Jak moja teściowa została bez dachu nad głową
Słuchajcie, ja naprawdę nie uważam, że to nasz obowiązek utrzymywać mojego szwagra z rodziną i jeszcze opłacać im wynajem. Tak od razu mówię jestem właścicielką trzypokojowego mieszkania, w którym teraz mieszkamy. Kupiłam je na długo przed ślubem i powiem wam, że stan był, łagodnie mówiąc, dramatyczny drzwi wejściowe trzymały się chyba tylko na dobre słowo. Ale cena za to była, jak to się mówi, do przełknięcia, a resztę ogarniałam kawałek po kawałku. No, ale nie o tym.
Gdy poznałam mojego obecnego męża przystojny facet, wysoki, wynajmował wtedy kawalerkę u mnie już dwa pokoje były po remoncie, nawet parę mebli stało. Jakieś pół roku później zaproponowałam, żeby się wprowadził, no a po ślubie zamieniliśmy jeden pokój w królestwo dzieci. Najpierw urodził się syn, po nim córka oboje, rzecz jasna, o typowo polskich imionach.
Idylla trwała, aż do czasu, kiedy pewnego listopadowego wieczora moja teściowa pojawiła się z walizkami, oczywiście cała zaryczana:
Mogę się u was trochę zatrzymać? Twój brat wprowadził znowu jakąś pannę do mojego mieszkania! Może się ułoży, może będą razem do grobowej deski długo nie zabawię, będę wam dzieci odbierać z przedszkola, obiady gotować! Przecież nikogo nie mam, tylko was!
Tyle płakała, że serca były miękkie daliśmy jej największy pokój. Teściowa była już wtedy na emeryturze i rzeczywiście, dzieci niańczyła, jak obiecała. Sama nie pojawiała się u siebie, bo jej ukochany młodszy synek urządzał tam nową rodzinę. W jednopokojowym mieszkaniu mojej teściowej mieszkał z żoną nr 2 i dwójką dzieci jedno swoje, drugie pożyczone z poprzedniego układu.
Tu warto wrócić w czasie: szwagier po maturze ożenił się z jakąś koleżanką, teściowie sprzedali swoje wielkie M, żeby jemu kupić dwa pokoje, a dla siebie kawalerkę. No i wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że teść poważnie zachorował i odszedł.
A szwagier rozwód, dwójka dzieci, mieszkania oddane dla pierwszej żony. Teraz ona ma nowe życie, nowego męża, do tego jeszcze dzieci A nasz bohater wrócił do matki i oświadczył:
Mamo, będę tu mieszkał, bo jestem wolnym człowiekiem pełnym marzeń! No i jakoś tam, wiadomo, może się odbiję.
Odbił się na tyle, że po kilku miesiącach przyprowadził kolejną narzeczoną na metraż mamy. A teściowa co tydzień kursowała z gromadką dzieci od pierwszej żony, od drugiej, trochę swoich, trochę cudzych Cyrk na kółkach.
Minął rok, powiedzieliśmy teściowej, że czas przestać u nas mieszkać i pora coś ze swoim lokum zrobić. No i się zaczęło: łzy, nerwy, wrzaski
Zebrałam się w sobie idę do szwagra, tłumaczę, że czas się wynieść od mamy. On na to, że gdzie, jak, dlaczego, przecież dzieci, przecież pensja marna, za wynajem nie da rady. Jakby tylko on miał w Polsce małą pensję
Sytuacja z teściową coraz bardziej się gmatwała. Dochodziło do tego, że wracać do domu mi się nie chciało. W końcu siadłam z mężem, mówię wprost: albo rozwiążesz temat swojej mamy, albo załatwiamy sprawę rozwodową.
Mąż w szoku bo przecież gdzie ta biedna mama pójdzie, no bo jak, przecież nie wyrzucimy jej na bruk. Powiedziałam: Niech mama wynajmie sobie kawalerkę na to akurat nas stać. Ale nie, teściowa postawiła sprawę jasno: ona się nie ruszy, dopóki nie wynajmiemy dwupokojowego dla mojego szwagra i jego menażerii, bo ona wraca do domu.
No, ręce mi opadły. Powiedziałam twardo: za tydzień twoje rzeczy będą na korytarzu, proszę bardzo. Co miałam zrobić? Utrzymywać dorosłego chłopa i jego rodzinę? Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli taki obowiązek! I wcale mnie to nie bawi.



