Weroniko, przecież nic takiego się nie stało! No cóż, mężczyźni bywają takimi poniosło go, nie zdążył się w porę zatrzymać. Bądź mądrzejsza. Naprawdę oddasz męża jakiejś dziewczynie? Będzie myślała, że cię pokonała! Walcz o rodzinę! przekonywała teściowa.
W sobotni poranek Weronika zawiozła syna do rodziców. Umówiła się, że Kacper zostanie u nich na jakiś czas.
Wróciwszy do domu, Weronika wyjęła z balkonu kartony i zaczęła pakować rzeczy. Najpierw w pokoju dziecięcym.
Układała ubrania, zabawki, książki, zaklejała pudła taśmą i podpisywała. Jeszcze chwila, a w pokoju zostaną tylko meble, których Weronika nie planowała zabierać.
Około południa zadzwonił telefon. Weronika spojrzała na ekran teściowa.
Dzień dobry, Danuto.
Witaj, Weroniko. Krzysztof mi wszystko opowiedział. Rozumiem, że jest ci przykrocz. Ale może nie spiesz się tak? Poczekaj, ochłoń, przemyśl. Może nie warto od razu niszczyć rodziny? zapytała teściowa.
To nie ja niszczę rodzinę, tylko Krzysztof odparła Weronika.
Weroniko, nie zwalniam go z odpowiedzialności! Ale może na pierwszy raz mu wybaczysz?
O jakim pierwszym razie pani mówi? Pani syn od pół roku spotyka się ze swoją koleżanką z pracy, oszukuje mnie. A pani mówi “wybaczysz”? Nie powiedziała Weronika.
Weroniko, pomyśl jeszcze. Pozbawiasz Kacpra ojca. A Krzyś tak kocha syna!
Danuto, Krzysztof będzie mógł widywać się z Kacprem, nie zamierzam mu przeszkadzać. Ale żyć z tobą synem już nie chcę. I na tym zakończmy pakuję rzeczy, nie mam czasu.
Weronika spakowała ostatnie pudła, przeszła do sypialni i zaczęła układać w walizki swoją garderobę.
Teściowa pojawiła się w mieszkaniu dokładnie godzinę później. Danuta jakoś uznała, że w osobistej rozmowie może przekonać synową, by nie niszczyła rodziny.
Rozmowa potoczyła się w kółko:
Weroniko, przecież nic takiego się nie stało! No, mężczyźni bywają takimi poniosło go, nie zdążył się w porę zatrzymać. Bądź mądrzejsza. Naprawdę oddasz męża jakiejś dziewczynie? Będzie myślała, że cię pokonała! Walcz o rodzinę!
Danuto, Krzysztof to nie puchar przechodni, żebym o niego walczyła! Pani proponuje, żebym wyzwała tę Olę na walkę? A może na ring bokserski? Ona tu nic nie zmienia. Gdyby nie Ola, pojawiłaby się Ania albo Magda.
Wiesz, powiem ci w tajemnicy, że mój mąż, ojciec Krzysztofa, też w młodości grzeszył. Ale byłam mądrzejsza od ciebie i zachowałam rodzinę. A widzisz jesteśmy razem już prawie trzydzieści pięć lat. Wkrótce będziemy obchodzić jubileusz korale.
Na czym polegała ta pani mądrość? uśmiechnęła się Weronika.
Nie urządzałam mu awantur. Przeciwnie, byłam bardziej czuła, gotowałam jego ulubione potrawy, interesowałam się jego sprawami, zadbałam też o siebie zmieniłam fryzurę, schudłam, witałam go z pracy z uśmiechem wyjaśniła teściowa.
Czasami wiedziałam na pewno, że właśnie wrócił od tej drugiej, i miałam ochotę nie podać mu kapci, ale wziąć patelnię i z całej siły walnąć go w łeb. Ale znosiłam to i się uśmiechałam. I widzisz, utrzymałam męża. Syn miał ojca, a wnuk dziadka.
Wie pani, Danuto, jest pani niesamowitą kobietą. Ja bym tak nie potrafiła. Niestety, mam zbyt rozwinięte poczucie wstrętu. To, co pani teraz proponuje, jest dla mnie równoznaczne z jedzeniem z kuble na śmieci odparła Weronika.
Teściowa wpadła w złość, zerwała się i bez pożegnania wybiegła z mieszkania.
A Weronika kontynuowała pakowanie. Wiedziała oczywiście, że to jeszcze nie koń



