Przygotowania dla wszystkich
– Nie planuję hucznej imprezy z okazji jubileuszu, więc zapraszam minimalną liczbę gości – mówiła Krystyna swojemu synowi i synowej przy kolacji.
– A ile to będzie? – postanowił dopytać Piotr, znając miłość matki do wystawnych przyjęć.
– Będzie na pewno dwadzieścia trzy osoby, a jeszcze parę jest pod znakiem zapytania – spokojnie opowiadała starsza kobieta.
– Chwila, – wysunęła wnioski Agnieszka. – Wynika z tego, że już wszystkich zaprosiłaś, skoro wiesz, kto na pewno przyjdzie, a teraz stawiasz nas przed faktem dokonanym?
– No cóż, skończyłam siedemdziesiąt lat, to moje mieszkanie i mam prawo zapraszać, kogo chcę – odparła Krystyna. – Zaprosiłam tylko dzieci, wnuki i rodzonych sióstr z rodzinami. I tak nie zapraszam sąsiadów ani dalszej rodziny.
– Ale po co tak dużo kłopotu i wydatków? – dziwił się Piotr. – Nasze mieszkanie nie jest na tyle duże, żeby pomieścić wszystkich. Trzeba będzie kupić zakupy, sprzątać i wszystko zorganizować.
– No jasne, mieszkać w moim mieszkaniu wam pasuje, a zrobić raz przyjęcie dla mamy to już problem – zaczynała swoje argumenty Krystyna. – Może to mój ostatni jubileusz, mam prawo podejmować samodzielne decyzje.
– Wiesz, że sama sobie z przygotowaniami nie poradzisz? – zwracał uwagę Piotr. – Moja starsza siostra Kasia od dawna nie dogaduje się z matką, więc nie wiem, czy pojawi się na przyjęciu. Młodsza Ania mieszka w innym mieście i na pewno nie przyjedzie, żeby pomóc, więc wszystko spadnie na ciebie.
– Świetnie, czyli na tydzień staję się służbą – złościła się Agnieszka.
– Nie mamy wyboru, chcemy uszanować mamę, a w końcu mieszkamy w jej mieszkaniu – przypominał Piotr.
Agnieszce nie chciało się niczego robić, ale wspólne mieszkanie wydawało się być decydujące. Wiedziała, że w przeciwnym razie teściowa nie da im spokoju i uprzykrzy im życie. Na dwa tygodnie przed świętowaniem zrobiła generalne porządki w mieszkaniu, doprowadzając wszystko do błysku i postanowiła, że tuż przed uroczystością wystarczy tylko odświeżyć.
– Nie podoba mi się zaproponowane przez ciebie menu – mówiła Krystyna, patrząc na notatki synowej. – Jest tu za mało mięsnych potraw, nikt nie potrzebuje waszych nowoczesnych kanapek i w ogóle nie może być tak, że goście będą głodni.
– Ale tu jest mnóstwo dań, wszystko kaloryczne, a przygotowanie tego będzie kosztowne i czasochłonne – tłumaczyła Agnieszka.
– Dobrze, coś jeszcze dodam, potem zobaczymy – Krystyna krzywiła się, przeglądając notatki.
Po jej zmianach lista potraw i wydatków wzrosła o połowę. Krystyna częściowo planowała sama zapłacić za bankiet, a w reszcie liczyła na wsparcie syna z synową.
– Po pierwsze, jesteśmy jedną rodziną i to normalne – stwierdziła stanowczo. – Po drugie, jeszcze nie zdecydowałam nic w sprawie mieszkania. Jeśli ci je zostawię, i tak będziesz na plusie, więc warto się postarać.
Agnieszka próbowała trzymać nerwy na wodzy i nic nie mówić, by nie urazić męża. On pokornie spełniał życzenia matki. Agnieszka nie chciała kupować wszystkich produktów w jednym sklepie, uważała to za nieopłacalne.
– Ale stracimy benzynę, czas i siły, żeby kupić olej w jednym sklepie, śmietanę na rynku, a jajka poza miastem – nie rozumiała Agnieszka.
– Nie szkodzi – nalegała teściowa. – Chcę być pewna jakości produktów, więc trzeba kupować tam, gdzie zawsze biorę.
Zdrowia i sił do pomocy w przygotowaniach Krystyna za bardzo nie miała, ale zakupy kontrolowała i wymagała, by syn woził ją samochodem. Piotr musiał po pracy tułać się z matką po sklepach i wysłuchiwać kolejnych kaznań.
– Masz sprawdzonego cukiernika, by zamówić tort? – dopytywała Krystyna synową.
– Myślałam, że po prostu kupimy gotowy tort lub ciasta – zmieszała się Agnieszka.
– No pewno, można w ogóle się nie starać i kupić na mój jubileuszowy tort jakiś placki – artystycznie oburzała się emerytka. – Swojej matce na pewno takiego numeru nie odstawiasz.
– Moja matka w zeszłym roku miała jubileusz, w ogóle go nie obchodziła – wypaliła Agnieszka. – Siedzieliśmy tylko z rodzicami i rodziną brata.
– Cóż, to wasza sprawa, każda rodzina ma swoje zasady – nie dawała za wygraną Krystyna. – Przyszłaś do naszej, bądź uprzejma uszanować zasady.
Agnieszka naprawdę starała się przypodobać teściowej. W przerwie obiadowej w pracy wybierała tort i przeglądała przepisy, po pracy wpadała do sklepu, bo ciągle trzeba było coś dokupić. Ponieważ goście byli zaproszeni na sobotę, wzięła wolne od czwartku, żeby wszystko przygotować na czas.
– Rozumiem, że nie macie za grosz sumienia – znowu złościła się Krystyna. – Dobrze, Piotr to mężczyzna i nic nie rozumie, ale ty mogłaś sama mi pomoc zaoferować.
– O co chodzi? – próbowała zrozumieć Agnieszka powód niezadowolenia.
– Będę miała przyjęcie, przyjdą goście, a ja mam ich przyjmować w szlafroku z kokiem na głowie?
Agnieszka musiała udać się z teściową na zakupy, by wybrać strój. Umówiła się ze znajomą fryzjerką, która obiecała przyjść do domu i zrobić jubilatce fryzurę oraz makijaż.
– Dlaczego dziś pieczesz mięso? – wpadła Krystyna do kuchni. – Przyjęcie jest pojutrze i nie będzie świeże.
– Bo jutro cały dzień mam zaplanowany i fizycznie nie zdążę wszystkiego przygotować jednocześnie – przypominała Agnieszka. – Kuchenka i piekarnik będą zajęte, a mam tylko dwie ręce.
– To wstań wcześniej i nie rób z siebie bohaterki – naciskała Krystyna.
– Chcecie wszystko zrobić moimi rękami – Agnieszka nie mogła już milczeć. – I w ogóle, jak się nie podoba, to nic nie będę robić.
– Jak to? – krzyczała Krystyna czerwona z gniewu.
– Zaproście swoich gości do kawiarni lub zamówcie catering – nie kontrolowała się Agnieszka. – Mam dość niezadowolenia i oskarżeń.
Piotr wrócił z pracy i zastał zapłakaną żonę oraz rozwścieczoną matkę. Matka piła krople na serce, oskarżała synową o próby uprzykrzenia jej życia i chęć zepsucia święta.
– Kochanie, proszę, dokończmy to, co zaczęliśmy – prosił Piotr. – W zasadzie zostało tylko przeżyć te parę dni i będziemy mieć spokój.
Agnieszka, dla świętego spokoju, odpoczęła i poszła do kuchni. Spędziła w niej całą piątek, padając z nóg ze zmęczenia. W sobotę, na przyjazd gości, wszystko było gotowe, a mieszkanie lśniło czystością. Jubilatka w nowym stroju i fryzurze przyjmowała gratulacje od gości i zapraszała wszystkich do stołu.
– Wszystko przygotowaliśmy z miłością i pozytywnym nastawieniem – uśmiechała się Krystyna do rodziny.
– Jak zawsze u was smacznie, pięknie i oryginalnie – sypali komplementy goście.
– Bardzo się starałam, choć byli tacy, którzy próbowali stwarzać problemy – odpowiadała jubilatka, nie patrząc na nikogo konkretnego, a potem obejmując wzrokiem synową i swoje córki.
Przez całe przyjęcie Agnieszka nie miała czasu prawie w ogóle usiąść, bo ciągle biegała z talerzami. W końcu Piotrowi puściły nerwy i zmusił swoje siostry do pomocy żonie.
– Nie mogę zrozumieć, czy jesteś bohaterką, czy po prostu głupią? – pytała gościnnie Kasia, siostra Piotra, w kuchni.
– Co masz na myśli? – nie rozumiała Agnieszka.
– Przecież wiadome jest, że matka cię wykorzystuje, a całe to przyjęcie odbywa się na twój koszt i twoimi siłami – tłumaczyła Kasia.
– Nie dosypuj jej soli do ran – poprosiła druga siostra, Ania. – Doskonale znasz naszą matkę i wiesz, dlaczego trzymamy dystans.
– Ale to jubileusz, szacunek, mieszkamy razem i w ogóle – tłumaczyła zmieszana Agnieszka.
– To nasza matka, na przyjęcie przyjechałyśmy tylko z obawy, że rzeczywiście może być ostatnim – kontynuowała Ania. – Ale obiektywnie rzecz biorąc, ona jest bardzo trudnym człowiekiem, razem z nią nie da się mieszkać. I jeśli myślisz, że zostawi wam mieszkanie, to raczej wątpię. Ona po prostu chce wszystkich kontrolować, przerabiałyśmy to już.
Goście siedzieli do późna, wygłaszali pochwalne mowy, sprzątali prawie wszystko ze stołu i wracając do domu, zabrali ze sobą upominki, które przygotowano w postaci specjalnie kupionych ciast. Po odejściu ostatnich gości jubilatka z królewskim nastawieniem poszła odpocząć, nawet nie dziękując synowi i synowej za pomoc. Agnieszka sama myła naczynia prawie do rana, a potem poszła odpocząć. Ale nie mogła się wyspać, bo o dziesiątej rano teściowa wpadła do pokoju z propozycją wyjazdu na zakupy, bo chciała wydać podarowane pieniądze.
– Już tego nie mogę i nie chcę, rozumiesz? – zapytała Agnieszka męża, gdy tylko zamknęły się za nią drzwi. – Nigdzie się nie wybieram i nie obchodzi mnie jej reakcja.
Piotr też nigdzie nie pojechał, Krystyna się obraziła, potem urządzała kolejne koncerty, opowiadając wszystkim, jak syn i synowa jej nie doceniają i krzywdzą. Po dwóch miesiącach Agnieszka przekonała męża do przeprowadzki do wynajmowanego mieszkania, aby mieszkać zdala od teściowej. Krystyna nie zrozumiała przyczyny ich decyzji i nadal rozgoryczona rozpowszechniała informacje, że synowa „zepsuła życie jej synowi i w ogóle nie szanuje jego matki”. Sama Krystyna uważała się za idealną matkę, która niestety wychowała niewdzięczne dzieci.



