Kiedy zabierałam Mateusza z przedszkola, jak zwykle rzucił mi się na szyję, ale tym razem szepnął gorączkowo do ucha:
Mamo, mamo, a może moglibyśmy zabrać babcię Kubusia do siebie?
Co? Jaką babcię? O co ci chodzi? zupełnie nie zrozumiałam. Szybko się ubieraj, tata już czeka w samochodzie.
No tę babcię! Mateusz zaczął pokazywać palcem starszą panią prowadzącą chłopca do drzwi wyjściowych. Babcię Kubusia, przecież mówię!
Przestań żartować. To nie nasza babcia.
No i co z tego? rozżalił się syn. Poproś ją, może zgodzi się być też moją babcią. Proszę…
Przecież masz swoje babcie. I to dwie! Po co ci jeszcze jedna? Koniec tych bajeczek, wkładaj spodnie.
No mamuś… Mateuszek zrobił nieszczęśliwą minę i zaczęła się mozolna walka z grubymi spodniami. Moje babcie są jakieś takie… nieprawdziwe. A babcia Kubusia jest taka, jak powinna być prawdziwa babcia.
Czemu niby nasze babcie są nieprawdziwe? próbowałam się uśmiechnąć, choć poczułam ukłucie niepokoju. Przecież to one nas z tatą wychowały, a nie ta pani Kubusia.
No i co z tego? Mateusz patrzył na mnie z rezygnacją. Urodzić to nie wszystko. Babciami tak jednak nie są.
Jak to? Przecież skoro jesteś naszym synkiem, to nasze mamy automatycznie są twoimi babciami!
A ja nie chcę takich babć na automacie! Chcę prawdziwej! upierał się Mateusz.
A jaka to jest ta prawdziwa babcia?
Taka jak babcia Kubusia.
A czym się niby różni babcia Kubusia od twoich? Bo naprawdę nie rozumiem.
Jej można głośno wołać babciu! na placu zabaw. A moja babcia Jadzia każe mi mówić do niej Jadzia, a babcia Hela złości się, kiedy krzyczę babciu!, bo mówi, że ona jeszcze młoda i wstydzi się przed sąsiadami!
Jak to się złości?
Po prostu. Mówi, że nie jest jeszcze taka stara. Nie mam jej wołać babci, bo to ją postarza, a poza tym, mówiła, że ty ją wykorzystujesz, bo podrzucasz mnie do niej jakby była darmową opiekunką. A babcia Kubusia zawsze mówi, że Kubuś to najlepsze, co ją w życiu spotkało. Ja też bym chciał być dla kogoś najlepszy.
Nie do wiary, żeby moja mama tak powiedziała… spojrzałam na Mateuszka smutno. Zmieniłam ton: Szybko się ubieraj, syneczku, bo tata się zmartwi. A babcia Jadzia też krzyczy na ciebie za babciu?
Nie, nie krzyczy Mateusz zmarszczył brwi. Tylko się nie odzywa. Jak zawołam Jadzia, to od razu mnie pochwali. Mamo, a powiedz, czemu moje babcie nie potrafią zrobić porządnego jedzenia?
Co? Co ty wygadujesz? spojrzałam zaskoczona. Przecież nie głodzą cię u siebie, kiedy tam zostajesz?
Głodzą odpowiedział szybko.
Nie żartuj, synku! Dają ci najlepsze rzeczy, sama widziałam!
No tak, ale… Kiełbasa, pierogi z zamrażarki, jakieś sałatki. Czy to jest najlepsze jedzenie?
A jakie byś chciał?
Racuszki.
Racuszki? powtórzyłam zdziwiona.
Albo naleśniki. Dzisiaj babcia Kubusia powiedziała mu: Chodź do domu, zrobię ci cieplutkie racuszki, ze śmietanką i konfiturą. Pamiętasz, jak w lecie razem robiliśmy dżem?” Kubuś cały szczęśliwy kiwał głową. My z moimi babciami nigdy razem nie gotujemy dżemu.
Ojej, Mateuszku… spojrzałam na syna ze współczuciem. A gdybyśmy dziś wieczorem zjedli do herbaty dżem? Zaraz jeszcze wstąpimy do sklepu.
Ble… Sklepowy nie jest dobry…
Skąd wiesz?
Bo już moje babcie kupowały taki…
A racuszki? Prosiłeś je o racuszki?
Tak… zaczął z niechęcią wkładać kurtkę. Odpowiedziały, że to dużo roboty. Lepiej pójść do kawiarni. A tam racuchy są zimne, a dżem prze-słodzony. A babcia Kubusia mówi, że najlepsze racuszki to prosto z patelni.
Oj, prawda… westchnęłam marzycielsko, łapiąc go za rękę i wyprowadzając z przedszkola. Najsmaczniejsze na świecie. Pamiętam, jak kiedyś moja babcia takie mi robiła…
Szłyśmy do samochodu, gdzie już czekał mąż, a ja wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Marty.
Martuś, jesteś w domu? odezwałam się z lekkim wyrzutem sumienia w głosie.
Jestem odpowiedziała od razu.
Czy mogę cię o coś prosić, i proszę, nie śmiej się tylko…
Co się stało?
Kiedyś mówiłaś, że masz idealny przepis na racuszki, a twój syn mógłby je jeść na kilogramy.
I co z tego?
Podeślij mi, proszę, ten przepis na ciasto… Kiedy zaśmiała się głośno, jęknęłam: Ale prosiłam nie śmiej się! To ważne.
Lepiej przyjedź do mnie, pokażę ci, jak je się robi.
Kiedy mam przyjechać?
Najlepiej już teraz!
Teraz się nie da, odbieram Mateusza z przedszkola. Mąż czeka w samochodzie…
To przyjedźcie wszyscy! Nasze chłopaki się zapoznają. Czekam! i rozłączyła się.
Następnego dnia wzięłam dzień wolnego. Pojechałam do mamy i zaczęłyśmy naukę smażenia racuszków. Mama stroiła fochy, mówiła coś o dzisiejszych czasach i że babcie mają prawo żyć po swojemu, ale powiedziałam zdecydowanie:
Mamo, jeśli ci przeszkadzamy, już nigdy nie zostawię ci Mateusza. Czy ty wiesz, czym się różni prawdziwa babcia od tej na niby? I czemu nigdy nie robisz własnego dżemu latem? Masz przecież wnuka!
Mama już chciała parsknąć gniewnie coś złośliwego, ale widząc moją minę, zamilkła i tylko westchnęła ciężko tak na wszelki wypadek.
Gdy Weronika przyszła odebrać synka z przedszkola, ten rzucił się jej na szyję i namiętnie wyszeptał do ucha:



