Jak teściowa została bez mieszkania
Jestem przekonana, że nie musimy utrzymywać mojego szwagra i jego rodziny, ani fundować im mieszkania. Od razu zaznaczam, że to ja jestem właścicielką trzypokojowego mieszkania, w którym mieszkamy. Kupiłam je tuż przed ślubem, w opłakanym stanie. Drzwi wejściowe ledwo się trzymały na zawiasach, ale cena była bardzo korzystna. Remont robiłam stopniowo, własnym sumptem. Ale nie o tym chcę opowiadać.
Kiedy poznałam mojego męża, dwa pokoje były już wyremontowane, a w środku stało trochę podstawowych mebli. Mieszkanie zaczynało wyglądać na przytulne i do życia.
Mój mąż, Tomasz, był wysoki, przystojny i mieszkał w wynajętej kawalerce w Warszawie. Po kilku miesiącach znajomości przeprowadził się do mnie. Po ślubie urządziliśmy pokój dziecięcy w jednym z pokojów, a niedługo potem na świat przyszli najpierw nasz syn, a potem córka dwójka naszych małych radości: Maciek i Jagna.
Wszystko wyglądało idyllicznie, aż do pewnej zimnej, jesiennej nocy, kiedy naszą codzienność zburzyła teściowa. Przyjechała, cała zapłakana, z walizkami w rękach.
Mogę się u was zatrzymać na jakiś czas? pytała załamana. Mój drugi syn, Piotr, sprowadził do mojego mieszkania swoją narzeczoną. Mam nadzieję, że im się wszystko ułoży, może założą rodzinę, to może i zamieszkają tam na stałe. Długo nie zostanę, pomogę wam przy dzieciach, odbiorę je z przedszkola, ugotuję obiad. Naprawdę nie mam nikogo prócz was!
Było mi jej żal, więc wpuściłam ją. Oddaliśmy jej największy pokój. Teściowa już od lat była na emeryturze, więc opiekowała się wnukami zgodnie z obietnicą. Tymczasem w jej mieszkaniu w bloku na Pradze życie układał sobie młodszy syn z nową żoną i dwójką dzieci: jedno swoje, drugie żona miała już z poprzedniego związku.
Dawno temu Piotr, zaraz po liceum, ożenił się z klasową koleżanką. Moi teściowie sprzedali wtedy swoje mieszkanie, za pieniądze kupili dla siebie kawalerkę, a dla młodego małżeństwa dwupokojowe mieszkanie. Wkrótce potem teść poważnie zachorował i zmarł.
Szwagier rozwiódł się po kilku latach, pozostawił swoje mieszkanie żonie i dzieciom. Teraz tam ona mieszka z nowym partnerem i trzema potomkami. Piotr wrócił wtedy do matki.
Mamo, wprowadzam się na chwilę powiedział. Jestem wolny, będę szukał czegoś, rozumiem, że to niewygodne, ale szybko rozwiążę swoją sytuację. Oczywiście mijały miesiące, aż w końcu do matki sprowadził kolejną partnerkę.
Co weekend teściowa przywoziła do nas wnuki z poprzednich małżeństw Piotra i te z obecnego związku. W mieszkaniu panował nieustanny harmider.
W końcu, po roku tego zamieszania, powiedzieliśmy teściowej, że czas najwyższy rozwiązać sprawę. Znowu się popłakała i zaczęła dramatyzować.
Musiałam sama porozmawiać ze szwagrem. Uświadomiłam mu, że mama potrzebuje wrócić do siebie, że najwyższa pora znaleźć sobie inne lokum. Niestety on się nie zgodził stwierdził, że ma dzieci i skromną wypłatę, dlatego nie stać go na wynajem mieszkania w Warszawie. Co miałam zrobić?
Relacje między mną a teściową z dnia na dzień się pogarszały. Czułam niechęć do powrotu do własnego domu. Podjęłam decyzję zamierzałam poważnie porozmawiać z mężem, powiedzieć mu jasno: albo znajdziemy rozwiązanie dla teściowej, albo złożę pozew o rozwód.
Mąż był w szoku. Nie wyobrażał sobie, by wyrzucić własną matkę na bruk. Ale powiedziałam mu otwarcie, że stać nas, by wynająć jej kawalerkę, jak trzeba przecież mamy trochę oszczędności w złotówkach. Teściowa jednak była nieugięta: Nie pójdę na wynajem! Wynajmijcie dwupokojowe mieszkanie Piotrowi, a ja wracam do siebie”.
Dla mnie to było już przegięcie. Zagroziłam, że jeśli w ciągu tygodnia nie opuści naszego mieszkania, po prostu spakuję jej rzeczy i wystawię na klatkę. Co mi innego zostało?
Nie widzę powodu, dla którego powinniśmy utrzymywać dorosłego szwagra z rodziną, ani kupować im mieszkania każdy jest odpowiedzialny za własne życie. Czasem trzeba postawić granicę, nawet jeśli boli bo nikt nigdy nie nauczy się samodzielności, jeśli będzie miał wszystko podane na tacy.



