Jak dałem nauczkę teściowej na Dzień Kobiet, czyli jak wyznaczyłem granice, kiedy mama żony bez cere…

Nauczka dla teściowej na Dzień Kobiet

Wiesz co, Ela, tak być nie może!
Jeśli już na początku naszego małżeństwa twoja mama zachowuje się w ten sposób, to co będzie, jak pojawią się dzieci? Przecież ona z naszego mieszkania nie wyjdzie! Nie da nam żyć! denerwował się Szymon, gdy usłyszał od Elżbiety, że jej mama dalej zamierza bez zapowiedzi wchodzić do ich mieszkania.

Dobrze, skoro słów Stefania nie rozumie, to jutro wezwę ślusarza i zmienię zamki! rzucił Szymon zniecierpliwionym tonem.

Szymon, przecież mama to też ktoś bliski. I tak prędzej czy później zdobędzie dostęp do kluczy od naszego domu. Za każdym razem będziesz wymieniał zamki? Jeszcze się obrazi, gdy zobaczy, że zamki zmienione! Trzeba jej to inaczej uświadomić, żeby sama zrozumiała, że nie powinna się tak zachowywać! próbowała uspokoić męża Elżbieta.

Elu, skoro twoja mama nie rozumie ani słów, ani moich gestów, to bez radykalnych kroków się nie obejdzie odpowiedział Szymon z powagą.

Co masz na myśli? zdziwiona spojrzała na niego Elżbieta.

Chyba mam rację, mówiąc, że jeśli Stefania ma klucz do naszego mieszkania, ty też masz klucze do mieszkania swoich rodziców? zapytał Szymon swoją zaskoczoną żonę.

Zbigniew i Stefania, rodzice Elżbiety, postanowili wstać wcześnie w sobotę i pójść na miejską targowicę z okazji Dnia Kobiet. To tam można było kupić świeże produkty od rolników taniej niż w sklepie.

Seniorzy nie widzieli problemu w tym, by wstać o 7 rano, żeby kupić jajka o 2 złote taniej niż w markecie.

Dobry interes, Zbyszek, zdobyliśmy wołowinę. A te karpie jakie piękne, jeszcze się w reklamówce ruszają. Jednego zaraz usmażę, drugiego zaniesę Elżbiecie. Niech też wieczorem zrobi. Ciekawe, jaką minę zrobi nasz kochany zięć, gdy żywy Karpik zacznie w torbie hałasować! wyobrażała sobie Stefania twarz Szymona na myśl o swoim prezencie.

Daj spokój, Stefka, daj już spokój dzieciom! Chcą żyć po swojemu bez twojego nosa w ich sprawach mają już ponad trzydzieści lat, a ty ciągle do nich wpadasz, jak detektyw, i sprawdzasz, gdzie zięć skarpetki rzucił. Nie masz co robić? próbował przekonać żonę Zbigniew.

Poczekaj przerwała Stefania. Czy ty, kochany, nie zostawiłeś przypadkiem odkręconego kranu w łazience? Słyszysz, jak woda leci! Bez zastanowienia zajrzała do łazienki, po czym z wrzaskiem wybiegła na korytarz.

O Jezu! Tam jest… ktoś nagi! Kąpi się ktoś w naszej łazience! krzyczała, biegając po całym mieszkaniu.

Ale kto, no kto tam jest? nie odważył się wejść do łazienki Zbigniew.

Nasz zięć, Szymon! Co on robi w naszym domu?! wyła Stefania na całe mieszkanie.

Co robię… Po nocnej zmianie wróciłem brudny, a u nas w bloku znów rdzawa woda. Nie mam siły tego zdzierżyć, więc wpadłem wziąć prysznic u was! Szymon wyszedł z łazienki w szlafroku, jakby u siebie był.

Stefania, korzystając z okazji przed Dniem Kobiet, powiem pani, że nie przystoi kobiecie suszyć bielizny na kaloryferze i w łazience na widoku. To by jeszcze przeszło, gdyby była pani młodą dziewczyną, ale tu Powiem szczerze, Zbyszku, nie zazdroszczę ci! wchodził z humorem w rolę domowego gospodarza Szymon, włączając ulubioną kawę teściowej, jakby to był jego własny ekspres.

Ale jakim prawem?! To mój dom i moje prawo, gdzie rozwieszam pranie! oburzała się Stefania.

Stefania, ten ekspres na kawę, który z Elą wam daliśmy pół roku temu, już woła o czyszczenie. Przynajmniej raz w tygodniu mogłaby pani przepłukać u świnek na wsi czystość większa! moralizował Szymon.

Szymon, to już przesada próbował bronić żony Zbigniew.

Żadna przesada, Zbigniewie! Spójrz, jaki tu bałagan na kuchni, a zresztą w całym mieszkaniu wszystko porozrzucane jak w starym warsztacie! wyliczał zięć kolejne przewinienia domowej pani.

W lodówce? Zaglądałem śmietana i majonez przeterminowane od dwóch tygodni! Ser bez opakowania, suchy jak kartka! Szymon bezceremonialnie wyrzucał przeterminowane produkty do śmieci.

A kasza? Talerz z zimną, niedojedzoną gryczaną tragedia! Myślisz, że jak jest zmywarka, to można wszystko? Szymon już chciał zajrzeć do zmywarki, lecz Stefania zatrzymała go całym swoim ciałem.

Dość! Wynocha z mojego domu, albo zaraz dzwonię na policję i zgłaszam włamanie! Nie patrzę, że jesteś moim zięciem, Szymon! Pójdziesz siedzieć, chociażby na znak! To moja kuchnia, moja łazienka, moje majtki! Nikt ci nie dał prawa wchodzić tu bez uprzedzenia i robić mi wykładów! wrzasnęła Stefania.

Zbigniew słuchał tyrady swojej żony z pobłażaniem, rozumiejąc już, o co chodzi Szymonowi, a rozemocjonowana Stefania nic jeszcze nie łapała.

No widzicie, pani Stefaniu, o to właśnie chodziło! Szymon westchnął z ulgą i uśmiechnął się szeroko.

Wszystko, co mi właśnie powiedziałaś, przekieruj proszę na siebie bo od miesięcy robisz to samo nam z Elą, wpadając do nas bez zapowiedzi i urządzając inspekcje!

A co do policji, nikt cię za język nie ciągnął. Spróbuj to jeszcze raz, nie zawaham się postąpić tak samo wobec ciebie. Ale mam nadzieję, że zrozumiałaś i nie będzie trzeba Szymon już przebrał się w dżinsy i kurtkę, zakładał buty, gotów opuścić mieszkanie teściów.

Z okazji święta, życzenia dla was, kochani teściowie! Na stole zostawiłem dla pana, panie Zbigniewie, butelkę waszego ulubionego brandy, a dla pani, Stefania, dobre wino i perfumy, które, jak mówiła Ela, są pani ulubione! pożegnał się Szymon łagodniejszym już uśmiechem, cicho zamykając za sobą drzwi.

Stefania, jeszcze zdenerwowana, odkręciła butelkę brandy, nalała sobie kieliszek, wypiła duszkiem, popiła kawą, którą przygotował jej zięć odratowanym już ekspresem.

Ach, Stefka, musisz przyznać, że masz sprytnego zięcia! Tak to rozegrał, a na końcu nawet posmak najlepszy zostawił, jak po dobrym lekarstwie zamyślił się Zbigniew, oglądając butelkę brandy, ładne perfumy i butelkę wytrawnego wina.

No co, żono, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! Zięć był pierwszy z życzeniami i przedstawienie obejrzałaś, i brandy się napiłaś, jeszcze tylko się poperfumuj i załóż suknię na teatr. Twój mąż też pomyślał! puścił oko Zbigniew, wyjmując spod chlebaka dwa bilety na Przygody Łobuza.

Od tego dnia Stefania już nigdy nie pojawiła się bez zapowiedzi w mieszkaniu Szymona i Elżbiety i nie miała już żalu ani do córki, ani do zięcia, doceniła pomysłowość młodego mężczyzny.

Granice zostały wyznaczone, nikt nie był urażony, a Szymon mógł po nocnej zmianie spokojnie się wyspać, nie martwiąc się, że teściowa grzebie w jego skarpetkach w szafie…

Rate article
Fajna Tajna
Jak dałem nauczkę teściowej na Dzień Kobiet, czyli jak wyznaczyłem granice, kiedy mama żony bez cere…