Gdyby nie ta sprawa z wodą
– No dobrze, oto mój numer telefonu, urządzajcie się, ja lecę, bo jutro w nocy mam samolot, odlatuję na wakacje mówiła w biegu Jadwiga Zawadzka, właścicielka mieszkania, które właśnie wynajęła Kornelii. Jeśli coś, dzwońcie. Do widzenia.
– Dobrze, do widzenia odparła trochę zdezorientowana Kornelia, wciąż trzymając w ręce umowę i pełnomocnictwo do kontaktów z administracją, tak na wszelki wypadek.
– Rzutka i spostrzegawcza właścicielka tego mieszkania, a zresztą takie powinny być wszystkie pomyślała Kornelia.
– Podobało jej się to wynajęte mieszkanie w nowym budynku, a widok z okna był po prostu przepiękny: las niedaleko i mała rzeczka, która nawet zimą nie zamarzała. Dlaczego? Nikt nie wiedział. Niektórzy żartowali, że płynie w niej płyn do spryskiwaczy.
Kornelia mieszkała tu już półtora tygodnia, wracała z pracy po zmroku, na dworze panowała zima. Sąsiadka naprzeciwko, Wanda Szymańska, najmilejsza i najżyczliwsza starsza pani, odwiedziła Kornelię już trzeciej nocy.
– Dobry wieczór powiedziała spokojnie Wanda Szymańska, sąsiadka z naprzeciwka dodała cicho poznajmy się, skoro wynajęłaś tu mieszkanie. Sąsiadów trzeba znać i z nimi żyć w zgodzie tłumaczyła Kornelii albo może sobie.
– Witam, proszę wejść, Wandziu. Nazywam się Kornelia, bardzo się cieszę, że pani wpadła. I to prawda, mieszkam tu i nikogo nie znam powiedziała Kornelia uprzejmie i serdecznie. Napijemy się herbaty, choć nic specjalnie smacznego nie mam, oprócz czekolady.
– Dziękuję, Kornelko, dziękuję. Ale przyszłam cię zaprosić na herbatę do mnie. Mam świeżo upieczone jabłeczniki, chodźmy. A w ogóle, wybacz, będę mówić ci ty. Po pierwsze, jesteś młoda, po drugie, jesteśmy sąsiadkami, a po trzecie byłam nauczycielką, więc z uczniami zawsze na ty uśmiechnęła się ciepło.
– Pewnie była świetną nauczycielką przemknęło Kornelii przez myśl, a na głos dodała:
– Ojej, dziękuję, Wandziu, niespodziewanie trafiłam na jabłecznik zaśmiała się. Jabłecznik to zawsze dobry.
Kornelia zasiedziała się u sąsiadki, ale wcale tego nie żałowała, bo Wanda była niezwykle ciekawą rozmówczynią. Opowiadała mnóstwo historii o szkole, o swoich uczniach, przyznała nawet, że bardzo tęskni za pracą na emeryturze, ale taka jest kolej rzeczy.
Kornelia nie była zamężna, miała dwadzieścia osiem lat. Trzy miesiące temu rozstała się z chłopakiem, który był zbyt miękki i niezaradny nie umiał nawet umyć za sobą filiżanki, a co dopiero mówić o czymś poważnym, jak naprawa w mieszkaniu czy wkręcenie żarówki. Pokłócili się przez codzienne sprawy, po roku wspólnego życia.
Kornelia wróciła późno od sąsiadki, nagadali się, napili herbaty, najedli jabłecznika. Wróciła i położyła się spać. W pracy miała raport, jutro pewnie wróci późno. Z tymi myślami zasnęła. Rzeczywiście, w pracy nie odrywała się od monitora, tylko na szybką przekąskę w przerwie obiadowej.
W końcu wróciła do domu i odetchnęła.
– Uff, dzięki Bogu, skończyłam raport pomyślała za kilka dni święta, w końcu odpoczą



