiozłam właśnie krople na pchły dla kotków, więc mówcie, u kogo się drapie, zajdę, zakroplę.
– Oj, Agnieszko, u kotka przecież pchły być muszą! – zawołała Katarzyna.
– Ależ, Tatianno Egorówno, nie gadajcie tak. Dziś mamy takie kropelki – raz kapniesz i pół roku możesz swojego futrzaka z łóżka nie spędzać.
Tutaj znów zabrała głos Halina. Spojrzała z góry na przyjaciółkę i rzekła:
– Agnieszko, dzięki, wpadnij do mnie. Ja, w przeciwieństwie do różnych zaściankowych osób żyjących w ubiegłym wieku, doceniam nowoczesność. A na takie gadanie nie zwracaj uwagi, nie dziwiłabym się, gdyby w łaźni jeszcze popiołem się szorowały.
Halina aż zatrzęsła się drobnym dygotem od śmiechu. Katarzyna z kolei zaczerwieniła się ze złości.
Agnieszka tylko się uśmiechnęła. Po sześciu latach życia na wsi przywykła, że życia osobistego tu nie ma i być nie może, istnieje tylko zb
Nina uśmiechnęła się do siebie, patrząc, jak jej ukochany prosiaczek radośnie ryje w ziemi, i pomyślała, że czasem to właśnie zwierzęta są najlepszymi towarzyszami życia, a zamążpójście może poczekać, bo prawdziwe szczęście znalazła tu, w swojej zagrodzie, pod czujnym, acz plotkarskim okiem sąsiadek i wiejskiej przyrody.

Rate article
Fajna Tajna
Jak Ninka planowała swoje wesele