Gdy klucz przekręcił się w zamku, serce prawie wyskoczyło mu z piersi, a dusza poleciała naprzeciwko…
Ile razy można robić takie gafy?! I te twoje głupie błędy! No popatrz tylko! Co to ma być?! Barbara Markiewiczowa stuknęła długim, czerwonym paznokciem w miesięczny raport tak mocno, aż mało co nie złamała sobie paznokcia.
Idź! Popraw to natychmiast! A w ogóle nie radzisz sobie? To się zwolnij! Szefowa była niby zadbaną, atrakcyjną kobietą, ale kiedy się złościła, wyglądała jak diablica.
Marysia spokojnie wyszła z gabinetu. Do końca pracy został nieco ponad kwadrans. Musiała zdążyć poprawić. Premii już ją pozbawiono.
Od dawna towarzyszył jej pech. Same przeszkody po drodze. Tydzień temu zadzwoniła do mamy. Ta, jak zwykle, była niezadowolona. Zrobiła jej awanturę, oskarżając o najgorsze rzeczy, po czym się rozłączyła. Marysia mimo upływu lat wciąż nie mogła się do tego przyzwyczaić. Przeżywała to mocniej niż chciała przyznać. Teraz nawet bała się do niej zadzwonić.
Przed dwoma dniami zgubiła swoją kartę bankomatową. Trzeba było ją zablokować i zamawiać nową.
A wczoraj jedyna żywa dusza trójkolorowa roczna kotka, Balbinka wyszła na balkon za wróblem i spadła z trzeciego piętra. Marysia widziała, jak kotka podniosła się z kwietnika, otrzepała i odeszła, ale gdy wybiegła na podwórko, Balbinki już nigdzie nie było. Minęła doba, a kotka nie wróciła i nie pojawiła się na żaden wołanie.
Zmęczona i zrezygnowana, oddała wreszcie poprawiony raport i po pracy wróciła do domu. Nawet nie chciało jej się zajrzeć do sklepu.
W domu położyła się na kanapie i zaczęła szlochać, gorzko, długo. Po pół godzinie łzy wyschły, ale ulgi nie było. Po głowie zaczęły pełzać czarne myśli. Dla kogo ona żyje? Matce jest niepotrzebna, rodziny nie ma, nawet kotka zaginęła. I właśnie to, co zamierzała zrobić, nagle przyniosło jej ulgę.
Niech się potem złoszczą i męczą, za późno będzie pomyślała twardo. Lżej się zrobiło na duszy, gdy uzmysłowiła sobie, że jutro nie będzie musiała wstawać do pracy. Nie będzie musiała dzwonić do matki i przepraszać za coś, czego nie zrobiła. Nagle ogarnął ją dziwny spokój.
Już była o krok od decyzji, gdy zadzwonił telefon. Numer nieznany. Pomyślała nawet, by nie odbierać, lecz przyszło jej do głowy, że może to ostatni ludzki głos, który usłyszy.
Halo…? Po drugiej stronie panowała cisza. Po co dzwonić i się nie odzywać? zaczęła się irytować.
Dobry wieczór… odezwał się wreszcie niski, męski głos. Proszę, nie odkładaj słuchawki.
Kim pan jest? Czego pan chce? Marysia śpieszyła się, a tu ktoś ją rozprasza w ważnej chwili.
Chciałem tylko usłyszeć ludzki głos… Od tygodnia z nikim nie rozmawiałem. Pomyślałem, że jak mi nikt nie odpowie, to już koniec… usłyszała zduszony oddech.
Jak to? Nie może pan z kimś porozmawiać? Niech pan wyjdzie do parku, przejdzie się. To takie proste! Marysia usiadła z nogami na szerokim parapecie.
Nie mogę. Mieszkam na piątym piętrze. Tydzień temu żona mnie zostawiła… głos załamał się.
Też bym uciekła! Facet czy nie facet?! nie kryła zdziwienia.
Jestem na wózku. Od niespełna roku. Pięć pięter w te i z powrotem nie dam rady. Winda w bloku nie działa. Głos nagle nabrał pewności.
Nie ma pan nóg?! spytała przerażona Marysia, po czym opamiętała się, ale było już za późno. Słowo się rzekło.
Nie aż tak uśmiechnął się przez telefon. Uszkodziłem kręgosłup. Nie mogę chodzić.
Rozmawiali jeszcze przez pół godziny. Marysia zapisała jego adres. Po godzinie już stała pod jego drzwiami z dwoma torbami zakupów.
Otworzył jej młody, przystojny mężczyzna na wózku inwalidzkim.
Jestem Marysia! dopiero wtedy zorientowała się, że nawet nie wie, jak ma on na imię.
Maciek! Powitał ją ciepłym, promiennym uśmiechem, jakby na nią czekał całe życie.
Okazało się, że mieszkali niedaleko siebie. Od tej pory Marysia odwiedzała go codziennie. Szybko zrozumiała, że jej troski, w porównaniu z jego problemami, są naprawdę błahe. Błahe sprawy nie powinny odbierać chęci do życia. Zaczęła się zmieniać stawała się silniejsza, bardziej zdecydowana, z uporem broniła ich codzienności.
Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Balbinka wróciła. Po prostu siedziała kiedyś na wycieraczce przed drzwiami i czekała na nią po pracy.
Szefowa znowu rano próbowała wyładować się na Marysi, lecz tym razem dziewczyna przerwała jej tyradę:
Pani Barbaro, jakie ma pani prawo na mnie krzyczeć i mnie poniżać? W takich warunkach nie da się pracować, za chwilę dostanę migreny i pójdę na zwolnienie. Kto mnie pani zastąpi? Dziewczyny z biura zaczęły się śmiać, a szefowa bez słowa wyszła obrażona.
Nagle zadzwoniła mama, nie wytrzymując dłużej ciszy:
Cześć, córko! Czemu nie dzwonisz, dlaczego milczysz?! W ogóle nie obchodzi cię, jak matka żyje? Jesteś niewdzięczna! Marysiu, słuchasz mnie? Przeszła na krzyk.
Cześć, mamo. Nie będę rozmawiać, jeśli się tak zachowujesz odpowiedziała spokojnym, opanowanym głosem.
Jak możesz!? Rozłączę się! krzyczała matka.
To się rozłącz… odparła ze spokojem córka.
Dwa dni później matka znów zadzwoniła. Przeprosin nie było, ale rozmowa toczyła się już w innym tonie, bardziej spokojnym, bez przekraczania granic.
Po miesiącu Marysia wyprowadziła się do Maćka. Swoje mieszkanie wynajęła, a pieniądze przeznaczyła na masażystę i zajęcia na basenie dla partnera każda sobota, każda niedziela.
I co za radość powoli zaczęło wracać czucie w nogach Maćka! Mógł już poruszać palcami stóp.
Nagle zachorowała mama Marysi. Dziewczyna dostała dwa dni wolnego i pojechała w odwiedziny.
Maciek czekał z utęsknieniem. Jak wierny pies, leżał na kanapie i wyglądał przez okno. Luty, śnieżyca za oknem… Znał godzinę przyjazdu autobusu, wyliczył czas dojścia z przystanku do domu i wejścia na piętro. Mijały minuty, godziny, a Marysi nie było. Telefon nie odpowiadał, śnieg zamiótł świat na biało. Serca niepokój tylko rósł…
Wreszcie, gdy klucz przekręcił się w zamku, serce Maćka o mało nie wyskoczyło z piersi.
Maciusiu, autobus utknął w zaspie, czekaliśmy na odśnieżarkę… Telefon mi padł, nie zdążyłam podładować! krzyknęła, zdejmując płaszcz w przedpokoju.
Wbiegła do salonu i zamarła.
Stał o dwa kroki od wózka, uśmiechając się szeroko.
Życie pokazuje, że czasem ból i samotność mogą prowadzić do ważnych spotkań do prawdziwej miłości. Każde nieszczęście jest tylko przejściowe, a dla tych, którzy nie tracą nadziei i otwierają serca, los trzyma gdzieś w zanadrzu nowe szczęście. Najważniejsze to nie zamykać się w swoim bólu zawsze warto jeszcze raz spróbować wyjść komuś naprzeciw.



