Idealna rodzina

Idealna rodzina

– Boję się – Zofia zatrzymała się przed klatką.

– Czego? Moich rodziców? – zapytał Krzysztof i ścisnął dłoń dziewczyny.

– Że im się nie spodobam – przyznała Zofia, patrząc na niego winowajczo.

– Nie bój się. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Przecież cię kocham. To ja będę twoim mężem, nie oni. Chodź – pociągnął ją w stronę windy.

– Mamę nazywają Bogumiła Henrykowska. Zapamiętałaś? – instruował.

Zofia powoli powtórzyła.

– Ze stresu na pewno zapomnę albo pomylę – szczerze przyznała.

– A ojca…

– Stanisław Janowicz – wyrzuciła z siebie Zofia. – Dobrze, że ojciec ma proste imię. Skąd twoja mama takie oryginalne imię? Dziadek był Niemcem?

– Skąd to wzięłaś?

Weszli do windy.

– Nazwał ją tak ojciec, mój dziadek, na cześć żony. Mówił, że była pełną światła osobą. Aktorką. Szkoda, że nie zdążyłem jej poznać, zmarła młodo. Miał angielskie korzenie.

Drzwi windy otworzyły się.

– Nie denerwuj się. Jestem przy tobie – Krzysztof przytulił Zofię.

Drzwi otworzyła niska, szczupła kobieta z krótką fryzurą. Wydała się Zofii zbyt młoda, by być matką Krzysia. Uśmiechnęła się przyjaźnie.

Miała na sobie szerokie, beżowe spodnie z miękkiej tkaniny i białą bluzkę. W świetle przedpokoju Zofia dostrzegła zmarszczki, które zdradzały jej wiek.

– Dzień dobry – powiedziała Zofia, szukając wsparcia u Krzysztofa, ale on milczał. Bała się pomyłki, więc nie odważyła się użyć imienia.

– Proszę wejść, Zosiu. Nie stresuj się. Nikt za pierwszym razem nie wymawia mojego imienia poprawnie – powiedziała ze zrozumieniem.

– Nie trzeba ściągać butów. Tato, gdzie jesteś? – zawołała Bogumiła.

Wkrótce wszedł przystojny, barczysty mężczyzna. Zofii przypomniał Tadeusza Łomnickiego, choć podobieństwo było mgliste. Przy nim Bogumiła wyglądała na delikatną.

– Stanisław Janowicz – przedstawił się, podając dłoń.

Jego uścisk był krótki, a dłoń ciepła.

– Siadajcie, jedzenie ostygnie – Bogumiła wskazała na stół.

– Krzysiu, zaopiekuj się Zosią – powiedział Stanisław, nalewając wino.

Bogumiła pytała delikatnie, nie naciskając, i opowiadała o rodzinie. Z Zofii opadł stres.

– Niech twoi rodzice się nie martwią. Ze ślubem sobie poradzimy – podsumowała Bogumiła.

Rodzina Krzysztofa wydawała się Zofii idealna. Jej rodzice byli inni – mama wciskała jedzenie, a ojciec pił, nie czekając na innych. Po alkoholu prawił morały, często raniąc mamę.

Zofia wstydziła się ojca. Wolałaby nie zapraszać rodziców na ślub, ale by się obrazili. Gdyby miała taką rodzinę jak Krzysztof…

– Co powiedziałeś? – spytała, wyrywając się z zamyślenia.

– Że im się spodobałaś.

– Masz wspaniałych rodziców. Chciałabym, żebyśmy mieli takie relacje jak oni. Widać, że się kochają. A moi… Nie chcę myśleć, jak wypadną na weselu.

– Nie martw się. Nie zawiodą. U nas też są kłótnie, choć nie tak głośne. Wybrałaś już suknię? Chcę, żebyś była najpiękniejszą panną młodą – pocałował ją.

Zofia nie chciała iść do salonu sama, ale Krzysztof nie mógł widzieć sukni. Z mamą też nie – oszczędzała na wszystkim. Zostawała tylko przyjaciółka Kinga. Zadzwoniła do niej.

Kinga zaczęła paplać o wszystkim, nie dając Zofii dojść do słowa.

– Pomóżesz mi wybrać suknię? – przerwała Zofia.

– Ślub? Super! Jasne! – Kinga znów się rozgadała.

Umówiły się w kawiarni.

Zofia przyszła wcześniej. Kelner przyniósł menu, ale odmówiła. Kinga spóźniała się jak zwykle. Nagle Zofia zauważyła Stanisława. Nie widział jej – wpatrywał się w młodą blondynkę.

Trzymał jej dłonie i coś mówił. Później pocałował ją.

Zofia odwróciła wzrok. Wstała, gdy Kinga wpadła do kawiarni.

– Dlaczego uciekasz? – Kinga dogoniła ją.

– Głowa mnie boli – skłamała Zofia.

Później poprosiła Krzysztofa o numer Bogumiły.

– Rozumiem. Mama ma świetny gust – pochwalił.

– Bogumiuło Henrykowska – Zofia zająknęła się. – Pomogłaby mi pani wybrać suknię?

– Oczywiście.

Bogumiła wybrała trzy suknie i kazała przymierzać. W końcu zdecydowały.

– Zmęczyłam się. Napijmy się kawy – zaproponowała Bogumiła.

W kawiarni nie było już Stanisława.

– Jak pani wytrzymała tyle lat z takim przystojniakiem? – spytała Zofia.

Bogumiła uśmiechnęła się.

– Kocham go. Nauczyłam się nie zauważać, jak kobiety się do niego garną. Jest nieporadny – nie wie, gdzie są skarpetki. Mądra kobieta nigdy nie pokaże, że jest mądrzejsza.

Zofia myślała, czy powiedzieć o blondynce. Zdecydowała się przemilczeć.

Ale wkrótce znów zobaczyła Stanisława z tą samą kobietą. Powiedziała Krzysztofowi.

– Mylisz się. On kocha mamę – odparł szorstko.

Narazili się na pierwszą kłótnię. Zofia stwierdziła, że pewnie się pomyliła.

Przed urodzinami Stanisława Bogumiła zaprosiła ich. Gdy Krzysztof wyszedł, Zofia nie wytrzymała.

– Widziałam pana męża z blondynką – wyznała.

Twarz Bogumiły nie drgnęła, tylko oczy pociemniały.

– Myślisz, że nie wiem? – spytała cicho.

– Jak pani to znosi?

– Kocham go. Urodziłam się w biedzie – w bloku, z pijącym ojcem. Wyszłam za Stanisława, urodziłam Krzysia. Mężczyzna nie odchodzi od kobiety, z którą jest mu dobrze.

Zofia zastanawiała się nad jej słowami. Nie umiałaby tak żyć.

Ślub był piękny. Wszyscy mówili, że Zofia trafiła do wspaniałej rodziny. Bogumiła i Stanisław wyglądali na szczęśliwą parę. A może naprawdę nią byli? Kto wie?…

Rate article
Fajna Tajna
Idealna rodzina