Kiedy Janusz wszedł do biura, wszystko zdawało się mieć inny porządek niż zwykle. Pracownicy cieszyli się, choć ich twarze rozmywały się jak w starych malowidłach. Czy dziś jest jakaś okazja? pomyślał Janusz, próbując odnaleźć sens w tym zamglonym świętowaniu. Tak, świętujemy to, że moja żona w końcu zostanie mamą, odpowiedział pracownik, którego głos brzmiał jak echo z korytarza w pałacu.
Wszyscy wokół roztaczali aurę szczęścia, bo Marek miał zostać ojcem. Nagle kolega o twarzy trochę jak z portretu Matejki zbliżył się do Janusza i szepnął: Jesteś pierwszym facetem, który celebruje ciążę żony normalnie świętuje się narodziny dziecka, kiedy już pojawi się na świecie. Jesteś wyjątkowy! Teraz przygotuj się, bo wszyscy zaczną zasypywać cię radami i opowieściami grozy o ojcostwie. Czy wiesz, co się wtedy dzieje? Janusz czuł się zagubiony, jakby drzwi jego świadomości były uchylone do innego wymiaru.
Marek pokiwał głową, która na chwilę zamieniła się w kiwającą się porcelanową lalę. Przez kolejne dziewięć miesięcy będziesz spełniał wszystkie zachcianki żony. Moja nie pozwoliła mi spać, kiedy rodziło się nasze pierwsze dziecko! Będziesz bombardowany prośbami i listami, potem ta radość się trochę rozmyje. Ile masz dzieci i ile mają lat? zapytał inny pracownik, którego głos brzmiał jak dzwon z wieży ratusza. Dwoje, ale zapomniałem, ile mają lat. Córka chyba siedem… a może sześć. Janusz zamilkł, nie umiejąc odnaleźć słów.
Dotarłszy do domu, Janusz objął swoją ulubioną żonę Malwinę, której imię powstało jakby ze snu. Dobrze, że nie powiedzieli ci dziś w pracy, że musisz urodzić za parę dni. Ciągle myślą, że masz dziewięć miesięcy przed sobą. Nie wytrzymasz, żeby im nie zdradzić prawdy. Postaram się milczeć, uśmiechnął się Janusz, choć w jego uśmiechu było coś surrealistycznego. Wkrótce Malwina urodziła zdrowego synka, którego nazwali Maksymilian. Janusz wziął wolne, aby pomagać żonie i synowi, choć dni płynęły nienaturalnie szybko jakby zmieniały się przez przesuwające się okna. Za każdym razem wracał z pracy do swojego niesamowitego domu, a koledzy nadal nie rozumieli, dlaczego rodzina dla niego zawsze była ważniejsza niż wszystko inne.



