I po wszystkim… i lepiej, że tak się stało – O co chodzi z tym “abonent poza zasięgiem”? Przecież…

Odszedł i dobrze

Jak to abonent niedostępny? Przecież jeszcze pięć minut temu z kimś rozmawiał! Weronika stała w przedpokoju, przyciskając słuchawkę do ucha.

Spojrzała w stronę komody.

Szkatułka, w której trzymała swoje klejnoty, stała na miejscu. Ale coś w jej ustawieniu było nie tak wieczko nie było dokładnie zamknięte.

Romek! zawołała w głąb mieszkania. Jesteś w łazience?

Weronika podeszła powoli do komody. Gdy dotknęła polerowanego drewna, przebiegł ją zimny dreszcz w środku było pusto. Kompletnie.

Nawet paragonu, którego używała jako zakładki, nie zostawił.

Razem z biżuterią zniknęły też pieniądze. Chociaż te sama mu dała

O Boże… szepnęła, opadając na podłogę. Jak to się mogło stać? Przecież wczoraj kłóciliśmy się tylko o tapety… Obiecywałeś, że w sierpniu pojedziemy nad morze…

A wszystko zaczęło się tak zwyczajnie. W czerwcu zeszłego roku Weronice zaciął się tłok w jej biedronce.

W serwisie wycenili naprawę na taką sumę, że aż oczy wyszły z orbit, więc rozgoryczona weszła na grupę Auto-Pomoc Poznań na Facebooku.

Ludzie, czy ktoś wie, jak samemu rozruszać tłok hamulcowy, gdy się zacina? napisała, wrzucając zdjęcie brudnego koła.

Komentarze posypały się od razu. Jedni radzili, żeby nie pchać się do żelastwa, inni proponowali kupno nowej części.

Wtedy napisał Roman85:

Proszę nie słuchać reszty. Kupić WD-40 i zestaw naprawczy, kosztuje 50 zł.

Zdjąć koło, powoli wypchnąć tłok pedałem, tylko nie do końca.

Wszystko przeczyścić płynem hamulcowym, przesmarować.

Jak cylinder gładki auto będzie jeździć jak nowe.

Weronika przyjrzała się odpowiedzi. Konkretna, bez zbędnego popisywania się.

A jeśli cylinder jest z wżerami? odpisała.

Wtedy zostaje wymiana. Ale sądząc po zdjęciu, auto zadbane więc nie powinno być źle. Jak będą pytania pisz na priv, pomogę, jak umiem.

Tak się złapali.

Roman okazał się mistrzem od mechaniki.

W tydzień przeszkolił ją ze zmiany oleju, wyboru świec zapłonowych, nawet podpowiedział, którego płynu do chłodnic nie lać.

Weronika łapała się na tym, że codziennie czekała na wiadomość od Romka.

Romek, ty naprawdę jesteś moim aniołem, napisała pod koniec lipca. Pomyślałam Może się spotkamy? Stawiam kawę. Albo coś mocniejszego za zaoszczędzoną kasę.

Odpowiedź nie przyszła od razu. Dopiero po trzech godzinach ekran się rozjaśnił.

Weroniko, bardzo bym chciał. Naprawdę. Ale jestem teraz na delegacji. Długiej. W sumie za granicą, można powiedzieć.

O, zdziwiła się. Gdzie?

Oj, gdzie daleko. Nie chcę cię okłamywać. Bardzo mi się podobasz jako osoba. Ale nie jestem na delegacji. Odsiaduję wyrok. ZK-12, jeśli coś ci to mówi.

Weronika upuściła telefon na kanapę, serce zabolało.

Więzień? Ona porządna kobieta, księgowa w dużej firmie od dwóch tygodni pisze z kryminalistą?!

Za co? drżącymi palcami napisała.

Artykuł 286 KK. Oszustwo. Głupio zrobiłem, trochę mnie wrobili, trochę sam się w to wkręciłem. Zostało niespełna rok odsiadki. Jeśli chcesz usuń naszą rozmowę, rozumiem.

Weronika nie odpowiedziała. Po prostu zablokowała go i przez trzy dni chodziła zupełnie rozbita. Koleżanki pytały w pracy, czy czasem nie jest chora.

A ona wciąż myślała:

Dlaczego? Dlaczego taki mądry, złota rączka, inteligentny facet i taki los?

Po tygodniu odnalazła na mailu powiadomienie o nowej wiadomości Roman wcześniej poprosił o adres.

Nie kasowała go z kontaktów, po prostu zamknęła rozmowę.

Weroniko, nie mam żalu. Naprawdę. Przeczuwałem, że tak się skończy. Jesteś po prostu dobra, światła. Takim jak ja nie jest pisane takie szczęście.

Chciałem tylko podziękować. Te dwa tygodnie z tobą były dla mnie najlepsze od trzech lat. Bądź szczęśliwa. Żegnaj.

Weronika przeczytała to w kuchni i rozpłakała się. Zrobiło jej się żal i jego, i siebie, i tego całego niesprawiedliwego życia.

Czemu innym się udaje, a mi albo żonaci, albo mamin synowie, a jak już porządny, to w więzieniu? pytała samą siebie.

I znów nie odpisała

***

Weronika próbowała umawiać się na randki, ale wszystko było nie takie.

Jeden adorator pół wieczoru opowiadał o kolekcji znaczków, drugi przyszedł z czarnymi paznokciami i chciał dzielić rachunek.

W marcu, w dzień 35. urodzin, Weronika czuła się szczególnie samotna.

Rano przyszło powiadomienie.

Sto lat, Weroniczko! pisał Roman. Wiem, nie powinienem się odzywać, ale nie mogłem się powstrzymać. Życzę ci wszystkiego najlepszego.

Zasługujesz, by ktoś nosił cię na rękach.

Z chleba i drucika zrobiłem tu dla ciebie małą pamiątkę Gdybym mógł, podarowałbym ci ją.

Wiedz, że gdzieś na Śląsku jeden człowiek pije dzisiaj twoje zdrowie kubkiem bardzo słabej herbaty.

Dziękuję, Romku, odpisała, nie wytrzymała. Bardzo mi miło.

Odpisałaś! on był wyraźnie wniebowzięty. Jak się masz? Jak tam twoja Biedronka? Przetrwała mrozy?

I wszystko zaczęło się znowu.

Tym razem rozmawiali codziennie. Gdy Roman mógł, dzwonił.

Jego głos był niski, zachrypnięty, przyjemny.

Opowiadał o życiu: jak wychowywał się z bratem, jak ten teraz sam wychowuje dwóch małych synków, jak Roman marzy, by zacząć od nowa.

Nie wrócę do swojego miasta, Weroniko, mówił, kiedy ona podgrzewała kolację. Tam tylko starzy znajomi, złe historie, znowu by mnie w coś wciągnęli.

Chcę gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Ręce mam, zawsze mogę popracować jako pomocnik na budowie, może w warsztacie.

A gdzie byś chciał? pytała nieśmiało.

Najchętniej do ciebie. Wynająłbym pokój albo kawalerkę, żeby tylko wiedzieć, że jesteś blisko i oddychamy tym samym powietrzem.

A potem zobaczy się. Nie narzucam się, zrozum.

W maju Weronika była zakochana po uszy.

Znała jego grafik, wiedziała, kiedy ma prysznic, a kiedy pracę w warsztacie.

Wysyłała mu paczki: herbatę, czekoladki, ciepłe skarpety, części do jakiś rękodzieł.

Romku, tylko wytrzymaj spokojnie, prosiła. Nie wdawaj się w żadne bójki.

Dla ciebie, kochanie, będę cichutki jak mysz, śmiał się. W kwietniu jestem wolny.

Będę na ciebie czekała.

***

W kwietniu Weronika podjechała pod bramę zakładu karnego. Kupiła mu kurtkę, dżinsy, buty sportowe.

Serce jej waliło, jakby miało wyskoczyć.

Gdy wyszedł średniego wzrostu, dobrze zbudowany, z krótkimi, już lekko siwiejącymi włosami przez chwilę osłupiała.

Na zdjęciach wyglądał nieco inaczej.

Ale gdy się uśmiechnął i powiedział:

No, hej, pani domu, rzuciła mu się w ramiona.

Boże, żyjesz, szeptała, przytulona do jego kolczastego policzka.

Gdzie mam się podziać, uśmiechnął się, ściskając ją mocno. Pięknie pachniesz jakimiś wiosennymi perfumami.

Pojechali do niej.

Pierwszy tydzień był jak z bajki. Roman od razu zabrał się za robotę: naprawił cieknący kran, naprawił zamek w drzwiach, który od miesięcy się zacinał.

Wieczorami siedzieli razem w kuchni, popijali półsłodkie i rozmawiali, on opowiadał zabawne historyjki z poprzedniego życia, omijając ciemne strony.

Romek, powiedziała dziesiątego dnia. Mówiłeś, że chcesz wynajmować kawalerkę.

Może nie trzeba? Mam dużo miejsca, we dwoje raźniej.

Zaoszczędzisz, a i narzędzia trzeba będzie kupić, urządzić się.

Weronika, to nie w porządku. skrzywił się, mieszając cukier w herbacie. Facet powinien zapewnić dach nad głową.

I tak już ci na głowie siedzę, jem za twoje pieniądze.

Przestań! położyła dłonie na jego. Przecież jesteśmy razem. Odbijesz się, znajdziesz pracę wszystko będzie dobrze.

Mój brat wczoraj dzwonił powiedział nagle cicho, spuszczając wzrok. Sierota z niego, a jego najmłodszy syn poważnie chory, potrzebna płatna operacja.

Prosi mnie o pożyczkę, a ja sam pusto w kieszeni. Wstyd mi, Weroniko. Wstyd przed rodziną.

Ile potrzeba? zapytała ostrożnie.

Sporo Dwadzieścia tysięcy złotych. Część już zebrana, ale reszty brak.

Myślę, może pojadę do Warszawy na budowę, szybko odłożę.

Weronika zamilkła. Te dwadzieścia tysięcy leżało w szkatułce. Odkładała je kilka lat, na remont łazienki, wymianę płytek, nową kabinę prysznicową z hydromasażem

Mam te pieniądze, szepnęła.

Roman uniósł głowę.

Nawet nie myśl o tym! To twoje oszczędności. Nie przyjmę.

To przecież rodzina, Romek. Sam mówiłeś, że rodzina jest święta. Weź, potem oddasz. Jesteśmy teraz razem.

Długo się wzbraniał. Chodził ponury, prawie dwa dni, nawet znów zaczął palić na balkonie, choć obiecywał, że rzuca.

Ostatecznie Weronika sama wyjęła pieniądze i położyła na stole.

Masz. Jedź do brata, zanieś mu. Albo przelej.

Wolę zawieźć powiedział, obejmując ją. A przy okazji popytam o pracę w okolicy, może coś znajdę.

Wyjadę na dwa dni. Zaraz wrócę.

***

Weronika siedziała na podłodze w przedpokoju już od godziny. Nogi jej zesztywniały, ale nie czuła bólu.

Przypominała sobie wczorajszy wieczór. Oglądali głupawy polski kabarecik, Roman śmiał się, obejmował ją, a ona czuła się najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Chyba pojutrze rano wyjadę, powiedział przed snem.

Wyjechał dzień wcześniej. Spała, nawet nie usłyszała, jak się ubierał.

Śniło jej się tylko, że ktoś trzasnął drzwiami, ale pomyślała, że to sąsiedzi.

Dopiero koło drugiej po południu zadzwoniła do brata Romana numer miał zapisany na wszelki wypadek.

Halo? odezwał się szorstki głos mężczyzny. Kto mówi?

Dzień dobry, tu przyjaciółka Romka. Weronika. Pojechał dziś do pana?

W słuchawce zapadła cisza. Potem ktoś westchnął ciężko.

Pani, jaki Roman? Mój brat ma zupełnie inne imię, a w więzieniu jeszcze siedzi, co najmniej pół roku. Wyjdzie najwcześniej w październiku.

Weronice pociemniało przed oczami.

Jak w październiku? Przecież wyszedł w kwietniu. Sama go odbierałam spod ZK-12.

Proszę posłuchać, głos po drugiej stronie nie znosił sprzeciwu. Mój brat, Sebastian, siedzi w ZK-8.

A ten wasz Roman to mój były współwięzień, wyszedł dwa miesiące temu.

Ukrył przede mną telefon, jak byłem na warunkowym, i spisał wszystkie kontakty.

Pani pewnie kolejna penpalka, którą wkręcił. Jest w tym mistrzem, politechnikę ukończył, świetnie gada.

Weronika powoli odłożyła telefon na podłogę. Przypomniała sobie, jak uczył ją wymieniać świece.

Tylko nie dokręć za mocno, mówił. Bo zerwiesz gwint i po zabawie.

Złamałam, wyszeptała Weronika. Cały gwint, całe zaufanie. Sama sobie winna.

Nagle zrozumiała, że tak naprawdę nic o tym mężczyźnie nie wiedziała. Nawet nigdy nie widziała jego dowodu, żadnych papierów potwierdzających zwolnienie z więzienia nie pokazał.

Może w ogóle nie nazywał się Roman?!

***

Weronika, oczywiście, zgłosiła sprawę na policji. Pokazała jego zdjęcie, dowiedziała się jeszcze więcej dziwnego o swoim byłym partnerze.

Owszem miał na imię Roman. I to bodaj jedyna prawda, jaką jej powiedział.

Odsiedział wyrok za poważne przestępstwo, pół życia przesiedział w zakładzie karnym Weronikę poznał, gdy odsiadywał już trzeci.

Weronika się przeżegnała, wymieniła zamki i pomyślała, że jeszcze jej się upiekło. W porównaniu z tym, co spotkało jego poprzednie partnerki, wyszła na tym najlepiej

***

Człowiek myśli, że porażki zdarzają się tylko innym. Czasem jednak lekcja, choć bolesna, uczy nas ufać rozumowi, nie tylko sercu. Życie nie kończy się po jednym rozczarowaniu. Warto wyciągać wnioski i nigdy nie rezygnować z marzeń o szczęściu nawet jeśli droga do niego prowadzi przez gęsty las złudzeń.

Rate article
Fajna Tajna
I po wszystkim… i lepiej, że tak się stało – O co chodzi z tym “abonent poza zasięgiem”? Przecież…