Tobie się chce, to się zajmij mruknął Filip, odwracając się do ściany.
Mamo, urodziłaś Kubę dla siebie, nie dla mnie, więc i zajmij się nim sama. Ja muszę się wyspać przed studiami.
Filipku, przecież nie proszę cię często. Tylko raz, żebyś go odprowadził do szkoły. Pierwszy września, wszyscy będą z rodzicami…
Właśnie, z rodzicami przerwał mu syn. A gdzie byli moi, gdy ja miałem akademie? Zawsze z małym. Niech teraz on sam idzie, świat się nie zawali.
Nie zawsze… Tylko kilka razy tak było. I to nie było specjalnie…
No to teraz też nie specjalnie Filip wypił łyk herbaty, spokojny jak kamień.
Kamila poczuła się bezradna. Nie spodziewała się takiego oporu. Przecież oni go utrzymują, a on nawet nie chce pomóc.
Słuchaj zaczęła, marszcząc brwi. Żyjesz w rodzinie. A w rodzinie wszyscy pomagają. My z tatą dla ciebie gotujemy, sprzątamy, dajemy kieszonkowe. Oczekujemy, że i ty coś dasz od siebie.
Nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowego dam radę. Mam osiemnaście lat, nie jestem ani dzieckiem, ani niańką. Moje zdanie też się liczy.
Wziął kubek i wyszedł, zatrzaskując drzwi. Kamila pozostawiona sama z ciężarem na sercu i goryczą myśli, że jej syn stał się egoistą.
*Kiedy to się stało?*
Jej pierwsze małżeństwo było porażką. Ojciec Filipa nigdy nie dorósł wolał wylegiwać się na kanapie, grać i scrollować telefon niż budować dom. Pracował, ale ledwo starczało mu na siebie. W końcu Kamila wzięła rozwód i wróciła do matki.
Gdy wyszła za Tomasza, Filip miał pięć lat. Wtedy jeszcze chłopiec zaakceptował nowego ojca. Tomasz szybko znalazł z nim wspólny język i stał się tatusiem.
A gdy Filip skończył dziesięć lat, urodził się Kuba. Pewnie wtedy wszystko zaczęło się psuć, choć Kamila tego nie widziała.
Wtedy Filip pierwszy raz poszedł sam na akademię. Kamila ledwo wstała po porodzie, Tomasz pracował, a dziadkowie byli daleko jedni w Łodzi, drudzy na działce.
Filipku, no wiesz… Jesteś już duży, dasz radę? pytała przepraszającym tonem.
W porządku odpowiedział krótko.
Wydawało jej się, że wszystko gra. Ale on zapamiętał.
Trzy lata później historia się powtórzyła. Tym razem Kuba złapał infekcję w przedszkolu.
Chorował często. Raz przyniósł nawet ospę, tuż przed wycieczką Filipa do Krakowa. Starszy syn musiał zostać w domu.
Mama, może choć na kwarantannę go odizolujecie? syczał, gdy smarowała go gencjaną.
Jesteśmy rodziną, Filipku. Nie da się.
Rozumiała jego złość. Gdy Kuba zaczynał kichać, Filip też łapał chorobę. Ale uważała to za nieuniknione.
Z czasem syn zaczął odmawiać pomocy. Najpierw wymigiwał się, potem otwarcie się buntował.
Dlaczego mam ścierać kurz w salonie, skoro tam nie bywam? To wy z Kubą tam siedzicie.
Ale jadasz w kuchni, a sprzątam ja odpowiadała.
Bo ty lubisz sterylność. Mnie to nie obchodzi. Tobie zależy to ty rób.
Czasem zmuszała go do pracy. Czasem zam



