Grusieńka

Gruszeczka

Żył sobie ojciec, który miał trzy córki. Dwie były przepiękne, tak śliczne, że cała wieś się zachwycała, a trzecia malutka, chudziutka, zgarbiona. Tylko oczy miała duże i błyszczące jak gwiazdy. Na polu nie nadawała się do roboty, a i w domu zazwyczaj nie nadążała za starszymi siostrami. Ciężko jej było.

Starsze, Zuzanna i Cecylia, miały powodzenie u kawalerów, co chwila ktoś pukał do drzwi z propozycją ślubu, a na najmłodszą, Gruszeczkę, nikt nie chciał spojrzeć. I tak siostry zaczęły mówić:
Dopóki nie wydamy Gruszeczki za mąż, same za mąż nie pójdziemy!

Czas płynął, a nikt Gruszeczki nie prosił o rękę. Przebierały ją, malowały rumieńce, ale wszystko nadaremno. Koleżanki już się wyśmiewały:
Zanim znajdziecie męża dla Gruszki, same zostaniecie starymi pannami!

Gruszeczka słyszała takie żarty i zrobiło jej się bardzo smutno. Nie z żalu do siebie, ale dla swoich ukochanych sióstr. Pewnego wieczoru postanowiła:
Nie chcę być ciężarem dla innych! Lepiej odejdę z domu, niech siostry szczęście znajdą. Pójdę do miasta, może dostanę gdzieś pracę.

Zaczekała aż wszyscy zasnęli, spakowała węzełek i cichutko wymknęła się z chaty.

Szedła Gruszeczka całą noc. Księżyc był w pełni, droga jasna i wydawała się łatwa. Nie bała się, aż doszła do lasu wtedy serce zadrżało: a jeśli niedźwiedź nie śpi? Przełamała jednak strach, weszła na leśną ścieżkę i maszerowała dalej.

Już blado świtało, a Gruszeczka była bardzo zmęczona, miasta jeszcze daleko. Usiadła pod leszczyną, owinęła się chustką, położyła głowę na węzełku i zasnęła. Nie wiadomo jak długo spała, aż nagle obudził ją stukot siekiery. Gdy się podniosła i wsłuchała, tuż obok trrrach! Drzewo padło! Gruszeczka przestraszyła się i chciała uciekać, ale zobaczyła, że to tylko staruszek idzie. Był nieduży, ale postawny, z białą brodą, a w ręce mocno trzymał siekierę.

Gruszeczka jeszcze bardziej się wystraszyła, a staruszek rzekł łagodnie:
Nie bój się, wnuczko, nie zrobię ci krzywdy.

A kim ty jesteś, dziadziusiu? spytała Gruszeczka Mało ci brakowało, a byłbyś mnie przywalił!

Jestem leśniczy odpowiedział starzec. Mieszkam tutaj, suche drzewa ścinam. A ty czego sama chodzisz po lesie?

Gruszeczka opowiedziała mu o swoim smutku. Staruszek zamyślił się, pogładził brodę i powiedział:
Widzę, dziecko, że masz dobre serce. Zostań u mnie w leśniczówce, będziesz mi jak wnuczka. A gdy zmienisz zdanie, sam zaprowadzę cię do miasta.

Gruszeczka się ucieszyła i zgodziła zostać u leśniczego. Tak zaczęli razem mieszkać. Stary leśniczy chodził po lesie, a Gruszeczka zajmowała się domem niewiele było obowiązków, więc świetnie sobie radziła.

Staruszek był dobry i wesoły, opowiadał mnóstwo ciekawych historii, aż można było słuchać godzinami. Nauczył Gruszeczkę rozpoznawać zioła, zbierać korzonki i owoce leśne, zdradził, kiedy je najlepiej zbierać i jak suszyć, jak przygotowywać lecznicze mikstury. Dużo się Gruszeczka od niego nauczyła, niczego nie zataił.

Przyszła wreszcie pora, by staruszek odszedł z tego świata. Gruszeczka bardzo płakała, lecz leśniczy powiedział:
Nie martw się, wnuczko, wszystko ma swój czas. Kiedy odejdę, pochowaj mnie, a potem wracaj do domu. Wszystkiego cię nauczyłem, co umiałem. Ja żyłem, by lasowi pomagać, a ty teraz żyj tak, by ludziom pomagać.

Odszedł staruszek, Gruszeczka pochowała go, wypłakała żal i ruszyła do domu.

Wróciła do swojej wsi. Siostry już były zamężne, mieszkały z mężami dwoma braćmi w dużym domu. Radośnie powitały Gruszeczkę, cieszyły się, że żyje i wróciła cała i zdrowa! Dały jej osobną izdebkę. Gruszeczka zamieszkała z nimi i zaczęła im pomagać. Wiedziała, czym użyźnić ziemię, jak wyleczyć każde schorzenie, jak zwalczyć chwasty wszystkiego tego nauczył ją leśniczy! Siostry miały obfite zbiory, zdrowe zwierzęta i nikt w rodzinie nie chorował wszyscy żyli szczęśliwie.

Szybko rozeszła się wieść o Gruszeczce, więc coraz więcej ludzi przychodziło do niej po rady. Nigdy nikogo nie odprawiła z kwitkiem i za pomoc nigdy nie brała pieniędzy. Kto mógł, przynosił jajka albo chusteczkę, a biednym czy chorym dawała wszystko za darmo.

W tej samej wsi mieszkała stara Jagoda, szeptucha. Miała dużą wiedzę, ale u ludzi wzbudzała lęk, bo była złośliwa i krnąbrna. Gdy Gruszeczka zaczęła wszystkim pomagać, chata szeptuchy opustoszała, wszyscy wybierali Gruszeczkę. Rozzłościła się babka, aż zęby zgrzytały. Snuła plany, jak zaszkodzić Gruszeczce. W końcu przyszła do niej i mówi:
Dzień dobry, Jadwigo Franciszkowna, kochaneczko!

Dzień dobry, babciu odpowiada Gruszeczka grzecznie.

Przyszłam do ciebie po pomoc, duszko wzdycha babka tak mnie ręka boli, że z miejsca ruszyć nie mogę.

Usiądź spokojnie, babciu, zaraz ją zobaczę zaprasza Gruszeczka.

Dotyka ręki babki, pyta:
Czy na pewno to ta ręka cię boli? Może jesteś tylko przemęczona? Pokaż mi drugą.

Ależ kochanie, jak nie ta! jęczy babka Tak boli, że ani pić, ani jeść nie mogę.

Gruszeczka kiwa głową:

Wiesz, babciu, wydaje się, że nie masz tu bólu.

Jak to nie? krzyczy babka Zobacz, jak mi palce powykręcało!

Gruszeczka się zdziwiła, ale upiera się przy swoim:

Jak sobie chcesz, babciu, ale ja tu żadnego bólu nie widzę.

No to nie widzisz zgodziła się nagle babka. Widocznie, przegadałam się z tobą, od razu lepiej się zrobiło. Dzięki ci, Jadwigo Franciszkowna, dziękuję ci, serduszko! Weź, proszę, ode mnie ten prezencik i daje Gruszeczce lusterko Młoda jesteś, przeglądaj się i ciesz po młodemu sobą.

Dziękuję, babciu odpowiada Gruszeczka Niech twoje dobre słowo wróci do ciebie! Dobro mocniejsze od złości.

A na lusterku szeptucha naskarżyła i naszeptała swoje uroki…

Czas mija, a u Gruszeczki, o dziwo, garbek zaczyna znikać! Ludzie patrzą wyprostowała się, prawie nie kuleje. Zerknię Gruszeczka w lusterko i raduje się. Szeptucha widzi, że jej czary nie podziałały, więc przychodzi po raz drugi. Narzeka na ból w plecach i nogach. Ale faktycznie, coś zaczęło jej dolegać sprowadziła kłopot sama na siebie!

Gruszeczka dała jej ziół i opisała, jak je stosować, a szeptucha po raz drugi wciska jej prezent kościany grzebień.

Dziewczęca uroda lubi troskę mówi a ty, dziewczyno, piękna jesteś, powinnaś się pielęgnować.

Gruszeczka podziękowała i odpowiedziała:
Dziękuję, babciu, widzę, że chcesz dobrze! Niech twoje słowa wrócą do ciebie.

Czas płynie, a ludzie patrzą Gruszeczka nie tylko wypiękniała, ale nawet rozweselała. Twarz jej rozkwitła rumieńcem, warkocz zgęstniał, cała postawa nabrała siły. Za to babka Jagoda zupełnie opadła z sił! Ręce jej jak uschnięte gałęzie, pleców nie prostuje, nogi odmawiają posłuszeństwa. Leży, stęka i pojękuje, i woła do siebie Gruszeczkę.

Cecylia i Zuzanna odwodzą Gruszeczkę, mówiąc:
Nie chodź, siostrzyczko, ta baba to wiedźma, nic tam dobrego!

Nie bójcie się! odpowiada Gruszeczka Rano dam sobie radę najlepiej.

Wstała o świcie, umyła się czystą wodą, założyła nowe ubranie. Spakowała koszyk smakołyków: miodu leśnego, ogrodowych jabłek, pachnących ziół.

Kiedy siostry zobaczyły Gruszeczkę, aż oniemiały:
Jak ty pięknie wyglądasz, siostro! Czy to nowe ubranie, czy jakiś cud się stał?

Gruszeczka udała się do chaciny szeptuchy. Chciała uchylić furtkę, lecz ta trzask zatrzasnęła się. Gruszeczka nie mogła jej otworzyć.

Babciu! woła Otwórz! Nie mogę wejść do twojego ogrodu.

W izbie szeptuchy coś się dzieje: ktoś drepta, ktoś stuka garnkami, ktoś krzyczy i gada:
Nie wpuszczaj jej! Jej żadne czary nie biorą, zło do niej nie przylgnie, a każde złe słowo obróci się w dobro!

Gruszeczka chwilę stoi, puka jeszcze raz:

Babusiu kochana! Dobrze się czujesz? Przyszłam cię odwiedzić, ale nie mogę wejść.

Babka milczy, a w chacie ryczy ktoś jak osioł, szczeka jak pies, muczy jak krowa. Z pieca dochodzi łoskot, jakby zaraz chałupa miała się zawalić.

Na drodze zbiegli się ludzie, przerażeni patrzą. Wszyscy bali się kiedyś babki Jagody, ale takiego strachu nie widzieli! Gruszeczka trzeci raz puka w bramkę:

Babciu! Przyniosłam ci prezenty: miód dziki, ogrodowe jabłka, pachnące zioła.

Przechyliła się przez ogrodzenie, zostawiła koszyk pod furtką. W tej chwili z komina szeptuchy buchnął czarny dym, tak gęsty, jakiego na pożarach nie bywa. Z okien wyleciały wrony, i chatka jakby sczerniała. Ludzie przerażeni rzucili się po wodę, niektórzy zaczęli rozbierać płot, myśleli, że się chałupa pali.

Nagle zza chmury wyjrzało słońce. Gdy pierwszy promyk dotknął ziemi, cały dym zniknął, chatka szeptuchy rozsypała się w kupkę węgli wszystko bez ognia, jakby zapadło się pod ziemię.

To złość Jagody ją zgubiła! zrozumieli ludzie Zła chciała zniszczyć Gruszeczkę, ale czyste serce żadnego zła nie przyjmie, więc ono do babki wróciło!

Gruszeczka od tego dnia stała się jeszcze piękniejsza, aż trudno ją było poznać. Wkrótce zjawił się kawaler, z ich własnej wsi, i zaczęli żyć razem szczęśliwie, bez niezgód lub kłótni. Zuzanna z Cecylią najbardziej cieszyły się szczęściem siostry.

Na miejscu, gdzie stała chata Jagody, tam gdzie Gruszeczka położyła koszyk, wyrosły dorodne maliny. Były tak słodkie i obfite, że cała wieś się w nich rozsmakowała, a wszelki strach przed tym miejscem zniknął. Malin rosło tak dużo, że wkrótce całą wieś nazwano Malinówką.

Tak to zwykła dobroć zwyciężyła każdą krzywdę. Zło wraca do tego, kto je tworzy, a dobro rozdane, zawsze do człowieka powróci, mnożąc codzienne szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Grusieńka