Jak teściowa została bez dachu nad głową
Jestem przekonana, że nie musimy utrzymywać mojego szwagra i jego rodziny, ani też wynajmować im mieszkania za nasze pieniądze. Od początku zaznaczam: trzypokojowe mieszkanie, w którym teraz mieszkamy, to moja własność. Kupiłam je jeszcze przed ślubem, w fatalnym stanie. Ciężko to nazwać komfortowym lokum drzwi wejściowe ledwie trzymały się futryny. Najważniejsze jednak, że cena była dobra, a potem powoli wszystko wyremontowałam. Ale nie o tym chciałam opowiedzieć.
Kiedy poznałam mojego męża, remont dwóch pokoi był już ukończony, a nawet kilka mebli stało już na swoim miejscu. Mieszkanie zaczęło być przytulne.
Mój mąż, Przemysław, był wysoki, przystojny i poznaliśmy się, kiedy wynajmował pokój na Gocławiu. Po kilku miesiącach znajomości zamieszkał ze mną. Gdy wzięliśmy ślub, urządziliśmy dla dziecka kącik w jednym z pokoi. Najpierw urodził się nam syn, później córka.
Wszystko układało się wspaniale, aż pewnej nieprzyjemnej, jesiennej nocy naszą rodzinną idyllę przerwała moja teściowa, pani Grażyna. Pojawiła się niespodziewanie z walizkami. Cała zapłakana stanęła w progu:
Czy mogłabym tu pomieszkać przez jakiś czas? Mój młodszy syn sprowadził do mnie dziewczynę. Może im się ułoży, może zostanie jego żoną, a oni do późnej starości będą razem żyć Nie zabawię tu długo, będę pomagać, odbierać dzieci z przedszkola lub szkoły, gotować im coś do jedzenia. Nikogo oprócz was nie mam!
Łzy leciały jej ciurkiem, więc nie wypadało odmówić. Daliśmy jej największy z pokoi. Grażyna była już dawno na emeryturze, opiekowała się wnukami, jak obiecała, a do siebie nie wracała, bo jej najmłodszy syn, Łukasz, urządzał tam własne gniazdko. Zamieszkał w jednopokojowym mieszkaniu po matce z młodą żoną i dwójką dzieci. Jedno z dzieci pochodziło z ich związku, drugie żona miała z poprzedniego małżeństwa.
Wiele lat wcześniej, szwagier Łukasz zaraz po technikum ożenił się z koleżanką z klasy. Moi teściowie wtedy sprzedali swoje duże mieszkanie za uzyskane pieniądze kupili sobie malutką kawalerkę, a synowi dwupokojowe mieszkanie. Potem teść, pan Zbigniew, zachorował i zmarł.
Z czasem Łukasz rozwiódł się z żoną, zostawił jej to mieszkanie, a ona z nowym partnerem i trojgiem dzieci mieszkała tam dalej. Po tym wszystkim syn wrócił do matki. Powiedział jej wtedy:
Mamo, zamieszkam z tobą. Mam teraz wolną rękę, dużo planów, ogarnę się i ruszę dalej. Jednak rzeczywistość nie była taka prosta. Po kilku miesiącach Łukasz przyprowadził do matki nową partnerkę.
Każdy weekend teściowa przywoziła do naszego mieszkania dzieci Łukasza z pierwszego małżeństwa i dzieci jego obecnej żony. Mieszkanie zamieniało się w prawdziwy dom wariatów.
Po roku powiedzieliśmy Grażynie, że musi coś wymyślić w sprawie swojego mieszkania. Znowu pojawiły się łzy i histeria.
Postanowiłam porozmawiać z Łukaszem, że czas zwolnić mieszkanie matki. Jednak odparł, że ma niską pensję i gromadkę dzieci, nie ma za co wynajmować mieszkania i nigdzie się nie wyprowadzi. Co miałam robić?
Moje relacje z teściową bardzo się ochłodziły. Nie miałam już ochoty wracać po pracy do domu. Otworzyłam się przed mężem, poprosiłam, żeby w końcu zajął się sprawą mieszkania dla mamy, bo inaczej wniosę o rozwód.
Mężowi odebrało mowę. Nie miał pojęcia, gdzie podziać matkę, przecież nie wyrzuci kobiety na bruk.
Zaproponowałam, żeby Grażyna wynajęła sobie kawalerkę mamy na to środki. Teściowa kategorycznie się nie zgodziła na wynajmowane mieszkanie; stwierdziła natomiast, że powinniśmy wynająć dwupokojowe mieszkanie Łukaszowi z rodziną, a ona wtedy wróci do siebie.
Uważam to za przesadę i jasno powiedziałam, że jeśli w ciągu tygodnia teściowa nie zdecyduje się wyprowadzić, to jej rzeczy znajdą się za drzwiami. Jaką mam alternatywę?
Nie uważam, żebyśmy byli zobowiązani do utrzymania brata męża i jego rodziny, czy załatwiania im dachu nad głową. Czasem życie wymaga trudnych decyzji, by nie pozwolić innym żerować na naszym dobru, nawet jeśli to rodzina. Nie można pozwolić, by poczucie obowiązku wobec bliskich odbierało nam własne szczęście i spokój rodzinny.



