Jak kot Niewik – pechowiec znaleziony na śmietniku, i chihuahua Reks – najmniej groźny obrońca w Pol…

Żona wiozła psa do weterynarza i już wtedy zaczęły ją nachodzić myśli, że popełniła poważny błąd. Bo w ich domu, zamiast jednego pechowca, pojawiło się teraz dwóch…

Zaczęło się to, kiedy w domu pojawił się kotek. Właściwie kiedy się go znalazło. Ktoś wyrzucił kociaka na śmietnik i tak właśnie trafił w jej ręce. Żona wyszła wyrzucić śmieci, a wróciła z nowym domownikiem. Nazwali go Niewidek od niewidzialny lub niefartowny.

Pierwszego dnia Niewidek wskoczył przednimi łapkami prosto w gorący barszcz stojący na stole. Żona luzem łapała krzyczącego z bólu malucha, a ten, próbując się wyrwać, wpakował tylne łapki do miseczki ze śmietaną. Odtąd problemy z Niewidkiem tylko się zaczęły.

Kotek ciągle wpadał w tarapaty. Skręcił wszystkie cztery łapy tylko dlatego, że skoczył z łóżka na podłogę. Strącał kubki, talerze i wazony, które potem lądowały mu na głowie, bo wyskakiwał na podłogę prosto pod nie. Gdy na stole stała sól, wszyscy domownicy przykrywali ją dłonią, bo wiedzieli, że zaraz Niewidek tam wskoczy i ją przewróci.

Trzykrotnie poraził go prąd. Każdy inny kot by nie przeżył, ale wygląda na to, że Anioł Stróż miał z Niewidkiem ręce pełne roboty, bo weterynarz trzy razy go ratował. Kilkakrotnie prawie utonął w wiadrze z wodą do mycia podłóg, więc zaczęto pilnować, by wiadra były puste lub zakryte.

Niewidek skakał bardzo dziwnie i nigdy nie trafiał tam, gdzie chciał. Ciągle obijał się o kanty, lustra i podłokietniki.

Żona nosiła go nawet do babć, czyli wiejskich znachorek. Te się śmiały, ale pieniądze brały i wyczarowywały mu szczęście jajkiem. Jednak, gdy Niewidek potłukł każdej z nich choćby jeden serwis, poszła fama, że kota lepiej nie przyjmować. Magowie i czarownice odmówiły mu pomocy.

Zmęczona ciągłymi problemami żona poprosiła o radę przyjaciółkę. Ta poradziła jej, żeby sprawić Niewidkowi towarzysza najlepiej drugiego kota lub psa.

Pomysł bardzo spodobał się żonie i córce. I tak za niemałe pieniądze dwieście złotych pojawił się w rodzinie pies, rasy chihuahua. Czemu straszny pies? Kto widział chihuahuę z bliska, słyszał jego ujadanie (lub raczej kaszel), ten zrozumie.

Już następnego dnia wszystko się wyjaśniło. Ich dom stał pod Warszawą i niestety regularnie odwiedzały go myszy. Niewidek się ich nie bał bawił się z nimi w berka, za to łapki wpadały do zastawionych na nie łapek. I właśnie do jednej z nich wpadł piesek o imieniu Fafik.

Żona wiozła wyjącą z bólu chihuahuę do weterynarza i czuła, że popełniła dramatyczny błąd. Teraz zamiast jednego pechowca, w domu było dwóch.

Niewidek opiekował się Fafikiem jak bratem. Wychodzili razem na podwórko, gdzie wymagali nieustannego nadzoru. Pakowali się pod mrówki, osy, pszczoły; gęsi próbowały ich szczypać, kury dziobały. Krótko mówiąc pracy było jeszcze więcej.

Ale pewnego dnia życie całej rodziny odmieniło się…

Mąż trzymał samochód tuż przed domem. Rano, przy kawie, zamykał furtkę, wsiadał do auta i ruszał do pracy. Tego ranka Niewidek przewracając kubek z kawą i zrzucając kanapkę na podłogę zamiast schować się w kąt, podbiegł do drzwi i stanął w przejściu jak mur.

Mąż próbował go odsunąć, dostał łapą z pazurem i zobaczył wygięty w łuk grzbiet kota.

Ty łobuzie! krzyknął zirytowany Mało ci, że wylałeś mi kawę, jeszcze gryziesz i drapiesz? Pospiesz się, bo się spóźnię!

Gdy chciał trochę mocniej odsunąć kota nogą, nagle spod łóżka wyskoczył Fafik. Mały piesek, kaszlący niby szczekający, ustawił się przed Niewidkiem i zaczął warczeć, pokazując niewielkie ząbki. W jego oczach była odwaga i zdecydowanie.

Nie pozwolę skrzywdzić mojego kota! Nawet jeśli mam tu zginąć, musisz przejść najpierw po mnie!

Zdziwiony mąż rzucił się po żonę:

Kochanie, wstawaj, musisz pomóc. Spieszę się do pracy, a te dwa stwory blokują drzwi!

Kto? Co się znowu dzieje? zaspana żona otarła oczy.

Po chwili cała rodzina stanęła w korytarzu. Nagle zza okna rozległ się huk strasznego uderzenia.

Wybiegli przed dom. Tuż za bramą olbrzymia ciężarówka rozwożąca mleko, bez hamulców, wjechała w ich samochód, zamieniając go w stertę blachy. Filiżanka z świeżo nalewaną kawą wypadła z rąk męża. Kierowcę karetka odwiozła z zawałem.

***

Od tamtej pory mąż zawsze przed wyjściem pytał z uśmiechem Niewidka i Fafika:

No co, chłopaki, wszystko w porządku? Mogę wychodzić?

A Fafik pokazywał zęby i kiwał głową…

Myślicie, że teraz są szczęściarzami? Skąd. Ci dwaj dalej wpadają w tysiąc przygód i kłopotów. Ale już nikt nie narzeka na pecha. Nikt nie podlicza strat, nie żali się.

Teraz Niewidka i Fafika nosi się na rękach, całuje w łapki, wyciera z barszczu i śmietany. Fafik ma nową, piękną obrożę, a Niewidek drapaki w każdym kącie i własną poduszkę. Co prawda rzadko na niej śpi woli spać w nogach u gospodarzy. Zwykle spada i hałasuje w nocy, budząc wszystkich. Na jego wołanie wpada z sypialni Fafik, groźnie kaszląc i gotów bronić swego kociego przyjaciela.

Po pół godzinie wszyscy zasypiają razem. Niewidka i Fafika układają w łóżku między małżonkami tylko tak da się porządnie przespać resztę nocy.

A jeśli ktoś jeszcze nie wie, o co w tym wszystkim chodzi, niech przewróci kartkę. Jak zawsze chodzi tu o miłość. Bo Niewidka i Fafika kocha się nie za szczęście czy nieszczęście tylko za to, że są.

I to największe szczęście, jakie można dostać w życiu.

Rate article
Fajna Tajna
Jak kot Niewik – pechowiec znaleziony na śmietniku, i chihuahua Reks – najmniej groźny obrońca w Pol…