Inny Ivanow…

Druga Nowakowska…

Wojciech poczuł, jak Kinga dotknęła jego dłoni.
– Co? – Otworzył oczy. – Zaczyna się?
Uśmiechnęła się tajemniczo i spojrzała na łóżko obok niego.
Wojciech odwrócił głowę i zobaczył zawiniątko. Dotknął je, ale kocyk uginał się pod jego palcami. Było puste…
– Wojciech! – usłyszał z oddali zaniepokojony głos Kingi.

Otworzył oczy ponownie i zobaczył jej napiętą twarz, jakby nasłuchiwała czegoś. Potrząsnął głową, próbując otrząsnąć się z resztek snu.

– Co? Już? Przecież zostały jeszcze dwa tygodnie…

– Nie wiem, boli mnie brzuch – odparła Kinga.

– Dobrze – Wojciech uniósł się na łokciach. – Trzeba wezwać karetkę. – Spojrzał na łóżko obok. Żadnego zawiniątka. Westchnął z ulgą, próbując odpędzić senne widziadło.

– Poczekajmy. Nie jestem pewna, czy to skurcze. Po prostu coś mnie chwyta. Mówili, że karetkę wzywamy, gdy przerwy między skurczami skrócą się do dziesięciu minut. – Kinga patrzyła na męża z nadzieją.

– A gdy karetka przyjedzie, ty już urodzisz. Gdzie mój telefon? – Wojciech sięgnął po spodnie na oparciu krzesła. Z kieszeni wypadł telefon, a dźwięk upadku złagodził miękki, puszysty dywan.

Otrzeźwiał zupełnie, usiadł, podniósł telefon i wciągnął spodnie. Za jego plecami Kinga jęknęła, obejmując brzuch.

– Co? Skurcz? – Przesunął się na drugą stronę łóżka, usiadł obok niej i zaczął masować jej plecy pięściami, jak uczyli w szkole rodzenia.

– Oddychaj głęboko – powiedział, sam głośno wciągając powietrze nosem i wypuszczając ustami.
Kinga powtórzyła za nim.

– Już przeszło – wyszeptała, wymuszając uśmiech.

– Wzywam karetkę. – Wojciech zerwał się z łóżka. – Nie, lepiej sam cię zawiozę do szpitala. Będzie szybciej.

Torba z rzeczami stała już od dawna w kącie sypialni.

– Dokumenty są w szufladzie nocnej – powiedziała Kinga, narzucając na głowę luźną sukienkę.

Wojciech wyjął dokumenty, zauważył na dnie szuflady ładowarkę i wrzucił ją do torby razem z teczką.

– A dowód?

– W kredensie – odpowiedziała Kinga spod materiału.

Wojciech pobiegł do drugiego pokoju, szukając dowodu, przeklinając w myślach, że Kinga nie pozbierała wszystkiego w jednym miejscu. „Jej telefon… Gdzie twój telefon?” – krzyknął w stronę sypialni.

– Tu, na nocce – odparła spokojnie Kinga.

– Kinga, mówiłem, żeby wszystko było pod ręką. Jak małe dziecko – mruczał, wchodząc do sypialni. – A szczotka, pasta…

Kinga uśmiechnęła się przepraszająco, ale grymas bólu wykrzywił jej usta.

– Zaraz. – Rzucił torbę na podłogę i ponownie masował jej plecy.
W środku rosła irytacja. Spojrzał na zegarek – piąta trzydzieści.

Kinga rozluźniła się, ból na chwilę ustąpił, by wrócić po kilku minutach.

Wojciech naciągnął bluzę, podniósł torbę.

– Chodź, może zdążymy zejść przed kolejnym skurczem.

Kinga powłóczyła się do przedpokoju, podtrzymując ciężki brzuch. Wojciech pomógł jej włożyć szerokie, krótkie buty – modne obuwie odstawiono na bok, bo opuchnięte stopy nie mieściły się w nim. Narzucił na nią płaszcz, naciągnął kaptur, sam zaczął się ubierać. Skarpetki… Zapomniał o skarpetkach, nie było czasu szukać. Wsunął bose stopy w buty…

– Idziemy? – Pomógł Kingi wstać z niskiego taboretu i wyszli.

W drodze do windy Kinga zatrzymała się, jęknęła, opierając się o ścianę. Wojciech współczuł, rozumiał, ale irytował się jej powolnością. W takim tempie nigdy nie dotrą do szpitala.

– Pomału, w samochodzie będzie lżej – powtarzał, ciągnąMiasto powoli wstawało z zimowego snu, a Wojciech ściskał kierownicę, modląc się w duchu, by ich syn w końcu ujrzał światło tego śnieżnego poranka.

Rate article
Fajna Tajna
Inny Ivanow…