Idealna rodzina
– Boję się – Zofia zatrzymała się przed klatką schodową.
– Czego? Moich rodziców? – spytał Krzysztof i wziął ją za rękę.
– Że się im nie spodobam – przyznała, patrząc na niego z wyrzutem i lękiem.
– Nie bój się. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Przecież cię kocham. To ja będę twoim mężem, nie oni. Chodź – pociągnął ją w stronę wejścia.
– Mama nazywa się Wanda Januszewska. Zapamiętałaś? – instruował ją.
Zofia powoli powtórzyła.
– Ze stresu na pewno zapomnę albo pomylę – wyznała szczerze.
– A tata…
– Marek Kowalski! – wykrzyknęła z ulgą. – Dobrze, że twój ojciec ma zwyczajne imię. Skąd twoja mama ma takie nazwisko?
– Co?
Weszli do klatki, a Krzysztof nacisnął przycisk windy.
– To nazwisko po mężu, ale jej ojciec, mój dziadek, miał korzenie szlacheckie. Mówił, że jego żona była wyjątkową osobą. Aktorką. Szkoda, że nie poznałem jej – odszedła wcześnie.
Winda stanęła, drzwi się otworzyły. Weszli do środka.
– Nie martw się. Jestem z tobą – powiedział Krzysztof, przytulając ją.
Drzwi otworzyła niska, szczupła kobieta z krótkimi włosami. Zofia pomyślała, że wygląda zbyt młodo, by być matką Krzysztofa. Uśmiechnęła się życzliwie i zaprosiła ich do środka.
Miała na sobie szerokie, beżowe spodnie z jedwabiu i białą bluzkę. W świetle przedpokoju Zofia zauważyła zmarszczki, które zdradzały jej wiek.
– Dzień dobry – powiedziała Zofia, spoglądając na Krzysztofa po podpowiedź. Ale on milczał. Niepewna, Zofia nie odważyła się zwrócić do jego matki po imieniu i spuściła wzrok.
– Proszę wejść, Zosiu. Nie krępuj się. Nikt za pierwszym razem nie pamięta mojego nazwiska – powiedziała łagodnie, a Zofia odwdzięczyła się uśmiechem.
– Nie trzeba zdejmować butów. Marek! Gdzie się podziewasz? – zawołała Wanda.
Wkrótce wszedł przystojny, barczysty mężczyzna. Zofii przypomniał młodego Zbigniewa Cybulskiego, choć podobieństwo było niewielkie. Obok niego Wanda wyglądała jak delikatna dziewczyna. „Jak musiał wyglądać w młodości, skoro teraz jest taki uroczy?” – pomyślała.
– Marek Kowalski – przedstawił się, wyciągając rękę.
Zofia włożyła swoją dłoń w jego szeroką dłoń. Uścisk był krótki, ale przyjemny.
– Proszę do stołu, bo jedzenie ostygnie – zaprosiła Wanda.
– Krzysztofie, zaopiekuj się Zosią – powiedział Marek, nalewając wino.
Wanda wypytywała dziewczynę delikatnie, nie naciskając. Mówiła też o ich rodzinie. Z odprężenia lub od wina Zofia poczuła, że napięcie znika.
– Niech twoi rodzice się nie martwią. Z wes- Nie martw się – powiedziała Wanda, patrząc na Zofię z ciepłym uśmiechem – w życiu najważniejsza jest rodzina, a reszta jakoś się ułoży.



