Marek, czy ta twoja Krysia znowu u nas była? zapytała Ania, zaglądając do półpustej lodówki. Zawsze po jej wizycie nie ma co jeść.
Była, była, przyznał Marek, patrząc gdzieś w stół. Narzekała, że znowu nie mają pieniędzy. Nie mogłem tak po prostu jej wypuścić z pustymi rękami, w końcu to moja siostra.
Daj spokój, jeszcze jej coś dałeś? Nie tylko jedzenie?
Tak, parę stówek. Krysia mówiła, że Tomek znów ma kłopoty w pracy i nie mogą opłacić mieszkania.
To dopiero pech… Nie rozumiem, po co ona w wieku dwudziestu lat taka pilna była do ślubu? Może twoja mama powinna ją trochę przytrzymać w domu?
Znając Krysię? Jak sobie coś wbije do głowy, to tylko czołg ją zatrzyma. Ale nie martw się, pewnie się jeszcze nauczy samodzielności.
Ania aż westchnęła ciężko. Samodzielność, pięknie, ale póki co Krysia nauczyła się żyć cudzym kosztem.
***
Tomek też był dzieciak pierwsza praca, zarobki takie sobie, do życia daleko; prezentów żonie raczej nie kupował. A Krysia? O pracy nawet nie myślała i była przekonana, że Tomek ją utrzyma.
Mama Krysi i Marka, pani Halina, oczywiście tragedii w tym nie widziała i uparcie wspierała córkę. Sama dokładała jej regularnie, a Marka ustawicznie namawiała na więcej:
Krysia to młoda dziewczyna, musi ładnie wyglądać, powtarzała z powagą. Do tej pory nie znalazła sobie wymarzonej pracy, a Tomek to sknera. Więc nasza powinność pomóc.
Marek więc dokładał, aż mu się uszy trzęsły. Ania, początkowo wyrozumiała, w końcu miała tego zwyczajnie dość. Czemu połowa twojego pensji ma iść na twoją siostrę, skoro my sami ledwo ciułamy na własne mieszkanie i jeszcze się wszystkiego odmawiamy?
***
Pewnego dnia Ania wraca do domu i widzi w salonie teściową oraz Krysię. Szeptają z Markiem, ale gdy tylko Ania wchodzi, robi się niezręczna cisza.
Mogę wiedzieć, jaki znowu interes knujecie? Mam wrażenie, że chodzi o kasę, zapytała z przekąsem.
Wcale nie śmieje się Halina. Załatwiamy rodzinne sprawy, ale chyba nie wszystko cię interesuje, prawda?
Ania rzuca wymowne spojrzenie i idzie do kuchni, gotować co tam znalazła w lodówce, czyli niewiele. Po chwili wchodzi Krysia, zagląda z tupetem do lodówki i marudzi:
Czemu tu tak pusto, Aniu? Nie byłaś na zakupach?
Byłam, ale wypłata dopiero za dwa dni, więc na bogatość nie ma co liczyć. Chcesz, mogę ci podgrzać zupę.
Nie dzięki. Ja generalnie na żarcie nie wydaję, wolę pizzę zamówić, sushi, z Tomkiem do kawiarni pójść.
Ale na takie luksusy to chyba pieniędzy wam nie starcza? Ciągle narzekasz…
To proszę mamę, proszę Marka, rodzina jest od tego, żeby sobie pomagać.
Za chwilę obie z Haliną wyszły. Ania od razu atakuje Marka:
Po co przyszły?
Mama chce sprzedać działkę na Mazurach. Całą kasę chce dać Krysi. Przecież jest młoda, potrzebuje na start.
I to jest niby w porządku? Tobie nie przeszkadza, że wszystko leci do Krysi, a my tu biedujemy, bo sami mieszkania się dorobić nie możemy?
Kochanie, daj spokój, to decyzja mamy. Działka jej, kasa jej. Po co się wtrącasz?
Marek zamknął się w sobie, przekonany, że robi najlepiej, pomagając siostrze, i był z tego wyjątkowo dumny.
***
Działka szybko poszła, a Ania już wiedziała, że Krysia nie zamierza tych pieniędzy na nic mądrego wydać. Tu knajpa, tam nowe ciuchy, najnowszy iPhone i po kasie.
Jak wszystko przetrwoniła, leci Krysia do mamy z pretensją:
Mamo, znowu nie mamy na życie! Chciałabym zrobić prawo jazdy, kupić samochód! Może coś jeszcze macie do sprzedania? Innym rodzice kupują mieszkania, wspierają dzieci… czemu my jesteśmy tacy biedni?
Halina aż usiadła, bo nie spodziewała się, że córka przebimba wszystko w takim tempie. Po chwili odzyskuje rezon:
Krysiu, nic już nie zostało. Myślałam, że będziesz rozsądna. Czas znaleźć pracę. Masz kurs księgowej, poszukaj czegoś w biurze.
Nie zamierzam siedzieć całymi dniami w biurze, oczy psuć przed komputerem! Od czego mam męża i rodzinę? Mam dwadzieścia lat, nie po to mnie rodziliście, żebym teraz sama musiała się ogarnąć!
No dobrze, Halina nie daje za wygraną. Może znów poprosimy Marka o pieniądze? Powiemy, że to bardzo ważne. Oni też odkładają na mieszkanie, zawsze coś powinno zostać.
Tyle że ta twoja Ania, mamo… Ostatnia złotówkę obejrzy z każdej strony. Na jedzeniu oszczędza! Ale Marek zawsze da.
To idziemy! machnęła Halina ręką. Ze mną nie pogadają się tak łatwo!
I w godzinę później już stoją pod drzwiami ich mieszkania z minami jakby szły żądać odszkodowania.
Marek, mamy do ciebie ważną sprawę! zaczyna Halina, ledwo weszła. Tylko ty możesz nam pomóc!
Ani aż żyłka na czole pulsuje: Jak zwykle chodzi o kasę, myśli.
O co chodzi?
Krysia chce kupić auto, ale pieniądze po działce już dawno przepadły, Halina spuszcza wzrok, ale powoli. Myślimy, że powinniście coś dorzucić.
Ale jak to? Te wszystkie pieniądze z działki już zniknęły? Krysia, czemu nie trzymasz się w wydatkach?
Nie będziesz mi mówić jak żyć! rzuca Krysia. Chcę się bawić, a nie siedzieć w nędzy! Restauracje, salony kosmetyczne, modne rzeczy nie zamierzam całej młodości przeżyć jak szara mysz!
A nie przyszło ci do głowy, żeby iść do pracy? ironizuje Ania. To ponoć pomaga nie ciągnąć wiecznie pieniędzy od rodziny.
Marek przestraszony próbuje łagodzić:
Dajcie spokój, porozmawiajmy. Na samochód was nie wesprzemy, ale trochę możemy dołożyć.
Brawo, synku! chwali Halina. Wiedziałam, że nie zawiedziesz.
A mnie o zdanie nikt nie pyta? burzy się Ania. Przykro mi, Krysi nie zamierzam finansować. Ma męża, niech on ją utrzymuje. Ode mnie zero, dyskusja zamknięta!
Marek zdążył tylko rzucić jej niepewne spojrzenie i dodał speszony:
Przecież to nasze wspólne pieniądze. Chodzi tylko o pożyczkę! Oddadzą!
Oddam, oczywiście! obraziła się Halina. A co, myślisz, że krętacze z nas?
Ani zrobiło się trochę głupio, jakby podejrzewała teściową o najgorsze. Ale jeszcze większą głupotą byłoby stracić wszystkie oszczędności na zawsze.
Przykro mi, nie pomożemy, powiedziała już bez wcześniejszego zacięcia. Odkładamy na mieszkanie, to jest ważniejsze.
Daj spokój, mamo, idziemy, fuknęła Krysia. Widzisz? Wszystko na swoim, my się nie liczymy.
Obraziła się śmiertelnie, Halina wyszła natychmiast za nią, ale syknęła jeszcze do syna:
Marek, to nie koniec. Rozumiem, że teraz to Ania rządzi?
Kiedy drzwi się zamknęły, Marek wybuchł do Ani:
Jak ty możesz?! Co mama sobie o nas pomyśli? Chyba nie, że pieniądze ważniejsze od rodziny?
Ale tu nie chodzi o żadną tragedię! odpaliła Ania. Czy nam twoi bliscy kiedyś pomogli? Na nasz wkład własny to ty liczysz tylko mnie. Mam już dość tej opowieści o biednej, wiecznie poszkodowanej Krysi.
Po paru dniach sytuacja w domu się uspokoiła. Tyle że Ania nie wiedziała, iż Marek w tajemnicy zabrał ich oszczędności, oddał wszystko swojej mamie, bo tak trzeba.
Halina jak tylko zobaczyła kopertę, aż zatarła ręce:
Brawo, synku, wreszcie wykazałeś się odpowiedzialnością! Pomagasz siostrze, ona pomoże tobie. Tylko Ani nic nie mów, młodzi mają czas na oszczędzanie.
***
Pewnego dnia Ania przegląda zdjęcia na Facebooku i co widzi? Krysia, szeroki uśmiech, siedzi za kierownicą nowego auta. Ania aż podskoczyła i pyta Marka:
Wiedziałeś, że Krysia kupiła samochód? Skąd niby mieli hajs? Twoja siostra to naprawdę ma talent, zawsze osiągnie, co chce.
No, wiem… Wszyscy się złożyliśmy, żeby zrobić jej prezent.
Jak to wszyscy? Ty też dałeś? I nie powiedziałeś mi ani słowa?!
Marek zamilkł. Ania wpadła do komody i już wiedziała nie było ani grosza z ich oszczędności.
Co ty najlepszego zrobiłeś?! krzyknęła. To poważnie? Oddałeś wszystko twojej siostrze? Nie wierzę! Jak mogłeś?!
Tym razem nawet słynny spokojny Marek nie wytrzymał:
To nie twoja sprawa! Jestem głową rodziny i decyduję. My możemy jeszcze oszczędzać, ale Krysia potrzebuje auta już teraz. A jeśli masz problem z moją rodziną, to przemyśl, czy w ogóle chcesz być moją żoną!
Świetnie! W takim razie już wiem, że nie, nie chcę! Jadę do mamy i nie licz na to, że odpuszczę połowę tych pieniędzy!
Ania w popłochu zaczęła się pakować, zła, rozczarowana i zdecydowanie licząca, że Marek ją zatrzyma lub przeprosi. A on? Siedzi spokojnie przed TV, jakby nic się nie stało.
Serio odchodzisz? rzucił tylko zimnym tonem.
Odchodzę. Jeśli nie zmienisz podejścia, nie wracam.
Ania wyprowadziła się do swojej mamy i po miesiącu wniosła pozew o rozwód. Bo jak żyć z kimś, kto nie ma do ciebie szacunku? A, i sprawę z oszczędnościami załatwiła po polsku postraszyła go sądem, to się chłop połapał i oddał połowę. Z jednego przynajmniej mogła się pośmiać z koleżankami: Oddzielić się czasem trzeba nie przez własną głupotę, tylko przez cudzą bezczelność!



