Halina wróciła z zakupów, zaczęła rozpakowywać torby z jedzeniem, gdy nagle z pokoju syna i synowej …

Halina wróciła ze sklepu do domu i zaczęła rozkładać zakupy z siatek. Nagle usłyszała dziwny hałas w pokoju syna i synowej. Postanowiła sprawdzić, co się dzieje.

Lidziu, gdzie się wybierasz? zdziwiła się Halina, widząc jak synowa pakowała rzeczy do walizek.

Wyjeżdżam stąd! powiedziała łamiącym się głosem Lidia, ledwie powstrzymując łzy.

Jak to wyjeżdżasz? Dokąd? Co się stało? zaskoczenie Haliny narastało z każdą chwilą.

Lidia bez słowa podała jej kartkę. Halina rozwinęła papier i zamarła po przeczytaniu kilku pierwszych linijek.

*

Jan przywiózł swoją żonę Lidię do rodzinnej wsi, do domu matki. Halina była szczęśliwa jej syn, mający już ponad trzydzieści lat, wreszcie się ustatkował. Pora była najwyższa. Wiedziała, że jej pomoc będzie mu potrzebna na stare lata.

Dom był pełen, Halina gospodynią na każdym kroku. Ojca już nie było, zostawił jednak solidny dom i spore gospodarstwo. Dbał, by rodzinie niczego nie brakowało. Syn był jedynakiem więcej Halina nie donosiła, a potem nie mogła już zajść w ciążę. Ciężka praca na roli, ogrom obowiązków każdego dnia, bez wytchnienia. Potem sama podupadła na zdrowiu, przez trzy lata doglądała męża, któremu żadne leczenie nie pomogło. Musiała nauczyć się jeździć traktorem, orać, sadzić ogrody.

Lidia była młodsza od Jana o dobre dziesięć lat, jak oceniła Halina. Młoda, drobna. Halina widziała w niej siebie z młodości. Przyjechała do domu męża z niewielką walizką i kilkoma ubraniami. Tylko kot by się popłakał nad jej dobytkiem. Ale syn wybrał, niech mieszkają. Była sierotą. Może to i lepiej.

Wszystkie dziewczyny ze wsi jej zazdrościły zdobyła przystojnego i zamożnego chłopaka. One zakochiwały się w już żonatym Janie, ale on wracał z pracy do domu, do żony i dzieci. Lidia urodziła mu dwóch synów i córkę.

*

Gdy młodsza miała pięć, a starszy dziesięć lat, Jan postanowił wyjechać z kolegą do Warszawy na zarobek.

Brakuje ci pieniędzy? Mamy wszystkiego pod dostatkiem protestowała matka jedzenia nie brakuje, wasze dwie pensje, moja emerytura. A gospodarstwem kto się zajmie? Ja coraz mniej mogę.

Mam już dosyć tego gospodarstwa, mamo. Ułożę sobie życie w mieście, ściągnę rodzinę. Dzieci muszą się uczyć, dom sprzedamy. Pojedziesz z nami.

Janku, szkoła tuż obok próbowała powstrzymać go Lidia.

A ty jesteś mieszczuchą. Jedźmy więc do miasta.

Jeśli dom dziecka jest w mieście, to chyba rzeczywiście jestem mieszczuchą odpowiedziała cicho. Nie pamiętam nic, byłam malutka. A co z twoją mamą? Przecież potrzebuje nas coraz bardziej. My poradzimy sobie w mieście z trójką dzieci? w oku Lidii błysnęła łza.

Koniec dyskusji. Ogarnij się. Wyglądasz na wykończoną.

Lidia i Halina żyły ze sobą dobrze. Halina, wspominając własną młodość, żal jej było synowej. Zwłaszcza gdy pojawiły się wnuki, traktowała Lidię jak córkę. Lidia szybko pokochała teściową, zaczęła do niej mówić mama.

Pewnego dnia Lidia popłakała się.

Chce wyjechać, to niech jedzie! My tu się zastanowimy, poradzimy sobie powiedziała matka.

Jan wyjechał. Pisał listy, telefonów komórkowych jeszcze nie było. Wrócił po pół roku. Przywiózł prezenty i trochę pieniędzy, później jednak znowu wyjechał. Jego kolega wrócił wcześniej i opowiedział żonie Haliny, że Jan mieszka u bogatej kobiety, dla której robił remont. Nie pracuje, tylko z nią mieszka. Halina nie powiedziała o tym Lidii, może to nieprawda, ale wieś już szeptała. Po jakimś czasie Lidia zaczęła w milczeniu pakować swoje rzeczy.

Gdzie idziesz?

Lidia podała jej kopertę. Była w niej kartka.

“Lidio, przepraszam, mam kogoś innego. Dom po matce i tak przypadnie mi. Nie trać czasu, wyjedź. Dasz radę wychować dzieci. Tu masz trochę pieniędzy na początek. Dalej licz na siebie. Jan.

*

Wyjechał! Niech sobie tam żyje! krzyknęła Halina. Ja was nigdzie stąd nie puszczę. Nie będę was po obcych kątach ciągać, nie dam rady bez was. On nie ma prawa was wygnać. Nie pozwolę!

Pewnego razu Jan przyjechał z nową żoną, nowiutkim autem. Nie spodziewał się zobaczyć dzieci w domu matki. Nie wiedział, że Halina nie poinformowała go o niczym. Córka, już dwunastolatka, rzuciła się ze łzami do ojca, starszy syn podszedł. Jan chciał go objąć, ale chłopak tylko zabrał siostrę i odszedł. Za nimi podążył drugi syn.

To nie ojciec, tylko zdrajca. Chodźcie, trzeba pracować.

Jan patrzył w milczeniu jak syn wsiada do traktora i wyjeżdża orać kartoflisko za domem. Drugi syn i córka karmili króliki. Gospodarstwo zamiast się zmniejszyć, jeszcze się powiększyło, teraz były u nich króliki, których kiedyś nie hodowali. Dzieci podrosły i on to przegapił.

A gdzie ich matka? zapytał matkę Zostawiła ci je?

Po sobie nie oceniaj. Lidia ma na imię. Zapomniałeś? Zaraz wróci z pracy. A wy czego tu razem przyjechaliście?

Mamy do ciebie sprawę.

To załatw ją i idźcie, zanim wróci Lidia.

Przyjechaliśmy po ciebie.

A myślałam, że po dzieci.

Dzieci mają matkę. Tobie lepiej z synem będzie. Sprzedaj dom i przeprowadzaj się do nas. Za gospodarstwo i pole dostaniesz sporo. Kupimy ci mieszkanie w okolicy, pieniędzy wystarczy.

A gdzie dzieci? Czemu milczysz?

Niech Lidia też jedzie do miasta. Wynajmie mieszkanie, dzieci będą miały więcej perspektyw.

Możliwości są, tylko nie mają ochoty. Już dawno by wyjechali.

Przekazaliśmy ci informację. Zastanów się. Nawet kupca już mamy, ale decyzję musisz podjąć szybko.

Nie muszę się zastanawiać. To już nie mój dom.

Mamo, czemu tak mówisz?

W tym momencie weszła Lidia.

Jaka niespodzianka.

Przez te lata, których Jan jej nie widział, Lidia rozkwitła, wypiękniała. Elegancka, w uszach matczyne kolczyki, nowoczesna fryzura. Z dawnej Lidki nic nie zostało piękność. Nieporównywalna z nową żoną. Jan nie mógł oderwać wzroku, dopóki nie zburzyło go skinięcie nowej żony.

Dlaczego, mamo, nie nakryłaś stołu? Gość przyjechał! zażartowała Lidia.

Gość już idzie. Powiedział co trzeba, pora mu iść. Dziękuję ci, synu, że odwiedziłeś matkę. Tobie, kochana, do widzenia. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy.

Jan zostawił na stole skrawek papieru z numerem telefonu.

Przyjechał do matki tylko się pożegnać. Lidia zadzwoniła, w końcu był synem. Dzieci już dorosły. Najstarszy miał swoje dzieci. Synowie rozmawiali z nim chłodno, jak z obcym. Córka w ogóle nie podeszła.

Lidio. Dzieci dorosłe. Dom jest mój. Mam prawo tu mieszkać. Rozwiodłem się, wracam. Chcesz, to zostań, jak nie, nie trzymam.

Lidia bez słowa wyciągnęła z komody dokumenty. Dom był już zapisany na nią przez Halinę. Data na akcie własności wskazywała na rok, w którym Jan napisał do niej list. Jan wyszedł bez słowa. Lidia nawet nie próbowała go zatrzymywać nic już ich nie łączyło. Miała dzieci, a teraz także wnuki.

Rate article
Fajna Tajna
Halina wróciła z zakupów, zaczęła rozpakowywać torby z jedzeniem, gdy nagle z pokoju syna i synowej …