Idealna rodzina

**Perfekcyjna rodzina**

„Och, boję się” – Zosia zatrzymała się przed klatką schodową.

„Czego? Moich rodziców?” – spytał Marek, ściskając dłoń dziewczyny.

„Że im się nie spodobam” – wyznała Zosia, patrząc na niego przepraszająco i wystraszona.

„Nie bój się. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Przecież cię kocham. To ja będę twoim mężem, nie oni. Chodź” – Marek pociągnął ją w stronę drzwi.

„Mamę nazywają Bogumiła Henrykówna. Zapamiętałaś?” – instruował.

Zosia powtórzyła wolno.

„Ze stresu na pewno zapomnę albo pomylę” – przyznała szczerze.

„A ojca…”

„Stanisław Janowicz” – wyrzuciła z siebie uradowana. – „Dobrze, że twój ojciec ma zwyczajne imię. Skąd u twojej mamy takie dziwne?”

„Co ci strzeliło do głowy?”

Weszli do klatki i Marek nacisnął przycisk windy.

„Tak ją nazwał ojciec, mój dziadek, na cześć swojej żony. Mówił, że była pełna światła. Aktorką. Szkoda, że nie zdążyłem jej poznać – zmarła młodo. Miał brytyjskie korzenie.”

Winda stanęła, drzwi otworzyły się cicho. Wsiedli.

„Nie denerwuj się. Jestem z tobą” – Marek przytulił ją mocniej.

Drzwi otworzyła niska, szczupła kobieta z krótką fryzurą. Zosia pomyślała, że wygląda zbyt młodo, by być matką Marka. Uśmiechnęła się życzliwie i zaprosiła ich do środka.

Miała na sobie szerokie, beżowe spodnie z jedwabiu i białą bluzkę. W świetle przedpokoju Zosia dostrzegła zmarszczki, które zdradzały jej wiek.

„Dzień dobry” – powiedziała Zosia, szukając wzrokiem podpowiedzi u Marka. Ten jednak milczał. Niepewna, jak się zwrócić, dziewczyna spuściła wzrok.

„Proszę wejść, Zosieńko. Nie krępuj się. Nikt za pierwszym razem nie wymawia poprawnie mojego imienia” – odparła ze zrozumieniem, a Zosia odwdzięczyła się uśmiechem.

„Buty możesz zostawić. Proszę, chodźcie. Stasiu! Gdzie ty się chowasz?” – zawołała Bogumiła Henrykówna.

Wkrótce do pokoju wszedł przystojny, barczysty mężczyzna. Zosia pomyślała, że przypomina nieco amerykańskiego aktora, choć nie było w nich podobieństwa. Przy nim Bogumiła wyglądała jak delikatna nastolatka. *„Jak on musiał wyglądać w młodości, skoro nawet teraz jest tak atrakcyjny?”*

„Stanisław Janowicz” – przedstawił się, wyciągając dłoń.

Zosia włożyła swoją wąską dłoń w jego szeroką. Uścisk był krótki, pewny, dłoń ciepła i sucha.

„Siadajcie, bo wystygnie” – zaprosiła Bogumiła.

„Marku, zaopiekuj się Zosią” – powiedział Stanisław, nalewając wino z już otwartej butelki.

Bogumiła wypytywała dziewczynę delikatnie, nie wchodząc w szczegóły, jednocześnie opowiadając o ich rodzinie. Od wina lub spokojnej atmosfery Zosia poczuła, jak napięcie opuszcza ją stopniowo.

„Niech twoi rodzice się nie martwią. Ze ślubem sobie poradzimy” – powiedziała na koniec Bogumiła, uśmiechając się ciepło.

Rodzina Marka wydawała się Zosi idealna. Jej własni rodzice byli zupełnie inni. Mama przy stole próbowała wszystkich nakarmić, a ojciec pił za dużo, nalewając sobie wina, nie czekając na innych. Gdy się upił, zaczynał prawić morały, nawet jeśli nikt go nie słuchał. Potrafił wtedy ostro odpowiedzieć matce, upokarzając ją przed gośćmi.

Zosia zawsze wstydziła się za niego. Gdyby tylko mogła, nie zaprosiłaby rodziców na ślub, ale wtedy by się obrazili. Gdyby tylko mieli takie relacje jak rodzice Marka… A może wcale nie powinnapaść za niego wychodzić? Byli z różnych światów… Zamyśliła się i przegapiła słowa Marka.

„Co powiedziałeś?” – spytała.

„Że bardzo im się spodobałaś.”

„Masz wspaniałych rodziców. Chciałabym, żebyśmy mieli takie relacje jak oni. Widać, że się kochają. Ciebie też. A moi… Już widzę, jak będą wyglądać na ślubie.”

„Nie przejmuj się. Nie zawiodą. U nas też czasem się kłócą. Może nie tak często i głośno jak u ciebie. A swoją drogą – wybrałaś już suknię? Chcę, żebyś była najpiękniejszą panną młodą.” – Marek przystanął i pocałował ją.

Zosia nie chciała iść sama do salonu ślubnego, a Marek nie powinien widzieć sukni przed ceremonią. Z matką też nie miała ochoty iść – zawsze oszczędzała na wszystkim. Nie, na pewno nie z mamą. Została tylko przyjaciółka Kasia. Wróciwszy do domu, od razu do niej zadzwoniła.

Kasia zaczęła trzeszczeć w słuchawkę, zadawać pytania i opowiadać o sobie, nie dając Zosii dojść do słowa. W końcu, wyczerpawszy wszystkie tematy, spytała:

„A ty w ogóle po co dzwoniłaś?”

„Chciałam cię prosić, żebyś poszła ze mną wybrać suknię ślubną.”

„Wychodzisz za mąż? Super! Gratulacje! Oczywiście…” – Kasia znów zaczęła opowiadać o ślubie jakiejś znajomej ze studiów. Zosię to nie interesowało.

„Pomożesz?” – przerwała bezceremonialnie.

„No jasne. Kiedy?”

Umówiły się na następny dzień w kawiarni niedaleko salonu.

*„Boże, jAle gdy w końcu stanęła przed ołtarzem i spojrzała w oczy Marka, zrozumiała, że prawdziwa miłość to wybór – każdego dnia na nowo – mimo niedoskonałości, wątpliwości i cieni przeszłości.

Rate article
Fajna Tajna
Idealna rodzina