“GRZECH Z ORZECHEM, JĄDRO Z WIADREM”
– Nie można tak szaleć młodzieńczymi namiętnościami w jego wieku! Ma 46 lat! O czym on myśli? Ta dziewczyna mogłaby być jego córką! Jaka może być między nimi miłość? Hm… Zakochał się jak mysz w pułapkę! Nie rozumiem i nie chcę rozumieć! – oburzała się Iwona zachowaniem własnego męża.
Wszystkie te wyrzuty wysłuchiwała jej najlepsza przyjaciółka, Elżbieta.
– Nie wyciągaj pochopnych wniosków, Iwonko. Wszystko się ułoży. Masz przecież idealną rodzinę – uspokajała ją Elżbieta.
Choć zarówno Elżbieta, jak i koledzy z pracy, a nawet sąsiedzi dobrze wiedzieli, że spokój szczęśliwej rodziny Iwony wisiał na włosku.
Janusz (mąż Iwony) zachowywał się, jakby zerwał się z łańcucha. Był nieprzytomny.
…Wszystko zaczęło się od wypadku drogowego. Właśnie to zdarzenie przekształciło się najpierw w przelotne zauroczenie, później w ostatnią, płomienną miłość.
Była zima. Ślizgawica. Każdego ranka Janusz jeździł do biura swoim samochodem. Tego dnia jechał ostrożnie, wolno. Zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.
Nagle, jak spod ziemi, wybiegła dziewczyna i całym ciałem runęła na maskę jego auta. Janusz nic nie rozumiał. W pierwszej chwili wydawało mu się, że celowo rzuciła się pod koła. Ale nie było czasu na rozmyślania. W mgnieniu oka wyskoczył z samochodu, by pomóc nieznajomej.
Poszkodowana jęczała i stękała.
Janusz posadził ją w swoim aucie i skierował się do najbliższego punktu medycznego. Dziewczyna kategorycznie odmówiła wizyty u lekarzy. Powiedziała, że już jej lepiej. Ale gorącej herbaty by nie odmówiła…
Janusz zabrał nieznajomą do swojego biura.
Napoił ją aromatyczną herbatą z kanapkami.
Poznali się. Dziewczyna miała na imię Angelika. Janusz w duchu zauważył, że była urodziwa. Miła, z zadartym noskiem, kręconymi włosami, jak na swój wiek poważna. Wydawała się też bajecznie słodka. Chciało się jej nieustannie przyglądać i wsłuchiwać w hipnotyzujący głos. Ale Janusz szybko wziął się w garść. Potrząsnął głową, jakby zrzucał uroki, i odprowadził dziewczynę do wyjścia. I tak stracił cenny czas pracy. Janusz już w biegu wręczył Angelice swoją wizytówkę. To był tylko gest uprzejmości.
– Angeliko, proszę dzwonić, jeśli coś…
Wieczorem Janusz już zapomniał o porannym incydencie.
Po dwóch dniach Angelika zadzwoniła. Poprosiła o spotkanie. Miała, jak twierdziła, ważną i pilną sprawę.
Janusz, wciąż czując się winny, przyjechał.
“Poszkodowana” otworzyła drzwi swojego malutkiego mieszkania. Janusz wszedł. Dziewczyna miała zabandażowaną prawą rękę.
– Widzi pan, Januszu… Chciałam powiesić obraz w kuchni. Nie idzie mi. Ręka boli. Pomógłby pan? – skrzywiła się z bólu.
– Oczywiście, że pomogę. Niech pani poda narzędzia – natychmiast się zgodził.
Oraz wkrótce zawisł na ścianie. Na stole w kuchni pojawiła się butelka wina i owoce.
– To wydarzenie trzeba uczcić. Od dawna chciałam powiesić ten obraz, ale brakowało męskiej ręki – tak Angelika zaprosiła gościa do stołu.
Janusz nie mógł odmówić. Zrobiło mu się żal dziewczyny. Taka atrakcyjna, a sama…
Wino zostało wypite przy rozmowach, owoce nietknięte. Nie było apetytu. Była tylko jedna nieprzezwyciężona chęć – mówić, mówić, mówić…
Do domu Janusz wrócił zagadkowy i oszołomiony. Była już noc. Żona i córka spokojnie spały. Wiedziały, że dla Janusza praca jest najważniejsza. Zdarzało się, że wracał nawet o świcie.
A pół roku później Janusz oznajmił, że odchodzi z rodziny. Żona Iwona i córka Kasia uznały, że stracił rozum. Oczywiście Iwona widziała zmiany w mężu. Po pierwsze, zupełnie zapomniał o jej urodzinach. Takiego numeru nigdy nie było. Po drugie, rodzinny budżet nagle skurczył się trzykrotnie. Po trzecie, Janusz coraz rzadziej bywał w domu. Można by wymienić i po czwarte, i po dziesiąte…
Iwona odpędzała od siebie czarne myśli. Nie chciała wierzyć w najgorsze. Zawsze śmiała się z powiedzenia “starzeje się, a zakochuje”.
Była pewna męża na sto procent. Tym bardziej że zawsze dbała o siebie. Nawet miała adoratorów w pracy. Ale wszystkie ich starania rozbijały się o jej niedostępność. Iwona kochała tylko męża i tylko jemu ufała. A teraz taki cios od ukochanego!
W histerii rzuciła się do córki Kasi.
– Kasieńko, dowiedz się od taty wszystkiego. Kim jest ta intrygantka? Jak poważna jest ta sprawa?
A Kasia, w tajemnicy przed matką, już była u taty. Też paliła się, by poznać szczegóły tej historii.
– Mamo, powiem ci gorzką prawdę. Nasz tata jest zakochany. Nie ma wątpliwości. Ta dziewczyna jest pięć lat starsza ode mnie. Ma 26 lat. Ma piękne imię – Angelika. Wiesz, wydało mi się, że jest bardzo podobna do ciebie z młodości. Jak dwie krople wody – podsumowała Kasia.
Iwona oniemiała i zbledła. Gdy Kasia pokazała na telefonie zdjęcie rywalki, Iwona poprosiła o tabletkę uspokajającą.
– Boże! Czy to możliwe? Nie może być! – lamentowała.
Kasia nic nie rozumiała.
…Stare grzechy mają długi cień. “Oto i mnie ten cień dopadł…” – z rezygnacją pomyślała Iwona.
…Iwonka poznała swojego pierwszego męża, gdy miała 17 lat. Wtedy młodej dziewczynie wydawało się, że to przeznaczenie. Przyszły mąż od razu wziął ją “w obroty”. Nie zdążyła się obejrzeć, a już była jego żoną. Podobał jej się ten gwałtowny zapał wybranka.
Młodzi zamieszkali u matki męża. Wanda okazała się kobietą spokojną i troskliwą. Pokochała młodą synową całym sercem. Iwona zwierzała się jej z dziewczęcych sekretów, a nawet płakała na jej ramieniu, gdy było ciężko. W rodzinie bywa różnie…
W odpowiednim czasie młode małżeństwo się powiększyło. Iwona urodziła córeczkę. Oczywiście najbardziej cieszyła się Wanda. Zawsze marzyła o có– Właśnie teraz, gdy straciłam już wszystko, zrozumiałam, że zemsta nigdy nie przynosi szczęścia, tylko pustkę – szepnęła Iwona, patrząc na płaczącego Janusza, który trzymał w ramionach ich wnuczkę.



