Gdy przeszłam na emeryturę, zamieniłam trzypokojowe mieszkanie na kawalerkę. Ani przez chwilę tego nie żałowałam.

Gdy przeszedłem na emeryturę, mieszkałem samotnie w dużym, dwupokojowym mieszkaniu w samym środku Warszawy. W naszym bloku wielu emerytów zajmowało przestronne lokale, choć dawno nie byli już potrzebne im takie metry. Kiedy dzieci dorastają i rodzina mieszka razem, wielkie mieszkanie jest niezbędne, ale gdy wszyscy rozchodzą się swoimi drogami, puste pokoje wypełniają się echem i samotnością. Nie jest to najlepsze wyjście również ze względów praktycznych nadszedł czas na remont, ale ani sił, ani pieniędzy na wszystkie niezbędne naprawy zwykły emeryt nie ma.

Opłaty za czynsz i media pochłaniały prawie połowę mojej emerytury, mimo że nie korzystałem już nawet z połowy metrów kwadratowych. Utrzymanie czystości też mnie przerastało mycie okien, podłóg, sprzątanie całych trzech pokoi nużyło coraz bardziej, jakbym zamiatał swoje własne myśli.

Wiedziałem, że muszę się przeprowadzić, lecz długo z tym zwlekałem. Przywiązałem się do mojego mieszkania i tej okolicy, a wątpliwości krążyły wokół głowy, jak gęste chmury nad Wisłą. Tu byli wszyscy przyjaciele, tu upłynęło całe życie miałem to wszystko zostawić? Ostatecznym impulsem było zrozumienie, że już nie podołam większemu mieszkaniu ani finansowo, ani fizycznie wiek wygłusza siły jak zimowe noce.

Pomogła mi rodzina sam nie podołałbym przeprowadzce. Córka Ola i zięć Kuba wyszukali nowe miejsce, zadbali o drobne naprawy. Choć nowy lokal był o połowę mniejszy, nigdy nie żałowałem tej decyzji.

Dla samotnego emeryta kawalerka to najlepszy wybór. Cieszą mnie niższe rachunki obowiązkowe opłaty w złotówkach nie straszą już tak bardzo, a porządki załatwiam w godzinę, po czym codziennie wystarczy mi dziesięć minut, by utrzymać ład. Senny rytm dnia nie psuje się już przez sprzątanie.

Nie czuję się ograniczony wszystko, co trzeba, mieści się wygodnie, z kuchennym sprzętem, meblami, nawet zdjęcia z dawnych lat znalazły swój kąt. Poprzedni lokatorzy zostawili dużą narożną szafę; zamiast piwnicy służy za schowek, a niektóre rzeczy wylądowały w pudełkach na balkonie. W pokoju tylko to, co trzeba rozkładana sofa, segment, ława do herbaty.

Stare meble, naczynia i inne rupiecie wyrzuciłem w nowym mieszkaniu nie było miejsca na przyzwyczajenia zbierane latami, na bibeloty obrosłe kurzem wspomnień.

Wielu uważa, że kawalerka to zbyt mało miejsca dla wygodnego życia. Jasne, jeśli ktoś chciałby przenocować gościa, nie bardzo jest gdzie. Ale ja nie mam takich gości i nawet nie myślę o dodatkowym łóżku. Nie chcę nikogo zatrzymywać na noc; przez lata wypracowałem swój rytm, a obca obecność tylko by go zakłóciła. Skoro nie ma dodatkowego łóżka, nikt nie naciska, żeby zostać.

Moja córka z rodziną mieszka kilka przecznic dalej odwiedzają mnie czasami, spędzimy razem kilka godzin i wracają do siebie. Przyjaciółki także wpadają, ale na noc nie zostają. Może by chciały, ale ja nie mam już serca do dzielenia tego mojego skrawka przestrzeni.

Każdy ma własny obraz tego, gdzie chciałby doczekać starości: jedni trzymają się starego kąta, nawet jeśli pustka gra w nim pierwsze skrzypce, inni chętnie zamieniają przestrzeń na coś mniejszego. Osobiście nie potrzebuję dużego mieszkania; jeśli zdrowie i złotówki pozwolą, mogę mieszkać sam nawet w trzypokojowym lokalu.

Myślę, że decydując się na pozostanie lub przeprowadzkę, emeryci powinni patrzeć nie tylko na metraż, ale też na inne sprawy: dobra lokalizacja apteka, sklep, przychodnia w zasięgu ręki; bliskość rodziny, by łatwo się odwiedzać; no i park lub rynek w pobliżu na codzienne spacery.

Rate article
Fajna Tajna
Gdy przeszłam na emeryturę, zamieniłam trzypokojowe mieszkanie na kawalerkę. Ani przez chwilę tego nie żałowałam.