Innych dróg nie było

— Dzień dobry, Serafino. Jak się masz? Dawno cię nie widziałam. Córka jeszcze nie wyszła za mąż? — zatrzymała przed sklepem starą znajomą Serafinę sąsiadka z bloku.

— Dzięki, żyję. A ty skąd to zainteresowanie? Masz już kogoś na oku? Nam byle kto nie pasuje. Moja Elżbieta jest dobrze wychowana, czyta mądre książki — odparła Serafina, niezbyt zadowolona z kierunku rozmowy.

— No nie obrażaj się, ale od tych książek niewielki pożytek, Serafino. Czasem lepiej nie mieć za dużo rozumu. Będziecie wybierać, wybierać, aż córka zostanie starą panną i nawet ci podziękuje — ciągnęła sąsiadka.

— Trzymaj język za zębami. A może ty chciałabyś swojego synalka przy mnie ulokować? — nie pozostała dłużna Serafina.

— Oj, Serafino, jakie ty masz słowa… — westchnęła kobieta.

— Lepiej niech czyta książki, niż lata po dyskotekach. Patrz, u Kasi córka urodziła bez ślubu, rzuciła dziecko babci na starość i uciekła.

— Ale trzymać córkę pod kloszem też nie wyjdzie na dobre — odcięła się sąsiadka.

— A ty się nie wtrącaj w nasze życie. Lepiej pilnuj swojego synalka, żeby w końcu nie skończył na dnie — Serafina złapała torby i odeszła, mrucząc pod nosem. — Żebym cię nigdy więcej nie widziała…

W domu postawiła zakupy w kuchni i weszła do pokoju córki.

— Znowu te książki? Nawet Mickiewicz pisał, że od nadmiaru rozumu tylko ból głowy — wyrzuciła z siebie.

— To nie Mickiewicz, tylko Fredro — poprawiła ją Elżbieta.

— A jaka różnica? Idź do sklepu, mleka nie ma. Albo wyjdź na spacer, siedzisz całe dnie z nosem w książkach, oczy sobie popsujesz — burknęła Serafina.

— Mamo, co cię dziś ugryzło? To nie puszczasz mnie z domu, to gonisz.

— Zmęczyły mnie te wszystkie gadania. Córko, nie jestem przeciwko temu, żebyś ułożyła sobie życie, ale za kogo wyjdziesz? — Serafina machnęła ręką i wyszła.

Elżbieta zamknęła książkę i zamyśliła się. Mama wychowała ją samotnie. Gdy na nią krzyczała, mówiła, że córka jest „cała w ojca”. Mała Ela prosiła o zdjęcie taty.

— Gdzieś się zapodziało. Jak znajdę, to pokażę — odpowiadała wymijająco.

Gdy podrosła, zrozumiała, że żadnego zdjęcia nie ma. I że ojciec może nawet nie wie o jej istnieniu.

Może rzeczywiście jest w niego? W przeciwieństwie do krępej mamy, Elżbieta była drobna, o jasnych, rzadkich włosach. Rzęsy i brwi też blade, przez co twarz wydawała się bez wyrazu. W dziesiątej klasie pierwszy raz pomalowała rzęsy u koleżanki przed szkolną zabawą.

— Na koleżanki się wzorujesz? Nic dobrego cię nie nauczą. Natychmiast zmyj! — krzyczała mama, widząc podkreślone oczy.

Chłopcy nie zwracali na nią uwagi. Wokół było mnóstwo ładniejszych dziewczyn. Gdy w college’u okularnik Marek zaprosił ją do kina, ucieszyła się. Był tak samo oczytany i nieśmiały. Pewnego dnia zabrała go do domu, gdy mama była w pracy.

Niestety, Serafina źle się poczuła i wróciła wcześniej. Młodzi nie robili nic złego, tylko rozmawiali o literaturze. Ale mama złapała się za serce i udała omdlenie. Marek uciekł, a Elżbieta wysłuchała tyle, że postanowiła nigdy więcej nie przyprowadzać chłopaka do domu.

Z Markiem nic z tego nie wyszło. Mama dowiedziała się, że pochodzi z małego miasteczka, i orzekła, że związek z Elą to tylko dla meldunku i mieszkania.

— Wprowadzi się, a potem nie wyprosisz. Nie pozwolę dzielić naszego mieszkania.

Po studiach Elżbieta dostała pracę w bibliotece. Na nauczycielkę była zbyt cicha.

— W bibliotece męża nie znajdziesz. Tam same kobiety chodzą. Mówiłam, idź na medycynę. Przynajmniej byś mnie leczyła na starość. Mężczyźni szanują kobiety w białych kitlach.

Ale Ela nie znosiła krwi. Książki były jej ucieczką. W nich przeżywała miłości i tragedie bohaterów. Wymarzyła sobie księcia z bajki. Tylko w rzeczywistości tacy nie istnieli. Wdowcy i rozwodnicy, którzy się do niej zbliżali, mogli być jej ojcami. A gdy pojawiał się ktoś młodszy, mama natychmiast znajdowała wady lub ukryte złe zamiary.

Gdy Elżbieta próbowała się buntować, mama chwytała się za serce i przewracała oczami.

— Elu, musisz się wyprowadzić. Inaczej nigdy nie wyjdziesz za mąż. Lata lecą, czas na dziecko, a ty tracisz szansę… Ile masz lat? — spytała kiedyś podczas przerwy kierowniczka biblioteki, Irena.

— Trzydzieści cztery — szepnęła Elżbieta.

— No właśnie. Na co czekasz?

— Co mam zrobić? — spytała nieśmiało.

— Wyprowadź się. Póki jeszcze możesz. Żyj samodzielnie.

— Jak? Mama ma chore serce…

— Jesteś pewna? Z twoich opowieści wynika, że ataki zdarzają się tylko wtedy, gdy pojawia się kandydat na męża. Prawda?

— Żaden się jeszcze nie pojawił…

— Bo mama nie dopuszcza.

— Ona chce dla mnie dobrze. Nie ma nikogo oprócz mnie.

— Dusi cię swoją „troską”. Jedź na wakacje. Pomogę ci. Może znajdziesz kogoś nad morzem.

Irena załatwiła, i Elżbieta pojechała. Ale i tam nikt na nią nie patrzył, poza czterdziestolatkami szukającymi romansu.

Ostatniego dnia siedziała na plaży, gdy podszedł do niej przystojny mężczyzna. Rozmawiali godzinami. Gdy ją pocałował, nie odsunęła się. Pod gwiazdami coś się między nimi wydarzyło.

Nazajutrz wróciła do domu. Żałowała, że nie wymieniła z nim kontaktów.

Po powrocie mama patrzyła na nią podejrzliwie. Irena szybko wyciągnęła z niej prawdę.

— Nawet nie wiesz, skąd jest? Elu, to nie do wiary…

Gdy Elżbieta zorientowała się, że jest w ciąży, poszła do Ireny.

— Co teraz?

— Rodź. Innej szansy możesz nie dostać.

— A mama? Jej serce…

— Nic jej nie będzie. Mam kuzynkę w Warszawie. Dziennikarkę. Pomogą ci się urządzić.

I tak się stało. Elżbieta wyjechała. Mama dowiedziała się o ciąży dopiero, gdy przyjechała z wizytą.

— Wiedziałam, że tak skoZ czasem Serafina zaakceptowała wnuka i nowe życie córki, a gdy pewnego dnia Elżbieta i Aleksander wzięli ślub, stała na boku z uśmiechem, rozumiejąc w końcu, że miłość czasem przychodzi niespodziewanie, ale zawsze w porę.

Rate article
Fajna Tajna
Innych dróg nie było