Jak Ania została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu…

Jak Basia została mamą dzięki swojemu dobremu sercu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio przydarzyło się Basi. Wracała do domu po pracy, weszła na klatkę i tuż pod jej drzwiami zobaczyła karton. Myślisz, że to był zwykły karton po butach? Skąd! W środku skulone siedziały piesek i kot. Wyglądali na wystraszonych, patrzyli na Basię wielkimi oczami i trzęśli się ze stresu.

Co wy tutaj robicie? Kto was tu zostawił? Basia prawie mówiła do nich jak do dzieci, choć wiedziała, że przecież jej nie odpowiedzą.

W tym momencie drzwi do sąsiedniego mieszkania uchyliły się i wyjrzała pani Zosia.

Aaa, Basiu, dzień dobry! Wyobraź sobie, Helena z drugiego piętra odeszła, biedna, a jej zwierzaki do dziś nie znalazły domu. Siostrzenica próbowała je komuś oddać, ale nikt nie chciał kilka osób ma już swoje psy lub koty, inni są uczuleni… Może ty z Bartkiem je przygarniecie? Jesteście młodzi, dobrze zarabiacie, dzieci jeszcze nie macie.

Basia była kompletnie zaskoczona:
Ale my nie planowaliśmy mieć zwierzaków. I to jeszcze dwóch na raz

Lepiej ich nie rozdzielać, bardzo ze sobą zżyci. Nawet spały zawsze razem. Helena wyprowadzała pieska na spacer, a kot sam biegał po podwórku. Naprawdę nie sprawiają wielu problemów przekonywała pani Zosia z takim współczuciem, że aż żal było odmówić.

Basia niepewnie zapytała:
A jeśli nie weźmiemy ich, to… co z nimi będzie?

No cóż, słyszałam, że mieliby je oddać do schroniska, albo nawet gorzej. Karton już gotowy, mieszkanie sprzedane, nowi właściciele życzą sobie, żeby tu już nikogo nie było… rozkładała ręce sąsiadka.

W tym czasie na klatkę wszedł sąsiad z naprzeciwka i spojrzał na Basię oraz na karton, jakby też chciał coś powiedzieć:
Przygarnijcie je, proszę. Są spokojne, mało jedzą i są już starsze. Długo nie pożyją, a nie są nikomu potrzebne… A tak bardzo były kochane przez Helenę.

Basia spojrzała na zwierzęta i w końcu powiedziała:
Dobrze. Dajcie je tutaj. Nawet nie wyobrażam sobie, żeby miały pójść na uśpienie. Jak mają na imię? My mieszkamy tu raptem od dwóch lat, za bardzo nie znaliśmy Heleny

Sąsiad odetchnął i uśmiechnął się szeroko:
Pies to Misio, kot Felek. Dzięki wielkie. Położył na szafce obok drzwi kilka stuzłotowych banknotów i smycz. To na początek, chociaż trochę. Jeszcze raz dzięki.

Basia zamknęła drzwi, ściągnęła płaszcz i usiadła na podłodze tuż przy kartonie. Zaczęła do nich mówić, prawie jak do dzieci:
No chłopaki, ciekawa jestem, co na to Bartek! Może nas wszystkich nie wyrzuci z domu… Ale on też ma dobre serce, pewnie się zgodzi.

Nie martwcie się, nic wam nie zrobię. Trochę to szalone, że ktoś chciałby was uśpić mruknęła cicho.

Kot jakby wszystko rozumiał, wyszedł z kartonu i zaczął obwąchiwać mieszkanie. Misio, piesek, jeszcze chwilę siedział skulony, śledził wzrokiem każdy ruch Basi i Felka.

Basia zajrzała do lodówki żadnych zapasów dla zwierząt, ale z tego, co miała, ugotowała kaszę, dodała mięska i uznała: na początek musi im wystarczyć.

Ku jej uldze Felek szybko znalazł kuchnię i rzucił się do miski z kaszą. Basia poklepała Misia, zachęcając go do jedzenia. On długo się wahał, ale w końcu dał się przekonać, szczególnie gdy zobaczył, jak kot wcina ze smakiem.

Wieczorem przyszedł Bartek, mąż Basi. Patrzysz, a on w szoku dwa zwierzaki w domu! Zaczęli rozważać, czy może przekazać je komuś, kto ma większe mieszkanie, może nawet dom.

Basia i Bartek byli małżeństwem od czterech lat, mieszkali tu od dwóch. Kochali się, żyli zgodnie i szczęśliwie, tylko brak dziecka trochę kładł się cieniem.

Bartek pokręcił głową:
Ty przecież taka porządna, nie chciałaś żadnego zwierzaka!

Basia ze wzruszeniem:
Myślałam, że mielibyśmy dziecko… a tak zobacz na nich. Nie usłyszę więcej o żadnym usypianiu! Wybacz mi… w oczach pojawiły się łzy.

Bartek przytulił ją:
Wiesz, ja też lubię zwierzaki. Co zrobić, będziemy o nich dbać. Może jutro w pracy podrzucę temat, może ktoś by je wziął, jakby co…

Od tego dnia życie w ich domu się zmieniło. Misio i Felek bardzo szybko się zaaklimatyzowali. Nawet układ mieszkania był podobny do starego, to samo podwórko, wszystko znajome.

No, wy moje kochane mówiła Basia do pupili jakbyście tu zawsze byli.

Codziennie wychodziła z Misiem na trzy spacery, a Felek nauczył się skakać przez okno na podwórko i wracał do domu wygodne rozwiązanie w bloku.

Pani Zosia nie mogła się nacieszyć, że Basia przygarnęła psiaka i kota. Przynosiła Misiowi chrząstkę z rosołu, Felkowi oddawała resztki kaszy.

Wieczorami Basia z Bartkiem zrywali boki ze śmiechu, patrząc, jak Felek bawi się w nowe zabawy, a Misio beztrosko chrapie na swoim nowym posłaniu.

Przyjaciele zawsze spali razem. Byli tak zżyci, że nikomu nawet nie przyszło do głowy ich rozdzielać. Po kilku miesiącach Basia i Bartek nawet nie myśleli już oddawać zwierzaków tak bardzo się przywiązali.

W weekendy wpadała mama Basi, mieszka nieopodal. Też od razu pokochała zwierzaki, choć w pierwszej chwili była w szoku:

Mogłabym wziąć Felka, ale mieszkam na trzecim piętrze, a on lubi wychodzić… tłumaczyła się córce.

Basia się nie zgodziła:
Mamo, lepiej będzie, jak przyjdziesz, kiedy pojedziemy na urlop. Popilnujesz ich, podlejesz kwiatki, zajrzysz, czy wszystko w porządku.

Nadszedł czas wakacji, Basia i Bartek pojechali nad morze, a codziennie Basia wydzwaniała do mamy, czy wszystko w porządku z czworonogami.

Wszystko super, jedzą ładnie, śpią razem, codziennie chodzimy na spacery po podwórku. Odpoczywajcie! uspokajała ją mama.

Po powrocie Basia była w szoku, jaką radością powitały ich zwierzaki. Misio merdał ogonem, skakał, piszczał ze szczęścia. Felek w swoim stylu przyczłapał się do Bartka, ocierał się i głośno mruczał.

No popatrz, jak nas kochają te nasze futrzaki zaśmiał się Bartek. Basia natychmiast pogłaskała Misia i zabrała się do karmienia całej gromadki.

Teraz wstawała wcześniej, żeby wyjść na spacer z psem i nakarmić oboje po powrocie.

Po kilku miesiącach Basia z drżeniem głosu przekazała Bartkowi tę wiadomość spodziewali się dziecka! Radość była ogromna, Basia aż nie mogła uwierzyć w szczęście.

Mama Basi powiedziała wtedy:
To nie przypadek, że trafili do ciebie Misio i Felek. To chyba taka próba od Pana Boga, czy masz dobre serce, a jak się okazało masz, więc teraz przyszedł czas na twoje własne dziecko.

Może masz rację, mamo. Ja niby w przesądy nie wierzę… ale przyznaję, oni przygotowali mnie do macierzyństwa jak nic. I dbanie, i sprzątanie, i miłość, i czułość… Zwierzaki to jak dzieci!

Chcesz, żebym zabrała ich do siebie na początek, gdy niemowlę się pojawi? zaproponowała mama.

Nie, nie ma mowy. Damy sobie radę. Za to przychodź do nas, weź wózek i pospaceruj z maluchem po podwórku albo pomóż w domu.

Przytuliły się mocno.

Ciąża przebiegała bez problemu i w terminie Basia urodziła ślicznego synka. Bartek był przeszczęśliwy, cała rodzina również.

Misio, przez swój wiek i spokojne usposobienie, prawie nie szczekał. Felek nikomu nie przeszkadzał latem całe dnie przesiadywał na podwórku, skakał po krzakach, wylegiwał się na słońcu albo wspinał na lipę.

Wszyscy żyli zgodnie, dom rozbrzmiewał śmiechem, a sąsiadki opowiadały już na całą ulicę, jak to Basia została mamą dzięki swojej dobroci. Pani Zosia szczególnie lubiła tę historię na dowód, że dobro wraca, a los zawsze odwdzięczy się za serce okazane innym

A Ty co myślisz, czy to naprawdę tak działa? Napisz mi, jeśli chcesz, bo sama często o tym myślę Daj serduszko, jeśli historia ci się podobała!

Rate article
Fajna Tajna
Jak Ania została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu…