Halina wróciła z zakupów do domu i zaczęła rozpakowywać produkty z siatek. Nagle usłyszała dziwny hałas w pokoju syna i synowej, więc postanowiła sprawdzić, co się dzieje.
Weroniko, dokąd się wybierasz? zdziwiła się Halina, widząc, że synowa pakuje rzeczy do walizki.
Wyjeżdżam od was! powiedziała przez łzy Weronika.
Jak to wyjeżdżasz? Dokąd? Co się stało? dopytywała Halina.
Weronika bez słowa podała jej jakiś list. Halina rozłożyła kartkę i zamarła po przeczytaniu.
Jan przywiózł narzeczoną Weronikę do swojej rodzinnej wsi, do domu rodzinnego. Matka się ucieszyła w końcu, po trzydziestce, syn zdecydował się ożenić. Wystarczy już wolności, pomyślała. Przyjechał, będzie jej pomocą na stare lata.
Dom dostatni, Halina była gospodynią, ojca już nie było, ale pozostawił solidny dom i spore gospodarstwo. Starał się o wszystko dla rodziny. Syn jeden, bo Halina nie mogła donosić drugiego dziecka, a potem już całkiem przestała zachodzić w ciążę. Praca na wsi ciężka, gospodarstwo wymagało codziennego doglądania, bez przerw i wczasów. Potem mąż sam się rozchorował i leżał. Halina opiekowała się nim trzy lata, ale na nic się to nie zdało. Wtedy nauczyła się prowadzić traktor i radzić sobie z polami.
Weronika była młoda, o jakieś dziesięć lat młodsza od Jana, jak wyliczyła Halina. Szczupła, filigranowa. Halina przypomniała sobie siebie z młodości przyjechała do męża z małą walizeczką i prawie bez niczego. Ale syn wybrał, niech żyją razem. I sierota była. Może to nawet lepiej.
Wszystkie wiejskie dziewczyny zazdrościły Weronice. Udało jej się zdobyć bogatego i przystojnego kawalera. Prawie wszystkie do tej pory się z Janem umawiały, ale on nie zwracał uwagi. Po pracy wracał do żony i dzieci. Weronika urodziła mu dwóch synów i córkę.
Kiedy najmłodsza miała pięć lat, a najstarszy dziesięć, Jan postanowił wraz z kolegą wyjechać do miasta do pracy.
Czy brakuje ci pieniędzy? Mamy wszystkiego pod dostatkiem odradzała matka. Jedzenia mamy dużo, wasze dwie pensje, moja emerytura. A kto będzie zajmował się gospodarstwem? Ja już nie mam tyle siły.
Mam już dość tego gospodarstwa, mamo! Pracę znalazłem, rodzinę przeprowadzę do miasta. Dzieci muszą się uczyć. A dom już czas sprzedać. Pojedziesz z nami.
Janku. Przecież szkoła blisko próbowała go zatrzymać Weronika.
Jesteś z miasta, pojedziemy do miasta.
Jeżeli dom dziecka w mieście, to rzeczywiście jestem z miasta. Ale przecież nie pamiętam byłam mała. A twoja mama? Przecież to twoja mama, potrzebuje już pomocy. I jak my w mieście z trójką dzieci? Weronika ukradkiem ocierała łzy.
Dość! Nie dyskutujemy. Ty się zajmij sobą. Patrzeć już trudno, zmęczona jesteś.
Weronika i Halina żyły zgodnie. Halina, pamiętając siebie jako młodą dziewczynę, żałowała jej. Szczególnie gdy pojawiły się wnuki, troszczyła się jeszcze bardziej. Czasem można było pomyśleć, że Weronika to jej córka. Weronika również pokochała teściową, od razu zaczęła mówić do niej “mamo”.
Weronika popłakała się.
Chce jechać niech jedzie! My sobie poradzimy powiedziała matka.
Jan wyjechał. Pisał listy telefonów komórkowych wtedy jeszcze nie było. Przyjechał po pół roku, przywiózł prezenty, zostawił trochę pieniędzy i znów wyjechał na kolejne pół roku. Jego kolega, z którym wyjechał, wrócił do domu. Żona kolegi opowiedziała Halinie, że Jan zamieszkał u bogatej kobiety, dla której robili remont. Żyje z nią, nawet nie pracuje. Halina nie powiedziała Weronice nic, może to nieprawda. Ale plotki już krążyły po wsi. Któregoś dnia Weronika, wyraźnie nieprzytomna, zaczęła pakować rzeczy.
Dokąd idziesz?
Weronika bez słowa podała list. Była to raczej notatka niż list.
Weroniko, wybacz, ale mam kogoś innego. Dom po matce i tak mi przypadnie. Nie trać czasu, wyjedź. Poradzisz sobie, dzieci wychowasz. Tu masz na początek trochę złotych. Dalej już musisz liczyć tylko na siebie. Jan.
Wyjechał, niech sobie tam żyje. Ja cię nigdzie nie puszczę. Nie będziesz z dziećmi tułać się po obcych. Ja bez was nie dam rady. Nikt was stąd nie wygoni. Nie pozwolę postanowiła Halina.
Któregoś dnia Jan przyjechał z nową żoną, nowym samochodem. Nie spodziewał się zastać dzieci w domu matki. Nie wiedział, matka uznała, że nie ma sensu go o tym informować. Dwunastoletnia już córka rzuciła się ojcu na szyję, rozpłakała. Najstarszy syn podszedł, Jan chciał go objąć, ale chłopak wziął siostrę i odprowadził. Środkowy poszedł za nimi.
To nie ojciec, to zdrajca. Idziemy, trzeba pracować.
Jan patrzył, jak syn siada w traktor i wyjeżdża orać pole ziemniaków za domem. Drugi syn i córka karmili króliki. Gospodarstwo nie zmalało, wręcz przeciwnie rozszerzyło się, teraz trzymali nawet króliki. Dzieci dorosły, a on tego nie widział.
A gdzie ich matka? Sama wyjechała, zostawiła ich tobie? zapytał matki.
Po sobie nie oceniaj. Weronika się nazywa, nie pamiętasz? Wkrótce wróci z pracy. Czegośmy zasłużyli na taką wizytę, do tego we dwoje?
Chcemy z tobą pogadać.
Mów i idź, zanim Weronika wróci.
Przyjechaliśmy po ciebie.
Myślałam, że po dzieci.
Dzieci mają matkę. Ty lepiej będziesz z synem. Sprzedaj dom i gospodarstwo, dostaniesz za to sporo złotych. My ci kupimy mieszkanie tutaj, blisko. Starczy ci.
A dzieci dokąd? Dlaczego milkniesz?
Niech Weronika jedzie z dziećmi do miasta, wynajmie mieszkanie. Tam będą mieli więcej możliwości.
Możliwości są, ale oni nie chcą. Inaczej dawno by się wyprowadzili.
Przekazaliśmy ci, co chcemy. Mamy nawet kupca, bardzo korzystny interes. Zastanów się, ale nie za długo.
Nie mam się nad czym zastanawiać. Ja tu już nie jestem panią.
Dlaczego tak mówisz, mamo?
W tej chwili weszła Weronika.
Poznaje się znajomych.
Weronika przez te lata, gdy Jan jej nie widział, rozkwitła i wypiękniała. Ubrana była gustownie, w uszach miała kolczyki po matce, modna fryzura. Z dawnej Weroniki nic nie zostało stała się pięknością. Zupełnie inna liga niż nowa żona Jana. Jan aż się zapatrzył, dopóki nie otrzymał szturchańca od nowej małżonki.
Czemu mama nie zastawia stołu? Przecież mamy gościa rzuciła Weronika.
Gość już wychodzi. Powiedział, co chciał. Jego czas minął. Dzięki, synu, że o matce pamiętasz. A pani żegnam. Mam nadzieję, że już się nie zobaczymy.
Tu, mamo, masz numer. Gdybyś chciała, zadzwoń Jan położył karteczkę na stole i wyszedł.
Jan przyjechał jeszcze tylko raz, pożegnać się z matką. Weronika zadzwoniła, w końcu syn Dzieci były już dorosłe, najstarszy miał własne dzieci. Dzieci rozmawiały z nim chłodno, jak z obcym. A córka nawet nie podeszła.
Weroniko. Dzieci są dorosłe. Dom jest mój, mam prawo tu mieszkać. Rozwiodłem się, chcę wrócić z powrotem. Jak chcesz, możesz zostać, a jak nie, nie zatrzymuję cię.
Weronika bez słowa wyjęła z komody papiery. Dom Halina przepisała na nią. Widać było rok, kiedy Jan wysłał Weronice tamten list. Jan wyszedł w milczeniu. Weronika nie próbowała go zatrzymywać. Z nim nic już jej nie łączyło. Miała dzieci, a teraz także wnuki.



