Gdy wrócił z pracy, kot zniknął bez śladu.

Jestem zwykłym facetem, nie mam złych nawyków. Gdy skończyłem 25 lat, rodzice podarowali mi mieszkanie. W zasadzie to pomogli mi uzbierać pieniądze na pierwszą wpłatę do kredytu hipotecznego. Tak więc zacząłem mieszkać sam. Pracowałem jako programista, ceniłem sobie spokojne życie i nie utrzymywałem bliższych kontaktów z ludźmi.

Żeby nie zanudzić się na śmierć postanowiłem wziąć kociaka. Ten kotek miał wadę przednich łapek. Dom, w którym urodziła się jego mama, chciał go uśpić, ale było mi go szkoda, więc go przygarnąłem. Nazwałem go Przystojniak. Mieszkaliśmy razem całkiem szczęśliwie. Codziennie po pracy spieszyłem się do domu, żeby zobaczyć Przystojniaka, a on czekał na mnie na wycieraczce w przedpokoju.

Z czasem zacząłem spotykać się z dziewczyną z pracy. Nazywała się Brygida. Brygida była bardzo zdecydowana szybko mnie sobie zjednała i już po kilku tygodniach wprowadziła się do mnie.

Od razu nie przypadł jej do gustu Przystojniak zaczęła mnie namawiać, żebym go oddał, jednak stanowczo odmówiłem, tłumacząc, że jest dla mnie bardzo ważny. Brygida nie dawała za wygraną, naciskała coraz częściej. Powiedziałem wprost, że kot zostaje z nami. Tłumaczyła, że kot psuje nasz obraz bo kiedy przychodzą goście, odrażają się na widok jego łapek. Byłem rozdarty kochałem zarówno Brygidę jak i Przystojniaka.

Rodzice też nie byli zachwyceni moim wyborem. Uważali, że Brygida jest zuchwała i nieuprzejma, radzili mi, bym się nie śpieszył z formalizowaniem związku, żeby ją lepiej poznać.

Pewnego dnia rodzice Brygidy przyszli do nas z wizytą. Wtedy zrozumiałem, że nie chcę wiązać się z tą rodziną. Ojciec Brygidy gdy tylko przekroczył próg zobaczył Przystojniaka i wybuchnął śmiechem, nazywając go dziwacznym. Od razu poczułem potrzebę obrony mojego kota.

Przez cały wieczór Brygida z ojcem kpili z jego brzydoty, namawiali mnie, bym pozbył się zwierzaka, wymyślali różne miejsca, gdzie można by go oddać. Nawet mama Brygidy śmiała się razem z nimi. Następnego dnia, wróciwszy z pracy, nie zastałem Przystojniaka w domu. Kiedy zapytałem Brygidę o kota, powiedziała, że zawiozła go do kliniki weterynaryjnej i zostawiła tam.

Bez wahania ruszyłem szukać mojego kota trwało to ponad pięć godzin, ale w końcu go znalazłem. Przystojniak wtulił się we mnie zadowolony mrucząc cicho w moich ramionach. Gdy wróciłem do domu, powiedziałem Brygidzie, żeby się spakowała i odeszła. Nie chciałem jej widzieć. Stała się dla mnie odrażająca.

Rano Brygida zabrała swoje rzeczy i wyprowadziła się bez słowa, zrezygnowana. Nie przypuszczała, że kot będzie dla mnie ważniejszy niż ona. Teraz mieszkam sam z Przystojniakiem i kot jest szczęśliwy, gdy wracam z pracy.

Ten czas nauczył mnie, że czasem lojalność wobec bliskiej istoty jest ważniejsza niż dopasowanie do cudzych oczekiwań. Po prostu warto być sobą i nie rezygnować ze swoich wartości, nawet jeśli ktoś próbuje nam je odebrać.

Rate article
Fajna Tajna
Gdy wrócił z pracy, kot zniknął bez śladu.