Idealna żona
Już na studiach Krzysztof zdecydował, że ożeni się tylko z dziewczyną spokojną i zrównoważoną. Takie są do rodziny. Ale spotykał się z innymi żywiościowymi i gadziolubnymi, niektóre od razu żądały kwiatów, prezentów i wyjść do restauracji. Tylko skąd biedny student miał na to pieniądze? Więc sprawdzał, która jest która.
Pod koniec studiów związał się z Weroniką inteligentną, cichą i pedantyczną. Od razu widać było, że dba o każdy szczegół.
Leszek, mówił do przyjaciela Krzysztof, chyba czas, żebym się ożenił. Ty już jesteś żonaty, a wasze dziecko lada dzień na świat przyjdzie.
No wreszcie, Krzysiek! Od dawna ci to powtarzam. Więc co, myślisz o Weronice z mojej grupy? dopytywał się przyjaciel. Żeń się, to złota dziewczyna, mądra, ładna, a przede wszystkim spokojna, bez histerii. Nigdy u niej tego nie widziałem. Pedantka do bólu, notatki zawsze idealne, ja tyle razy od niej przepisywałem
Tak, na Weronice właśnie myślę. Najlepsza opcja, przynajmniej z tych, które znam śmiał się Krzysztof.
Przedsemestrzalnie oświadczył się Weronice, a ona się zgodziła.
Weronika z młodszą siostrą często zostawały same w domu, gdy były w szkole. Ojciec kierowca ciężarówki wyjeżdżał na długo, a matka pracowała do wieczora. Gdy Weronika podrosła, przejęła obowiązki domowe: gotowała obiady, sprawdzała lekcje. Matka nie zmuszała jej do tego, ale ona taka już była.
Kiedy Weronika z siostrą i matką odwiedzały ciężkę Janinę, starszą siostrę matki, zawsze się dziwiła.
U cioci taki porządek, myśląc, rozglądała się po domu, jakie piękne serwetki, szydełkowane. Naczynia lśnić, jak nowe. Wszystko sterylne, jakby tu nikt nie mieszkał. Nie rozumiała jeszcze, że właśnie tę cechę odziedziczyła po ciotce.
W domu też dbała o czystość, choć nie zawsze się udawało. Za to w zeszytach i na biurku porządek wzorowy. Na studiach prowadziła notatki z chirurgiczną precyzją, zdawała egzaminy bez problemów, zawsze elegancka i uczesana.
Po ślubie z Krzysztofem zamieszkali osobno on miał już małe dwupokojowe mieszkanie.
Krzysiek, dobrze ci się ułożyło zazdrościł mu przyjaciel Leszek. Od razu własne mieszkanie, piękna żona. Nie jak my wynajmujemy kąt. I własnego lokalu jeszcze długo nie będzie.
Weronika postanowiła stworzyć idealny dom. Jak u cioci Janiny. Dążyła do sterylnej czystości, była pedantką.
Nikt jej nie wytłumaczył, że dla żony i matki najważniejsi są bliscy, nie idealny porządek. Zanim to zrozumiała, musiała przejść trudną lekcję.
Oni byli zupełnie różni. Krzysztof hałaśliwy, towarzyski, dusza kompanii. Ona jego przeciwieństwo. Jego pocięgały wypady w naturę, wędkowanie, grille z rodzajem. Ona wolała hałdróbę, czytanie książek.
Przed narodzinami starszego syna, Wojtka, Weronika jeszcze jakoś znosiła proponowane przez męża wyjazdy, choć nigdy nie była nimi zachwycona. Jeździła, by go wspierać.
Gdy zaczynało się lato, Krzysztof czekał na weekendy.
Weronika, jutro jedziemy nad jezioro. Będziemy łowić ryby, grillować. Pakuj się.
Krzysztof, no nie lubię tej twojej natury. Tylko komary wcinaj, spanie na twardej ziemi. Wszędzie brud odpowiadała, ale wiedziała, że mąż i tak ją nie posłucha.
Gdy była w ciąży, odmówiła, a on nie nalegał. Zajmowała się wtedy urządzaniem gniazdka. Dbajdr o czystość, gotowała zdrowe posiłki. Stworzyła wymarzony porządek.
Weronika, u ciebie jak w szpitalu dziwiła się przyjaciółka Kinga, która ją czasem odwiedzała. Jesteś idealną żoną. Jak ty to robisz? U mnie chaos totalny, chłopcy wszystko przewracają do góry nogi. Dlatego nawet ich do ciebie nie przyprowadzam. A mój mąż złoto, czasem daje mi wolne, sam z nimi wychodzi. Żebym odpoczęła.
Krzysztof był impulsywny. Ciągdr ją do sypialni w środku dnia, a ona się opierała.
Jeszcze nie wyprasowaną pościel, trzeba to zrobić, bo się pogniecie.
Weronika, naprawdę mi wszystko jedno, czy pościel wyprasowana obłdrzał ją, całując w głowę. Czasem nasze mieszkanie przypomina mi salę operacyjną.
Nie podoba ci się czystość i porządek?
Nie mówiłem, że nie. Ale chyba za bardzo się w to wkręcasz ciągdr ją do łóżka.
Pewnego wieczoru oznajmił:
Weronika, w weekend jedziemy ze znajomymi do chaty. Będą narty, sanki, grillowanie. Przygotuj się.
Co ty wygadujesz? Jestem w szóstym miesiącu, a ty mnie ciągdr w śnieg? Jeszcze się przełdrzim!
Boże, jaka z ciebie nudziara. Wszędzie ci nie pasuje westchnął.
Gdy urodził się Wojtdr, Weronika niemal oszalała na punkcie sterylności. Męczyła się, ale wszystko zdrarzała. Gdy Wojtdr miał trzy lata, wróciła do pracy, ale niedługo.
Krzysztof, chyba znów jestem w ciąży powiedziała.
Jedendr pojedziemy do lekarza zawiózł ją.
No, jasne uśmiechnęła się, gdy wróciła do samochodu.
Już wiedziałem, jak wyszłaś z gabinetu uśmiechnął się.
Gdy urodziła się córka Zosia, znów zatopęła się w sprządrniu, praniu, gotowaniu. Nawet mąż nie wytrzymał.
Weronika, zmieniasz się w kdrkę kwokę mówił. Poza dzieckdr, czystością i pulpdr na parze, nic cię nie obchodzi.
Ale smażone jest niezdrowe! broniła się. Powinieneś się cieszyć, że o nas dbam.
Kłódrili się o to coraz częściej.
Wyjedźmy gdzieś chociaż na weekend proponował.
A dzieci?
Zawieziemy do mamy.
Twoja matka ma dwa psy i kota oburzyła się. Wszędzie sierść, kurz.
Jezu, Weronika, mam tego dość! Wszyscy jeżdżą z dziećdr na łóżdr natury, tylko my
Gdy Zosia poszła do przedszkola, Weronika



