Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio działo z moją ciocią. Wiesz, ciocia Grażyna ma już siedemdziesiąt osiem lat, a jej rodzina to trzy siostry jedna z nich to moja mama. Zawsze była trochę kolorową postacią, a to już dziesiąty raz zmieniała męża! Jej ostatni, pan Henryk, zmarł dobre dziesięć lat temu. Dzieci nigdy nie miała, zupełnie jakby dom był jej całym światem. Mieszkali w takim starym domku na wsi pod Olsztynem dwa pokoje i wychodek na podwórku, nawet bieżącej wody nie było.
Pan Henryk, wiesz, śmieszek, taka dusza towarzystwa. Jeździliśmy do nich z rodzicami dość często. Ta młodsza siostra cioci, Ela, od lat mieszka w Szwecji, ale zawsze utrzymywały jakiś kontakt przez telefon.
Jak pan Henryk odszedł, to już musieliśmy się pojawiać tam częściej. Kupowałam węgiel i drewno na własny koszt, bo przecież zimy na Mazurach srogie. Pomagaliśmy jej w ogródku, porządki i sadzonki, totalny full serwis. Nigdy nie wzięliśmy od niej ani złotówki wiesz, to była taka nasza rodzinna misja. Ile razy prosiliśmy Grażynę, żeby do nas się przeniosła, bo przecież miałaby tu wszystko pod ręką, a ona jak zawsze: Ja miasto omijam szerokim łukiem!
No to ruszyliśmy z udogodnieniami. Najpierw wodociąg do domu, potem gaz podciągnięty i zamówiona ekipa do remontów. Zrobiliśmy jej łazienkę z prawdziwego zdarzenia na podwórku nawet dach się porządnie wymieniło. Chcieliśmy, żeby miała jak najlepiej. W podzięce ciocia obiecywała, że dom kiedyś zapisze naszym dzieciakom.
Byliśmy u niej zawsze, jak tylko zadzwoniła. I co dalej? Okazało się, że wyjechała do Eli, tej siostry w Szwecji. Normalnie obudziła się w nich taka siostrzana miłość! Niby wcześniej nie były ze sobą blisko, a teraz nagle najlepsze przyjaciółki. A dom? Powiedziała, żeby na razie został, że nie mamy się martwić.
Czasem myślę, że może jeszcze kiedyś wróci, bo Ela tam przecież ma własną rodzinę męża i dorosłą córkę, razem mieszkają. Trochę to wszystko skomplikowane.
Ale słuchaj dalej, bo robi się ciekawie. Miałyśmy z mamą klucze do domu cioci, więc wpadłam na pomysł, żeby podjechać w weekend zobaczyć, czy wszystko w porządku. Dojeżdżamy, a tu nasz klucz nie pasuje zamki wymienione. Na furtce białą farbą wymalowane Na sprzedaż.
Wracam do domu, szukam w internecie, a tu dom Grażyny już wystawiony na Otodomie. Zadzwoniłam do agenta nieruchomości i on mówi, że już sprzedany! Poszedł za prawie dwieście tysięcy złotych. Powiem Ci, wtedy tak mnie nerwy zjadły, że nawet nie zadzwoniłam do cioci.
Bez tych wszystkich remontów ten dom byłby nic nie wart, serio. Miesiąc później Grażyna sama zadzwoniła i powiedziała, że sprzedała dom i dała pieniądze swojej siostrzenicy tej córce Eli ze Szwecji. Siedzę teraz i nie wiem, jak spojrzeć na mojego męża, bo w końcu to nasze oszczędności w ten dom poszły. No i powiedz mi, jak tu nie zwariować przy rodzinie?



