Głośna kłótnia ucichła, a trzaśnięcie drzwi pozostawiło dzwoniącą ciszę.

Kłótnia ucichła, a drzwi wejściowe trzasknęły głośno, pozostawiając za sobą dźwięczącą ciszę. Duża szara kotka z niepokojem poruszyła uszami, zeskoczyła z fotela i zaczęła zwiedzać mieszkanie. To, co zobaczyła, niezbyt jej się spodobało. Krysia leżała na kanapie i cicho płakała.

Zosia bardzo się martwiła, gdy jej ukochana pani była smutna, więc wskoczyła na kanapę, aby ją pocieszyć wszystkimi znanymi kocimi sposobami. Mruczała swoje najsłodsze piosenki, ugniatała łapkami, łaskotała wąsami i przytulała pyszczkiem. Jednak Krysia pozostawała obojętna i nadal płakała.

Zosia była zdumiona, bo wcześniej jej czułości zawsze przynosiły efekty. W domu zapanował zapach smutku…
Krysia i Piotrek uwielbiali swoją kotkę, a ona odwzajemniała im tę miłość. Była najważniejsza w ich małej rodzinie i czuła się zobowiązana chronić i uszczęśliwiać tych, którzy byli jej całym światem.
Wiele lat temu, podczas chłodnego jesiennego wieczoru, Piotrek wrócił do domu z mokrym kociakiem schowanym pod płaszczem. Nie mógł zignorować widoku szarej kuleczki drżącej na schodach klatki. Delikatne kobiece ręce przyjęły bezdomnego kociaka i zaczęły się starania: nakarmić, wykąpać, ogrzać…

Kociak okazał się dziewczynką, a ponieważ w pierwszych dniach w domu głównie spała, została uroczyście nazwana Zosią. Zosię uwielbiali i rozpieszczali, wybaczali drobne psoty. Miała najlepsze jedzenie, ciekawe zabawki i prawdziwy wielopoziomowy koci pałac. Lubiła spać w łóżku swojej pani, blisko tych, których kochała całym sercem.

Po kilku dniach, kiedy Piotrek nie pojawił się w domu, a Krysia nadal płakała na kanapie, Zosia zrozumiała, że stało się coś bardzo złego z jej ukochanymi ludźmi. Kotka siedziała na parapecie, zamyślona patrzyła na ulicę zalewaną jesiennym deszczem. Pogoda przypomniała jej ten dzień, kiedy Piotrek przyprowadził ją, maleńką bezdomną kuleczkę, do domu. I jak razem się nią opiekowali…
„Trzeba ratować rodzinę. Czas wziąć sprawy w swoje łapy!” – pomyślała szara kotka i podjęła decyzję.

Krysia nie mogła sobie przypomnieć, ile dni spędziła jak w transie. Dzień zmieniał się w noc, noc w dzień, a łzy, łzy… Piotrek odszedł… Rozstaliśmy się… Pokłóciliśmy się o drobiazg… Myśli plątały się, jedna napierała na drugą, rozpraszały się i rozsypywały.

Rozumiejąc, że tak dalej być nie może, Krysia zsunęła się z kanapy i powędrowała do kuchni. Jej wzrok napotkał kocie miseczki. Jedzenie było nietknięte.
— Zosiu! Zosienko! O mój Boże, moja mała! Gdzie jesteś?
Apatia opuściła Krysię w jednej chwili. Przeklinając się w duchu, zaczęła szukać kotki.

Zosia leżała jak włochaty kłębuszek na ulubionym fotelu Piotrka, nie reagując na głos swojej pani. Jej wspaniały ogon zwiędł, puszysta sierść stała się matowa, a zielone oczy patrzyły nieobecnie. Krysia wzięła na ręce osłabione ciałko i zaczęła biegać po mieszkaniu.
— Moja mała, co ci jest? Wybacz mi! Jak mogłam?!
Nie wypuszczając Zosi z rąk, chwyciła telefon.
— Piotrek! Posłuchaj… Zosia… jest z nią bardzo źle… nie wiem, co się dzieje. Jadę z nią do kliniki. Tak, przyjedź.

Starszy weterynarz długo oglądał pacjentkę, analizował wyniki badań i podkręcał wąs.
— Szczerze mówiąc, nie wiem, co mam wam powiedzieć. Nie widzę żadnych widocznych problemów ze zdrowiem zwierzaka. Wyniki badań wskazują, że kotka jest zdrowa. USG niczego nie wykazało. Wszystko odpowiednie do wieku.
— Ale co się z nią dzieje? Widzicie przecież, doktorze, w jakim jest stanie!
— Widzę… Mogę zadać jedno pytanie…
— Tak, doktorze, oczywiście!
— Czy ostatnio w waszym domu lub rodzinie nie było żadnych zmian? Mam wrażenie, że wasza kotka ich nie zaakceptowała i celowo sobie nie radzi. Proszę się nad tym zastanowić. Na razie mogę tylko zalecić kontrolowanie jej diety i podawanie witamin.

Delikatnie wyciągając Zosię z transporterka, Piotrek położył ją na fotelu i usiadł obok na podłodze, głaskając jej delikatną sierść.
— Wybacz mi! Jestem głupcem, nie mam słów, jak wielkim głupcem!
Kotka podniosła głowę, spojrzała uważnie na swojego pana i wtuliła pyszczek w jego dłoń.
— Wybaczyłaś mi? Dziękuję! Teraz będę prosić Krysię o wybaczenie.
Głosy ucichły, w mieszkaniu zapanowała cisza. Szara kotka ostrożnie zeskoczyła z fotela i podeszła do kanapy. Zwinięta w kłębek, Krysia spała, przytulona do Piotrka…

„No i dobrze! — pomyślała kotka, — A ja jestem oczywiście wielką aktorką! Ale taka wymuszona dieta nie służy mojej sylwetce!”.
Dumnie rozkładając ogon i mrużąc figlarnie zielone oczy, bardzo zadowolona z siebie Zosia poszła do kuchni. Strażniczka domowego ogniska musiała się wzmocnić.

Rate article
Fajna Tajna
Głośna kłótnia ucichła, a trzaśnięcie drzwi pozostawiło dzwoniącą ciszę.