Weroniko, przecież nic strasznego się nie stało! No, zdarza się tak u mężczyzn poniosło go, nie zdążył się zatrzymać. Bądź mądrzejsza. Czy naprawdę ustąpisz męża jakiejś dziewczynie? Ona pomyśli, że cię pokonała! Walcz o rodzinę! przekonywała teściowa.
W sobotni poranek Weronika zawiozła syna do rodziców. Umówiła się, że Adrian zostanie u nich na jakiś czas.
Wróciwszy do domu, wydobyła z balkonu kartonowe pudełka i zaczęła pakować rzeczy. Najpierw z pokoju dziecięcego.
Układała ubrania, zabawki, książki, zaklejała taśmą i podpisywała. Jeszcze chwila, a w pokoju zostaną tylko meble, których nie planowała zabierać.
Około południa zadzwonił telefon. Weronika spojrzała na wyświetlacz teściowa.
Dzień dobry, Krystyno.
Witaj, Weroniko. Jan mi wszystko opowiedział. Rozumiem, że jest ci przykro. Ale może nie spiesz się tak? Poczekaj, ochłoń, pomyśl. Może nie warto od razu niszczyć rodziny? spytała teściowa.
To nie ja niszczę rodzinę, tylko Jan odpowiedziała Weronika.
Weroniko, nie zwalnam go z odpowiedzialności! Ale może na pierwszy raz mu wybaczysz?
O jakim pierwszym razie pani mówi? Pani syn od pół roku spotyka się ze swoją koleżanką z pracy, oszukuje mnie. A pani mówi wybacz? Nie odparła stanowczo.
Weroniko, pomyśl jeszcze. Pozbawiasz Adasia ojca. A Jasiu tak kocha syna!
Krystyno, Jan będzie mógł widywać się z Adasiem, nie zamierzam mu przeszkadzać. Ale żyć z pani synem już nie chcę. I na tym zakończmy pakuję rzeczy, nie mam czasu.
Weronika zapakowała ostatnie dwa pudła, przeszła do sypialni i zaczęła układać w walizki swoją garderobę.
Teściowa pojawiła się w mieszkaniu dokładnie godzinę później. Krystyna uznała, że w osobistej rozmowie przekona synową, by nie rozbijała rodziny.
Rozmowa zatoczyła koło:
Weroniko, przecież nic strasznego się nie stało! No, zdarza się tak u mężczyzn poniosło go, nie zdążył się zatrzymać.
Bądź mądrzejsza. Czy naprawdę ustąpisz męża jakiejś dziewczynie? Ona pomyśli, że cię pokonała! Walcz o rodzinę!
Krystyno, Jan to nie puchar przechodni, żebym o niego walczyła! Proponuje pani, żebym wyzwała tę Kasię na pojedynek? A może na ring bokserski? A co, jeśli nie byłoby Kasi, nie pojawiłaby się Ola albo Magda?
Wiesz, powiem ci w tajemnicy, że mój mąż, Zbigniew, też grzeszył w młodości. Ale byłam mądrzejsza od ciebie i zachowałam rodzinę. I patrz jesteśmy razem już prawie trzydzieści pięć lat. Wkrótce będziemy obchodzić korale weselne.
Na czym polegała ta mądrość? uśmiechnęła się drwiąco Weronika.
Nie urządzałam mu awantur. Wręcz przeciwnie byłam czulsza, gotowałam jego ulubione potrawy, interesowałam się jego sprawami. Zajęłam się też sobą zmieniłam fryzurę, schudłam, witałam go z pracy z uśmiechem tłumaczyła teściowa.
Czasem wiedziałam, że wraca od tej drugiej, i miałam ochotę nie podać mu kapci, ale wziąć patelnię i walnąć z całej siły. A ja cierpliwie się uśmiechałam. I widzisz utrzymałam męża. Syn wychował się z ojcem, a wnuk ma o



